Zaraz zatrzęsie?

Duże trzęsienia ziemi zdarzają się na styku płyt tektonicznych. Te obszary często znajdują się na dnach oceanów, ale jest kilka miejsc, gdzie na „gorącej granicy” mieszkają ludzie. Miliony ludzi. W jednym z takich miejsc megatrzęsienie może się wydarzyć w każdej chwili.

Tym miejscem jest uskok San Andreas na zachodnim wybrzeżu USA, w Kalifornii. Od kilku miesięcy naukowcy ostrzegają, że kataklizmu można się spodziewać w każdej chwili. Ich zapewnienia nie są chyba traktowane zbyt poważnie, bo… badacze alarmują od wielu lat. San Andreas jest miejscem, gdzie styka się płyta pacyficzna z płytą północnoamerykańską. Obydwie zbliżają się do siebie z prędkością kilku centymetrów na rok. Ale to tempo jest zmienne. Balon się nadyma i nikt nie rozważa kwestii, czy pęknie, tylko raczej – kiedy pęknie.

Lada chwila

Ostatni raport na ten temat powstał we współpracy Uniwersytetu Hawajskiego, Uniwersytetu w Waszyngtonie oraz Oceanograficznego Instytutu Scrippsa. Badacze tych uczelni zarejestrowali narastające ruchy płyt tektonicznych znajdujących się po dwóch stronach uskoku. Sam ich ruch nie jest czymś nowym, ale to, że narasta jego skala, daje do myślenia. Uważa się, że jest spowodowany naprężeniami, jakie panują na styku dwóch płyt. Mechanizm trzęsienia ziemi można porównać do naprężania plastikowej linijki. Do któregoś momentu da się ją ugiąć, ale potem linijka pęka. Zanim to jednak nastąpi, zaczyna trzeszczeć. I to właśnie narastające trzeszczenie można porównać do obserwowanych przesunięć pomiędzy płytami. Tak jak w przypadku linijki pomiędzy charakterystycznymi dźwiękami a złamaniem mijają sekundy, tak w przypadku trzęsienia ziemi… No właśnie. Nie jesteśmy w stanie powiedzieć, kiedy dokładnie nastąpi kataklizm. Około 30 lat temu międzynarodowa grupa naukowców pod kierunkiem prof. Władimira Keilisa-Boroka zaczęła nasłuchiwać nie głośnych i gwałtownych, ale cichych pomruków Ziemi. U podstaw metody Keilisa-Boroka leży głównie dokładne i systematyczne uporządkowywanie danych już istniejących oraz… matematyka, matematyka i jeszcze raz matematyka. W czerwcu 2003 roku badacze zapowiedzieli, że najpóźniej do lutego 2004 w centralnej Kalifornii nastąpi trzęsienie ziemi o sile co najmniej 6,4 w skali Richtera. I tak rzeczywiście się stało. Dokładnie 22 grudnia 2003 roku. W lipcu 2003 roku ta sama grupa zapowiedziała, że do końca grudnia japońską wyspę Hokkaido nawiedzi duże trzęsienie ziemi o sile co najmniej 7 stopni. Kataklizm o sile 8,1 stopnia wydarzył się tam 25 września. Dwa przypadki? Były także inne.

Długi uskok

Wspomniana metoda przewidywania trzęsień ma swoje ograniczenia. Po to, by jakiś model stał się wiarygodny, potrzebne są długie obserwacje i pomiary. Jeszcze długo nie będzie się dało przewidzieć trzęsień ziemi tam, gdzie występują one rzadko. Kilka lat temu kataklizm, który nawiedził Włochy, był nieprzewidywalny, bo Włochy nie są miejscem dużej i częstej aktywności sejsmicznej. W Europie, szczególnie na południu, trzęsienia nie są rzadkością, ale ich siła jest dużo mniejsza niż w Japonii, na Filipinach czy zachodnim wybrzeżu obydwu Ameryk. Dzisiaj można przewidzieć duże trzęsienie ziemi z dokładnością do kilku miesięcy, a miejsce epicentrum – do kilkuset kilometrów. O ile dotyczy ono kilku najbardziej aktywnych rejonów Ziemi.

Taka dokładność przewidywania jest ważna dla geofizyków, ale wciąż zbyt mała dla ludności zamieszkującej niebezpieczne tereny. Ewakuować na kilka miesięcy całą Kalifornię? Czy ktoś to sobie wyobraża? Albo np. region miasta Tokai, na japońskiej wyspie Honsiu, gdzie żyje około 22 mln ludzi! Miasto leży w rejonie bardzo aktywnym sejsmicznie. Trzęsienia ziemi zdarzają się tam co 110 lat (plus minus 33 lata). Poprzednie duże zdarzyło się ponad 150 lat temu. Im później przyjdzie, tym będzie groźniejsze. Ostatnie miało siłę 8,4 w skali Richtera. A to już prawdziwy armagedon.

Wróćmy do Kalifornii i uskoku San Andreas. Trudność w przewidywaniu momentu, w którym nastąpi na nim trzęsienie ziemi, polega na tym, że sam uskok ma grubo ponad 1000 km. Nie sposób monitorować całej jego długości, a nawet gdyby, wzmożenie ruchu dwóch płyt nie jest takie samo na całej jego długości, na której leży kilkanaście sporych amerykańskich miast, w tym Los Angeles, San Francisco, San Diego czy Santa Cruz. W sumie kilkanaście milionów ludzi. Pewne jest to, że ryzyko wystąpienia tam dużego trzęsienia ziemi stale rośnie. Uskok, przynajmniej w niektórych częściach, jest coraz bardziej aktywny. Wiele wskazuje też na to, że to, co nastąpi, będzie dla całego regionu bardzo destruktywne. Dokładne badania takich regionów jak San Andreas nie są prowadzone po to, by stworzyć system przewidywania kataklizmów, tylko po to, by zrozumieć, czym te kataklizmy są.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg