Ewolucja w motoryzacji

Samochody autonomiczne wkraczają w naszą rzeczywistość. Wydaje się jednak, że przesiadka do pojazdów przyszłości będzie raczej ewolucyjna.

Oczywiście na rynku pojawią się, i to już niedługo, samochody całkowicie autonomiczne. Obietnicę sprzedaży takiego samochodu w perspektywie kilku miesięcy obiecuje Elon Musk, ekscentryczny milioner i właściciel marki Tesla. Za nim podążą pewnie inni producenci, choć wydaje się, że nie zyskają oni masowego odbiorcy. Po pierwsze dlatego, że autonomiczne samochody będą dużo droższe od tych, które potrzebują kierowcy, a po drugie dla masowego odbiorcy perspektywa „puszczenia kierownicy” wydaje się zbyt odważna. To, że auta autonomiczne w przyszłości zawładną naszymi drogami, wydaje się jednak pewne. Jak do tego dojdzie? Nie przez rewolucję, ale – jak w przyrodzie – przez ewolucję.

Tysiące zabitych

Ten proces w zasadzie ma miejsce od początku rozwoju motoryzacji. Można do niego zaliczyć np. automatyczne wycieraczki. Wyposażone w czujnik, „wiedzą”, kiedy pada deszcz. Jest to niewielki, ale praktyczny gadżet, który dzisiaj w wielu samochodach, nawet tych z niższych półek, jest standardem. Podobnie systemy ostrzegające przed przekroczeniem prędkości, systemy rejestrujące zmęczenie kierowcy czy te reagujące na przekroczenie pasów jezdni. Nie tak dawno ewolucja przyspieszyła. Samochody zaczęto wyposażać w systemy radarowe, które nie dopuszczają do kolizji z przeszkodą. W tym przypadku reakcja kierowcy jest więc zbędna. Samochód sam zahamuje i czynność ta dokona się szybciej niż najszybsza reakcja kierowcy. Kolejny krok to systemy automatycznego parkowania. By system działał, pojazd musi być wyposażony w czujniki, kamery i w system, który potrafi te sygnały zinterpretować. Człowiek nie wykonuje żadnej pracy. Nawet lepiej, gdyby kierowca nic nie robił. Tak jest bezpieczniej.

Te wszystkie mniej lub bardziej ekskluzywne dodatki wpływają na komfort i bezpieczeństwo, ale prawdziwy ewolucyjny skok dopiero przed nami. Do połowy wieku, zgodnie z założeniami unijnej polityki transportowej, ma zostać zrealizowany program Vision Zero, który zakłada redukcję wypadków drogowych. Dzisiaj na europejskich drogach ginie rocznie kilkadziesiąt tysięcy osób. A to i tak o połowę mniej niż 20 lat temu. Czy do 2050 roku uda się całkowicie wyeliminować wypadki? Na pewno nie, jeżeli za kierownicami samochodów będą siedzieli ludzie. Czy zatem w ciągu następnych 30 lat wszyscy przesiądziemy się do samochodów autonomicznych? Tego nie wiadomo, ale pewne jest, że samochody, które będziemy kupowali, będą musiały być wyposażone w urządzenia zwiększające bezpieczeństwo zarówno kierowcy, pasażerów, jak i innych uczestników ruchu (pieszych, rowerzystów, motocyklistów). O to, żeby odpowiednie urządzenia znalazły się na pokładzie samochodu, zadba Unia Europejska, a dokładniej: wprowadzonymi przepisami przymusi ona producentów chcących sprzedawać i rejestrować swoje samochody na europejskim rynku po 2021 roku do instalowania konkretnych rozwiązań. Jakich?

To już automat?

Wiele z tych rozwiązań już dzisiaj stosowanych jest w niektórych samochodach. Za półtora roku będą jednak one obecne w każdym modelu. Program Vision Zero wymusza na producentach instalowanie systemu automatycznego hamowania, a więc i systemu czujników, które będą zatrzymywały samochód, gdy przed jego maską znajdzie się przeszkoda. Może nią być rowerzysta czy pieszy, ale także inny samochód, który z jakiegoś powodu zacznie szybko hamować. Samochody mają też zostać obowiązkowo wyposażone w system umożliwiający zainstalowanie blokady alkoholowej, urządzenia, które nie pozwoli odjechać samochodem, gdy kierowca w wydychanym powietrzu będzie miał ślady alkoholu. Nowe pojazdy będą posiadać też systemy wykrywające zaśnięcie czy zasłabnięcie kierowcy. Takie tryby już dzisiaj są dostępne w drogich samochodach. Odpowiednie czujniki obserwują twarz kierowcy i widzą, gdy pojawiają się na niej niepokojące oznaki. Jeśli system uzna, że kierowcę wystarczy tylko nieco pobudzić, w samochodzie obniża się temperatura albo inicjowane są drgania kierownicy. Jeżeli to nie pomaga, wybudza kierowcę sygnałami dźwiękowymi, a w skrajnych przypadkach zatrzymuje pojazd.

Samochody mają być także wyposażone w moduł, który automatycznie informuje odpowiednie służby o awaryjnym zatrzymaniu. Ponadto pojazd ma zawierać: system kamer, który pozwala ocenić położenie obiektów za samochodem, gdy ten cofa, asystenta pasa ruchu (ostrzegającego kierowcę, gdy niespodziewanie zmienia pas), asystenta prędkości (informującego o przekroczeniu prędkości, a w skrajnych wypadkach mogącego ją ograniczyć), a także system przypominający lotnicze czarne skrzynki. Dokładna analiza przebiegu wypadku pozwoli zarówno policji, jak i producentom wyeliminować słabe punkty konstrukcji albo niebezpieczne elementy jezdni.

Wszystko ma cenę

W końcu obowiązkowe ma być zwiększenie tzw. stref ochronnych dla pieszych i rowerzystów. Samochód można zaprojektować w taki sposób, że nawet w wyniku kolizji człowiek na zewnątrz pojazdu będzie chroniony. Już dzisiaj niektóre marki wprowadzają takie rozwiązania. W przyszłości mają być one obowiązkowe. O co konkretnie chodzi? Na przykład o specjalny rodzaj materiału, z którego wykonane są szyby samochodowe.

Nie ma wątpliwości, że te wszystkie urządzenia zwiększą bezpieczeństwo. Okazuje się, że 90 proc. wszystkich wypadków samochodowych spowodowanych jest błędem człowieka. Wielu z nich można będzie uniknąć, ale przyjdzie za to zapłacić konkretną cenę, bo samochody z seryjnie montowanymi urządzeniami będą po prostu droższe.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg