Statek kosmiczny?

Jego przybycie było totalnym zaskoczeniem. Nie pochodzi z niczego, co znajduje się w Układzie Słonecznym. Co to jest?

Czegoś takiego nigdy wcześniej nie widzieliśmy – napisano w komunikacie Europejskich Obserwatoriów Południowych (ESO), instytucji, która zarządza wieloma obserwatoriami astronomicznymi. To jej astronomowie jako pierwsi zauważyli dziwny obiekt. Dostrzegli go dopiero, gdy nas minął. Pierwsze zdjęcia pochodzą z 14 października 2017 roku. Trzy dni wcześniej obiekt znajdował się najbliżej Ziemi. Najbliżej – tutaj warto uspokoić – nie znaczy wcale blisko. Oumuamua – bo tak „to coś” nazwano – absolutnie nie zagrażała Ziemi, bo najbliżej nas znajdowała się w odległości 25 mln kilometrów (dla porównania: do Księżyca mamy 400 tys. kilometrów, a do Słońca 150 mln kilometrów).

Już po wstępnej analizie trajektorii jasne było, że obiekt pochodzi spoza Układu Słonecznego, a dotychczas nic z zewnątrz do nas nie dolatywało (albo nie mieliśmy świadomości, że dolatywało). Poza tym Oumuamua bardziej przypomina statek kosmiczny niż wszystko inne w Kosmosie. Na dokładkę po dłuższej obserwacji okazało się, że… obiekt przyspiesza!

Kosmiczny placek

To wystarczyło, by powstała niezliczona liczba teorii spiskowych, fantastycznych i naukowo bardzo mało prawdopodobnych. Tym teoriom niewątpliwie pomogło także to, że obiekt nazwano Oumuamua, co w jednym z hawajskich języków znaczy „Pierwszy Posłaniec”. Ponadto dość szybko okazało się, że obiekt jest gęsty i ciężki, a to sugeruje, że w dużej części składa się z metali. Czy to jest kawał żelastwa? Tak! Na dodatek chyba zardzewiałego, bo ma ciemnoczerwony kolor. Jeżeli to prawda, czy za czerwonawy odcień odpowiedzialne są tlenki i wodorotlenki żelaza? Trudno powiedzieć, bo mogą one powstawać w obecności tlenu i wody. W przestrzeni kosmicznej nie ma ani jednego, ani drugiego.

Nauka nie wyklucza istnienia obcych, zaawansowanych technologicznie cywilizacji w Kosmosie, ale ich istnienie uważa za mniej prawdopodobne niż istnienie asteroid czy komet, których kształt jest inny niż zwykle. Bo to kształt najbardziej przemówił do wyobraźni nie tylko nienaukowców. Oumuamua nie jest kulista ani obła, jak znaczna większość obiektów kosmicznych. Jest płaska jak placek albo wydłużona jak cygaro (jest aż 10 razy dłuższa niż szersza) i… bardzo ciemna (pochłania 95 proc. padającego na nią światła). Jej zbadanie byłoby niezwykle interesujące, ale o tym nie ma nawet co marzyć. Obiekt przemknął przez naszą (kosmiczną) okolicę na tyle niespodziewanie, że zanim się zorientowaliśmy, już widzieliśmy tylko jego „plecy”. Dzięki astronomom z Uniwersytetu Jagiellońskiego, którzy prowadzili obserwacje na teleskopie Gemini North na Hawajach, wiemy, że Oumuamua koziołkuje w dość nieregularny sposób. Jej kształt, bardzo ciemny kolor, zachowanie i miejsce, a w zasadzie obszar, z którego nadleciała – to wszystko jest tak nieoczywiste, że naukowcy mieli ogromny problem ze zrozumieniem tego zjawiska. Pierwsze podejrzenie padło na asteroidę (czy planetoidę – to w zasadzie to samo), czyli na obiekt, który ma stałą powierzchnię i obiega jakąś gwiazdę. Analiza trajektorii Oumuamuy nie potwierdziła jednak, że jest ona grawitacyjnie związana ze Słońcem. A inne gwiazdy są ekstremalnie daleko.

Cały czas tajemnicą pozostawała także prędkość obiektu. Naukowcy nie mogli zrozumieć, dlaczego porusza się tak szybko. Gdy wyliczenia wykazały, że jego prędkość się zwiększa, konsternacja sięgnęła zenitu. Czy on ma jakiś napęd? Jak nic statek kosmiczny albo… kometa.

Skała z napędem?

Na taki pomysł najpierw wpadli astronomowie z uniwersytetu w Belfaście. Kilka miesięcy później, po dokładnych pomiarach prędkości, potwierdzili go naukowcy z Europejskiej Agencji Kosmicznej. Przemawia za tym przede wszystkim zmieniająca się prędkość. Ogrzany przez promienie słoneczne obiekt po prostu zaczął uwalniać gaz. I to z tej strony, z której był ogrzany, a więc „od tyłu”. To nadawało mu przyspieszenie. Działa to trochę jak silnik odrzutowy, z tym że napędem jest gaz powstały w środku obiektu pod wpływem ogrzewania przez promienie Słońca. No dobrze, a gdzie charakterystyczna dla komety otoczka z pyłów i gazów? Astronomowie jej nie zauważyli. Być może kometa, podróżując na niespotykane odległości, gazowo-pyłową otoczkę utraciła. A może to, co zwykle kometę otacza, zamarzło, bo podróżując przez przestrzeń, nie była ona ogrzewana przez żadną gwiazdę. Analiza jej trajektorii wskazuje, że od milionów lat nie była związana grawitacyjnie z żadnym układem planetarnym i podróżowała w totalnej pustce. Dopiero wlatując w okolice Słońca, na powrót stała się kometą, z uwalnianym z powierzchni gazem.

Jest jeszcze jedna możliwość. Naukowcy, badając Oumuamuę, poszukiwali gazów, jakie otaczają komety z Układu Słonecznego. Szukali więc śladu m.in. cyjanków. Tymczasem badany obiekt jest spoza naszego (kosmicznego) podwórka. Może być kometą zupełnie inną niż te, które znamy i badamy. To prawdopodobne, choć dzisiaj nie do sprawdzenia. Tak samo jak nie do wyjaśnienia jest nietypowy kształt jej jądra. Dzisiaj, patrząc na oddalającą się kometę, która, lecąc nie wiadomo skąd i nie wiadomo dokąd, na chwilę wpadła do naszego świata, pozostaje jedynie czekać. Może jutro, może za 100 albo za milion lat odwiedzi nas znowu coś podobnego. I wolałbym, żeby to nie był krążownik albo transportowiec innej, zaawansowanej technologicznie cywilizacji. •

„Sonda 2”, niedziela 29 lipca, godz. 14,10.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Brak słów
    06.09.2018 13:40
    "Nauka nie wyklucza istnienia obcych, zaawansowanych technologicznie cywilizacji w Kosmosie" SERIO???
    Czyli to już dawno nie aktualne: "Gość Niedzielny nie służy żadnemu stronnictwu politycznemu ani nie jest wyrazem interesów jakiegoś odłamu społeczeństwa. Chce w mroki szare wnieść promień światła. Chce w duszną atmosferę społeczną tchnąć orzeźwiający powiew Chrystusowego ducha"
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.