Pasożyt jak lekarstwo

Myszy chorujące na dolegliwości jelitowe wyleczono za pomocą pasożytniczych włosogłówek. Czy to nowa terapia dla ludzi?

Nie jest to morał, który chciałabym wpoić mojemu synowi, ale, jak informuje nas Elementarianka w początkowej sekwencji filmu „Riddick”, czasami zło można zwalczyć tylko innym złem. W połowie kwietnia prestiżowy magazyn „Science” doniósł o rzeczy niezwykłej: pasożyty przewodu pokarmowego mogą leczyć chorobę Crohna, czyli nieustający, bolesny i do tej pory nieuleczalny stan zapalny jelit. Przyczyn tej choroby, czy też całego zespołu schorzeń, dotykających kilku milionów ludzi w krajach uprzemysłowionych, naukowcy dopatrują się głównie w nadal niezidentyfikowanych w pełni predyspozycjach genetycznych. Nie bez znaczenia wydaje się też wpływ środowiska (dieta, leki, stres) powodujący zaburzenie naszego mikrobiomu, czyli świata bakterii żyjących w organizmie człowieka, wspomagających jego funkcjonowanie.

Zespół naukowców z New York University podał larwy włosogłówki myszom będącym nosicielami jednej z ludzkich anomalii genetycznych związanych z chorobą Crohna. Włosogłówka to obły pasożyt ludzkiego przewodu pokarmowego o długości 3–5 cm, krewniak glisty ludzkiej. Zakaża nas przez brudną wodę oraz niedomyte warzywa i owoce. Żywi się krwią, której jest pod dostatkiem w bogato ukrwionej śluzówce jelita ślepego i grubego. Powoduje zatem anemię. Dawniej dziesiątkował populację małych dzieci, dziś jest uleczalny. Larwa to postać młodociana, nieco mniejsza od dorosłego pasożyta.

Kłopoty z bakteriami

Larwy włosogłówki rozwijały się zatem w jelitach myszy. Gdy osiągnęły dorosłość, okazało się, że mysz przestała chorować. Co więcej, wiele wskazuje na to, że z wyzdrowieniem jakiś związek miały bakterie zamieszkujące układ pokarmowy myszy.

Mikrobiom – czyli te właśnie bakterie – to 90 proc. komórek naszego organizmu (tylko co dziesiąta komórka jest tak naprawdę nasza, a nie bakteryjna). Ten żyjący z nami w symbiozie gigantyczny mikroorganizm – współpracująca ze sobą populacja miliardów licznych gatunkowo drobnoustrojów – dzieli się na kilka podstawowych systematycznych grup. U ludzi z chorobą Crohna najczęściej dominuje nad innymi grupa Bacteroides. U ludzi zdrowych są to różne inne grupy, ale remisje stanu zapalnego na ogół wiążą się ze wzrostem bakterii zwanych klostridiami. Obie populacje, choć odmienne i niespokrewnione, są bezwzględnie beztlenowe. Wśród klostridiów można znaleźć gatunki bardzo szkodliwe dla człowieka. Oczywiście tych nie ma w naszym mikrobiomie, bo trochę trudno sobie wyobrazić, że ktoś żyje za pan brat z Clostridium botulinum produkującym jad kiełbasiany. Bacteroides natomiast są nieodzownym elementem naszego mikrobiomu, dlatego dosłownie wysysamy je z mlekiem matki. Bez nich nie potrafilibyśmy „trawić” wielocukrów zwanych glikanami. To na tych i innych polisacharydach żerują bakterie, my zaś korzystamy z ich pracy.

Problem z populacją Bacteroides pojawia się, gdy nasz układ odporności nie umie ich skontrolować i zahamować ich nadmiernego mnożenia się. Kłopoty mogą też spowodować zażywane przez nas antybiotyki, usuwające niektóre bakterie, a pozostawiające inne. W przeciwieństwie bowiem do wrażliwych klostridiów Bacteroides żyją i mnożą się w środowisku pełnym penicylin i cefalosporyn, aminoglikozydów, erytromycyny czy tetracykliny. Bacteroides są też znacznie liczniejsze w jelitach ludzi odżywiających się tłusto i białkowo, zaś ci, którzy preferują pokarm roślinny, częściej noszą w swym mikrobiomie spokrewnione z Bacteroides prewotelle. Te zaś nie mają wpływu na zapadanie na chorobę Crohna.

Jak to działa?

Jaki jest związek pasożytniczego nicienia z zahamowaniem wzrostu Bacteroides? Zakażenie nicieniem wzmaga produkcję przeciwciał. To doprowadza do osłabienia populacji Bacteroides, wydaje się zaś nie szkodzić klostridiom. Okazuje się więc, że organizmy myszy walczą nie tyle z bakteriami związanymi z chorobą, ile z atakującymi je pasożytami. Bakterie dostają rykoszetem, i to niezwykle skutecznie. Mniejsza liczebność Bacteroides oznacza zaś spadek prawdopodobieństwa zachorowania na przewlekły stan zapalny jelita nawet mimo predyspozycji genetycznych. Czy można zatem włosogłówką lub klostridiami leczyć ludzi? Być może. Żeby tak było, trzeba wyselekcjonować ze szkodników to, co w nich tkwi dobrego.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Autopromocja