Moja ręka zdrowa!

Mistrz ciesielski - Jan Kołodziejski - pracował przy budowie stodoły. Nagle opuścił rękę na pracującą piłę. Ostrze przecięło mu kość łokciową lewego przedramienia, mięśnie i ścięgna, powodując przy tym rozległą ranę szarpaną. Lekarze nie dawali szans na uratowanie ręki. Mężczyzna wyszedł z wypadku cało, a swoje uzdrowienie przypisywał Urszuli Ledóchowskiej.

Bez zgody

Jako pierwszy pomocy panu Janowi udzielił lekarz w Pyzdrach. Medyk po założeniu opatrunku i opaski uciskowej powiedział, że mężczyźnie grozi amputacja przedramienia, jeżeli w ciągu dwóch godzin nie będzie wykonany zabieg chirurgiczny. Sam jednak takiej operacji nie mógł wykonać. Konieczne było więc udanie się do szpitala we Wrześni. To jednak wcale nie było łatwe i pan Jan dotarł tam nie po dwóch, ale po dziesięciu godzinach od wypadku. Po przebadaniu pacjenta ordynator szpitala i jego asystent stwierdzili, że ze względu na zaburzenia w krążeniu, pozbawienie czucia, zniesienie ruchu palców, symptomy gangreny, konieczna jest amputacja przedramienia. Jan Kołodziejski nie zgodził się na nią. W takiej sytuacji lekarze opatrzyli mu ranę, usunęli odłamki kości, zszyli ścięgna, licząc się jednak z koniecznością amputacji w najbliższym czasie.

Sytuacja była tragiczna, a tragizm potęgował fakt, że w szpitalu nie było antybiotyków, a aparat do robienia zdjęć rentgenowskich był nieczynny. W tej sytuacji zagrożonemu gangreną nie podano lekarstw ani nie wykonano zdjęć RTG.

"Moja ręka zdrowa!"

Stan chorego pogarszał się z każdą godziną i w krytycznym momencie - w piątym dniu od wypadku - gorączka podniosła się do 40 stopni. Pan Jan miał dreszcze i bardzo silne bóle. Zwiększył się obrzęk. Ramię zsiniało. Wieczorem ordynator szpitala po zbadaniu chorego zdecydował, że nazajutrz musi być dokonana amputacja przedramienia, na co tym razem Jan Kołodziejski wyraził zgodę. Chory tak cierpiał, że był pewny, iż nie doczeka następnego poranka.

W tej dramatycznej sytuacji do Jana Kołodziejskiego podeszła Gertruda Gąsiorowska, która w szpitalu czuwała przy swoim mężu. To właśnie ona podała choremu książeczkę, zawierającą modlitwy do Serca Jezusowego oraz fotografię matki Urszuli Ledóchowskiej. Pełna nadziei zachęciła pana Jana do modlitwy, do wzywania Matki Urszuli, do proszenia jej o wstawiennictwo w uzdrowieniu ramienia. Sama także przyłączyła się do modlitwy. Pan Jan ucałował fotografię i za radą pani Gertrudy modlił się gorąco przez kilka godzin. Na zakończenie wypowiedział słowa: "Panie Boże, nie moja, ale Twoja wola niech się stanie, a wszystkie cierpienia ofiaruję za moje grzechy". W tym momencie ustał nagle ból ręki, znikł obrzęk i siność skóry, powróciła władza w przedramieniu. Jan Kołodziejski podniósł rękę w górę, wykrzykując: "O Jezu, pani Gąsiorowska, moja ręka zdrowa!".

Powrócił do pracy

Nazajutrz rano, nie pytając o pozwolenie, pan Jan ubrał się samodzielnie, posługując się obydwiema rękami. Od razu udał się do kaplicy na Mszę świętą, by podziękować Bogu za łaskę uzdrowienia.

Kiedy powrócił na salę, jeszcze przed wizytą lekarską, zmierzono mu temperaturę. Jakież było zdziwienie personelu, gdy termometr wskazał temperaturę normalną.

Chwilę później dziwili się także lekarze, którzy mieli tego ranka amputować przedramię. Stanęli na sali operacyjnej wobec niezwykłego faktu: ręka była bez obrzęku, znikła ropa, rana zagoiła się. Po gangrenie nie było śladu, kolor skóry był normalny, czucie i ruchy ramienia i palców zostały przywrócone. Lekarzom nie pozostawało nic innego, jak usunąć założone wcześniej szwy i klamry.

Cudowne uzdrowienie

Wszystko to miało miejsce w szóstym dniu od wypadku. Chorego zatrzymano w szpitalu jeszcze kilka dni celem obserwacji. Zarówno lekarze, jak i personel pielęgniarski oraz chorzy, byli do głębi wstrząśnięci wydarzeniem, które jednogłośnie nazwali cudownym. 3 czerwca 1946 roku Jan Kołodziejski został wypisany ze szpitala jako całkowicie uzdrowiony. Dwa dni później udał się rowerem do Samarzewa, gdzie podjął pracę, przerwaną na skutek wypadku. Zawód cieśli wykonywał w dalszym ciągu, posługując się swobodnie obiema rękami, bez żadnych zaburzeń, jakkolwiek zdjęcia rentgenowskie z roku 1967 i późniejsze wykazały szparę, istniejącą w miejscu przecięcia lewej kości łokciowej. Zdaniem ekspertów sprawność lewej ręki była taka, jak przed wypadkiem. Uzdrowienie zostało uznane za nagłe, całkowite i definitywne.

Jan Kołodziejski brał udział w uroczystościach beatyfikacyjnych m. Urszuli Ledóchowskiej 20 czerwca 1983 w Poznaniu. Podczas Mszy świętej beatyfikacyjnej złożył, jako dar ofiarny, portret bł. Urszuli.



Artykuł ten pochodzi z numeru 05/2008 miesięcznika "Cuda i Łaski Boże".

Serdecznie dziękujemy za zgodę na zamieszczenie go w naszym serwisie.

 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |