Normalne niezwyczajne

Nie mogę sobie wyobrazić bardziej skutecznego działania pro life.

Jakiś czas temu byłem na kongresie zorganizowanym przez Europejską Unię Nadawców Telewizyjnych. Prezentowano tam najbardziej kreatywne programy emitowane w telewizjach państwowych. Wśród nich jeden z Belgii. Dobrze zrobiony telewizyjny show… z ludźmi z zespołem Downa w roli głównej.

Autor programu swoją prezentację zaczął od tego, że w Belgii rocznie rodzi się tylko około 10 dzieci z zespołem Downa. A powinno kilkaset. Przy czym nawet nie ukrywał, że w Belgii standardem jest usuwanie dziecka, gdy rodzice dowiedzą się o tym, że ma ono trzy chromosomy 21. Tak postępuje się nie tylko w Belgii i nie tylko z osobami chorymi na tę chorobę. Jeden z najlepszych polskich kardiochirurgów opowiadał mi, że do jego kliniki przyjeżdżają szkolić się lekarze z wielu krajów tzw. Zachodu, chcący zobaczyć np. operację serca u noworodka. W ich krajach dzieci z wadami serca rodzą się praktycznie tylko wtedy, gdy podczas diagnostyki ciąży te wady umkną oku lekarza. Fakt, że dzieci z zespołem Downa rodzi się tak mało, był dla grupy twórców pretekstem do pokazania dorosłych z trzecim chromosomem 21. Sam autor stwierdził, że ci ludzie są w debacie publicznej nieobecni. A może by ich jednak pokazać? Dać im mówić?

I tak powstał program „Down the road”, w którym grupa sześciu osób z zespołem Downa wraz z gospodarzem programu przemierza w mikrobusie świat. Czasami pływają łodzią, czasami chodzą po górach. Muszą rozbić obóz, rozpalić ognisko… zrobić to wszystko, co robią ludzie w setkach programów tego typu emitowanych na całym świecie. Z tym, że zwykle ci, którzy są pokazywani, to gwiazdy. Znani aktorzy, modelki, sportowcy czy artyści. Piękni, kontrowersyjni (mówi się dzisiaj: o wyrazistych poglądach), inteligentni, silni… A w belgijskim „Down the road” były osoby chore. Na prezentacji autor programu pokazywał jego fragmenty. Uśmiechnięci, czasami smutni. Ledwo żywi, a czasami wypoczęci. Ale przede wszystkim prawdziwi. Pokonujący swoje ograniczenia (kto ich nie ma?), strachy, ale też dzielący się swoimi pasjami i zarażający śmiechem. Przede wszystkim jednak do bólu prawdziwi. I być może to właśnie ta normalność, prawdziwość, która jest dzisiaj rzadkością, była treścią tego programu.

Po krótkiej prezentacji, trwającej około 20 minut, zapadła na sali cisza. Potem były chyba największe tego dnia brawa. Ktoś wycierał łzy, ktoś gorączkowo myślał. Może ktoś sobie coś uświadomił? Może ktoś w Belgii, jakaś matka, jakiś ojciec, postąpi niestandardowo? Program w Belgii miał rekordową oglądalność. W kraju, w którym mieszka 11 milionów ludzi, czasami oglądało go 4–5 milionów widzów. Bohaterowie programu, wcześniej nieobecni, niewidzialni – bo chorzy – stali się rozpoznawalni. Być może z czasem, dzięki takim programom, nauczymy się widzieć tych, którzy są i dla nas przezroczyści? Nie mogę sobie wyobrazić bardziej skutecznego działania pro life. 

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| FELIETONY, NAUKA

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.