Elektrownia jak 200 boisk

W Niemczech powstanie największa na świecie elektrownia słoneczna. Panele słoneczne będą zajmowały powierzchnię równą 200 boiskom piłkarskim. Jest tylko jeden problem: czy nad elektrownią zaświeci słońce? .:::::.

Budując dużą farmę wiatrową czy elektrownię słoneczną o tak olbrzymiej powierzchni jak chociażby ta w Brandis, trzeba pomyśleć też o jakimś źródle zapasowym, na wypadek gdyby np. lato było wyjątkowo deszczowe i pochmurne. To tyle przeciwnicy. Zwolennicy na argument wysokiej ceny odpowiadają, że dla czystego środowiska naturalnego warto płacić więcej. Wielką zaletą tego typu instalacji jest decentralizacja. Dla małej, oddalonej od cywilizacji miejscowości nie opłaca się budować elektrowni, a doprowadzanie prądu jest bardzo drogie. Tymczasem budowa kilku wiatraków czy fotoogniw, wsparta generatorami diesla, może problem zaopatrzenia w energię skutecznie rozwiązać. Zwolennicy podkreślają także, że zielone technologie systematycznie tanieją, dlatego opłaca się w nie inwestować.

Opłaca się, czy nie?

Choć tak właśnie przedstawiają go często aktywiści ekolodzy, spór w zasadzie nie leży na linii: szanować środowisko czy też je rujnować? Nikt o zdrowych zmysłach nie chce mieszkać na toksycznej pustyni. Kluczowe jest odpowiedzenie na pytanie, co oznacza inwestować w zielone elektrownie? Czy znaczy to budować je wszędzie, gdzie tylko pozwoli na to miejsce i lokalne społeczności, czy może rozwijać je, doskonalić, inwestować w nowe i tańsze materiały, a gdy tylko spełnią odpowiednie warunki ekonomiczne, wtedy rozpocząć ich budowę na skalę komercyjną? Bez preferencyjnych kredytów, ulg podatkowych i zapewnienia odbioru mocy (mimo wyższej ceny firmy energetyczne są zmuszone prawem kupować prąd od ekologicznych elektrowni) budowa wiatraków czy elektrowni słonecznych w naszej części świata byłaby nieopłacalna. Żaden prywatny inwestor by się w nią nie zaangażował. Rozpoczęta właśnie budowa wspomnianej elektrowni słonecznej w Brandis najpewniej nigdy nie doszłaby do skutku.

Czy moc 40 MW, jaką ma osiągać za 2 lata budowana na dawnym lotnisku w Brandis elektrownia, to dużo? Odpowiedź zależy oczywiście od odniesienia. W Polsce wszystkie elektrownie mają moc około 30 000 MW. Elektrownia konwencjonalna albo atomowa ma moc około 1000–2000 MW. W tych kategoriach 40 MW to bardzo mało. Poza tym to tzw. moc zainstalowana, czyli taka, jaką elektrownia będzie wytwarzała, gdy słońce będzie świeciło. W nocy albo przy pochmurnej pogodzie z tych planów nic nie wyjdzie.

Z drugiej strony nie ma na świecie elektrowni słonecznej, która miałaby większą moc. Dzieje się tak z powodu wysokich kosztów inwestycji oraz bardzo dużego obszaru, jaki przez taką elektrownię musi być zajęty. Ta w Brandis będzie rozciągała się na ponad milionie metrów kwadratowych. To powierzchnia równa 200 boiskom piłkarskim. Teren, na którym zostanie rozlokowanych ponad pół miliona fotopaneli, ma około dwóch kilometrów długości i kilometra szerokości. Mimo tak ogromnego obszaru, elektrownia nie zaspokoi nawet 1 proc. zapotrzebowania kraju związkowego Saksonii, w którym zostanie wybudowana. By osiągnąć ten wynik, obszar zajmowany przez panele musiałby zajmować niecałe 5 mln metrów kwadratowych, a samych fotoogniw musiałoby zostać wybudowanych około 2,5 mln.



Gość Niedzielny 20/2007

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama