Tajemnica stwardnienia rozsianego

O tym, jak zrozumienie mechanizmów choroby prowadzi do odkrycia nowych terapii, opowiada prof. Krzysztof Selmaj, specjalista od stwardnienia rozsianego.

Wojciech Mikołuszko: Pamiętam, że gdy na jednej z konferencji dziennikarz powiedział: „Nie ma leków na stwardnienie rozsiane”, bardzo się Pan oburzył. Dlaczego?

Prof. Krzysztof Selmaj: Bo to nieprawda! W tej chwili na stwardnienie rozsiane jest zarejestrowanych 14 leków.

Tyle że żaden z nich nie pozwala na wyleczenie chorego.

A ile chorób tak naprawdę potrafimy wyleczyć? Jakieś infekcje wirusowe i bakteryjne, procesy zapalne. Natomiast liczne choroby, jak nadciśnienie tętnicze, cukrzyca czy astma, dzisiejsza medycyna potrafi skutecznie leczyć, ale nie umie wyleczyć. To samo dotyczy stwardnienia rozsianego.

Co zmieniło się w leczeniu stwardnienia rozsianego od lat 80. XX wieku, kiedy zaczynał Pan badać tę chorobę?

Gdy zaczynałem, nie było nawet pewności, czym ta choroba w ogóle jest. Ścierały się dwa poglądy. Część badaczy uważała, że stwardnienie rozsiane jest chorobą wirusową. Ale mimo najlepszych mikroskopów elektronowych i technik identyfikacji nie udało się znaleźć żadnego odpowiedzialnego za nią wirusa. Pojawiła się więc nowa hipoteza, według której stwardnienie rozsiane to efekt zaburzeń działania układu odpornościowego, który miał atakować swój organizm. W przypadku stwardnienia rozsianego miał on zwalczać osłonkę mielinową, która otacza włókna nerwowe. To mnie bardzo zainteresowało.

Polska lat 80. to jednak ogromny kryzys, a takie badania wymagają specjalistycznego sprzętu laboratoryjnego. Jak Pan sobie z tym radził?

Bywało trudno. Na przykład żeby badać komórki, trzeba je hodować. To wymaga specjalnych komór, zwanych inkubatorami, w których musi być podwyższone stężenie dwutlenku węgla. To zapewniają generatory tej substancji, których nie mieliśmy. Aby sobie z tym poradzić, paliliśmy świeczki. One wydzielały dwutlenek węgla, dzięki któremu nasze hodowle komórek przeżywały.

I udało się Panu dokonać ważnego odkrycia.

Wytworzyliśmy komórki układu odpornościowego zwane limfocytami, które były uczulone na składniki osłonki mielinowej. Skontaktowaliśmy się z doc. Krystyną Rękawek z Instytutu Medycyny Doświadczalnej w Warszawie, która umiała hodować tkankę nerwową myszy. Dzięki współpracy odkryliśmy, że nasze limfocyty rzeczywiście uszkadzają osłonki mielinowe komórek nerwowych.

Co wspierało hipotezę, według której przyczyną stwardnienia rozsianego jest zaburzenie układu odpornościowego.

Tak. Gdy zaprezentowaliśmy nasze wyniki na Światowym Kongresie Neurologii w Niemczech, wywołało to dużą dyskusję. Kontakt z nami nawiązał prof. Cedric Raine z Nowego Jorku. Zaprosił mnie do siebie i u niego w laboratorium powtórzyliśmy nasz eksperyment. Wszystkie wyniki się potwierdziły.

Z prof. Raine’em pracował Pan kilka lat w USA, co doprowadziło do odkryć, które w 1994 r. przyniosły Panu najważniejszą polską nagrodę naukową przyznawaną przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej. Co to za odkrycia?

Pokazaliśmy, że u chorych na stwardnienie rozsiane limfocyty uszkadzają tkankę nerwową, ale nie wiedzieliśmy, w jaki sposób to robią. Komórki odpornościowe mają wiele mechanizmów działania. Jednym z nich jest wydzielanie grupy białek zwanych cytokinami. Razem z prof. ­Raine’em odkryliśmy, że jedna z cytokin uszkadza mielinę. Gdyby udało się to białko neutralizować, można by zapobiec niszczeniu osłonki komórek nerwowych. W badaniach laboratoryjnych i modelach zwierzęcych dawało to bardzo dobre efekty. Ale u ludzi pierwsze i jak dotychczas jedyne badanie nie przyniosło jednoznacznych wyników. W tym samym czasie pojawiły się pierwsze leki w terapii SM, interferony beta, i badania nad neutralizacją cytokin czekają na swoją kolej.

Po powrocie do kraju wpadł Pan na kolejny pomysł, jak leczyć stwardnienie rozsiane.

Chcieliśmy doprowadzić do tego, by limfocyty przestały atakować osłonkę mielinową. Trzeba je do tego przyzwyczaić, wywołać u nich tolerancję, „odczulić”. Musieliśmy znaleźć sposób, by to się udało. Los skojarzył mnie z prof. Marianem Szczepanikiem, immunologiem z Uniwersytetu Jagiellońskiego, który prowadził badania nad tolerancją immunologiczną u zwierząt. Należało podać białka osłonki mielinowej, ale nie przez krew, gdzie limfocyty się z nimi stykają na co dzień. My postanowiliśmy je dostarczyć przez skórę. I to się sprawdziło. Pierwsze wyniki mieliśmy bardzo dobre. Potem były dwie doskonałe publikacje w amerykańskich prestiżowych czasopismach i duże zainteresowanie na świecie. W 2015 r. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przyznało nam grant na kolejne badania, ale dotychczas nie udało nam się go uruchomić z powodu problemów administracyjnych. Jeżeli ten projekt zakończy się sukcesem, w co wierzę, to będzie dobry materiał na scenariusz filmu.

Dokonał Pan jednak odkrycia, które ma pomóc w diagnostyce stwardnienia rozsianego.

Ciągle brakuje prostego markera, który by jednoznacznie wykazał, czy pacjent jest chory na stwardnienie rozsiane. Coś jak poziom cukru przy cukrzycy – wiadomo, że powyżej pewnego poziomu możemy mówić o chorobie. W stwardnieniu rozsianym musimy obserwować pacjenta, sprawdzać zmiany w układzie nerwowym za pomocą rezonansu magnetycznego. Tyle że podobne wyniki mogą dawać inne zaburzenia. Marzy nam się, by pobrać krew, oznaczyć jeden czynnik i wiedzieć, że to jest właśnie stwardnienie rozsiane. To ważne, bo im szybciej zacznie się leczenie chorego, tym większe szanse na zachowanie przez niego sprawności.

Jako potencjalny marker stwardnienia rozsianego wybrał Pan mało znaną grupę cząsteczek zwanych mikroRNA. Co to takiego?

Informacja w komórce jest zapisana w DNA, a gdy jest potrzebna, zostaje przepisana na cząsteczki RNA, na podstawie którego budowane są białka. Gdy jednak w 2000 r. opublikowano zapis DNA człowieka, okazało się, że zaledwie 2 proc. to geny, a większość kodowała RNA, które nie wiadomo do czego służyło. To był szok. Ale potem pojawiły się nowatorskie hipotezy, według których te na pierwszy rzut oka śmieciowe fragmenty RNA włączają bądź wyłączają geny. A te krótkie, zwane mikroRNA, blokowały lub nasilały syntezę białek.

A co to ma wspólnego ze stwardnieniem rozsianym?

Uznałem, że skoro mikroRNA ma tak duży wpływ na organizm, to warto sprawdzić, czy nie ma też związku z chorobą, której pierwotna przyczyna ciągle pozostaje nieznana. Razem z dr. hab. Marcinem Mycką z mojego zespołu naukowego zaczęliśmy to badać i okazało się, że ilość czterech rodzajów mikroRNA jest wyraźnie obniżona u chorych na stwardnienie rozsiane. Gdy jest mniej tych mikroRNA, to organizm przestaje blokować syntezę niektórych białek, traci nad tym kontrolę i szkodliwe komórki szybciej się tworzą. Liczymy na to, że to będzie kiedyś sposób na diagnozę stwardnienia rozsianego. A w przyszłości może uda nam się przywracać właściwą ilość mikroRNA i w ten sposób hamować rozwój choroby.

I takie są Pana dalsze plany badawcze?

Moje dalsze plany są niestety dość mgliste. We wrześniu władze Uniwersytetu Medycznego w Łodzi nie przedłużyły mojego zatrudnienia jako kierownika Katedry i Kliniki Neurologii i straciłem dostęp do świetnego laboratorium, które sam stworzyłem po powrocie z USA i wyposażyłem za pieniądze z licznych grantów i dotacji. Jeśli uda mi się je odtworzyć w Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie, dokąd zaprosił mnie prof. Wojciech Maksymowicz, będę kontynuować te badania. •

Stwardnienie rozsiane – co to jest?

Stwardnienie rozsiane, zwane potocznie SM (skrót od jej łacińskiej nazwy Sclerosis multiplex), to przewlekła choroba układu nerwowego. Cierpi na nią niemal 2,5 mln osób na świecie, w tym blisko 50 tys. w Polsce. W SM komórki odpornościowe niszczą otoczkę mielinową komórek nerwowych. Jej zanik może się objawiać niedowładem kończyn, zaburzeniami wzroku, słuchu, układu moczowego, funkcji seksualnych, utrudnieniami w mowie, pamięci, koncentracji i innych procesów myślenia.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.