Kiedy koniec świata?

Od razu powiem, że nie wiem. Ale gdyby przejmować się tym, co piszą – nawet poważne – portale internetowe, powinien następować przynajmniej raz w tygodniu. Bo mniej więcej tak często czytam o asteroidzie, która pędzi w kierunku Ziemi.

Podstawowy mój problem polega na tym, że nie wiem, jak zdefiniować koniec świata. Czy chodzi o kompletne zniszczenie Ziemi, czy może jej sterylizację? W zasadzie końcem mojego świata byłoby unicestwienie Europy. Choć po dłuższym zastanowieniu śmierć jest także końcem świata (dla tego, kto umarł, czasami dla jego najbliższych). Otóż żadna asteroida nie zniszczy ani wszechświata, ani naszej galaktyki, ani nawet Układu Słonecznego. Ogromna asteroida może zniszczyć ziemskie życie, duża może zmieść z powierzchni Ziemi ludzi. Średnia może zatopić Europę, a całkiem mała może zabić mnie. Choć prawdopodobieństwo bycia trafionym niewielkim kosmicznym kamieniem jest nieskończenie małe.

O co zatem chodzi w tych często pojawiających się w internecie informacjach? To pewnie połączenie braku jakiejkolwiek wiedzy na temat najbliższego otoczenia kosmicznego z fascynacją wysokimi zasięgami, które uzyskuje się na tego typu newsach. Wysokie zasięgi to oczywiście większe zarobki. I o to w tym chodzi. Oczywiście ważne, by informacja sprawiała wrażenie wiarygodnej, a więc trzeba – najlepiej w tytule – dodać abstrakcyjnie brzmiącą nazwę asteroidy, np. QQ23 2006 lub 2000 QW7, oraz magiczny skrót NASA.

Asteroidy, o których pisze się w alarmistycznym tonie, rzeczywiście istnieją, a NASA – Amerykańska Agencja Kosmiczna – naprawdę je obserwuje. Co więcej, często wspominane obiekty rzeczywiście pojawią się w pobliżu Ziemi. Pytanie, co to znaczy: w pobliżu. Często określane jest ryzyko bezpośredniej kolizji. Bywa ono określane jako jeden na kilka, kilkanaście milionów. Bywa czasami nieco większe. Ale od tego jeszcze daleka droga do stwierdzenia, że na pewno uderzy. Co więcej, potencjalne kolizje są liczone na wiele, wiele lat do przodu. Na sprawdzenie opisywanego zagrożenia wystarczą kilka minut i podstawowa znajomość angielskiego. Można zajrzeć na przykład na stronę należącego do NASA Centrum Badań Obiektów Bliskich Ziemi (Center for Near-Earth Object Studies – CNEOS). Tam znajdziemy informacje o wszystkich obserwowanych przez centrum obiektach i dane, którymi dzisiaj dysponujemy. A więc prędkość, wielkość, prawdopodobieństwo, odległość od Ziemi czy datę zbliżenia. Co więcej, te dane są na bieżąco aktualizowane.

Podawanie nieprawdziwych, naciągniętych danych, z powołaniem się na instytucje naukowe, powoduje, że naukowcy mogą być postrzegani jako ludzie niepoważni. Ten mechanizm jest zrozumiały. Skoro co tydzień czyta się o końcu świata, który przewiduje NASA, a ten koniec nie następuje, to może i z człowiekiem na Księżycu kłamali?

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

Reklama