Wybuch w laboratorium

Gdy w połowie września świat obiegła wiadomość, że w laboratorium w Kolcowie pod Nowosybirskiem, przechowującym wirusy ospy i eboli, nastąpił wybuch gazu, wybuchła również internetowa panika. Nic dziwnego, Rosjanie nie mają tradycji w mówieniu prawdy o wypadkach na swoim terytorium. Czy jest się czego bać?

I tym razem musimy bazować na oficjalnych dokumentach. Nie mamy wyjścia. Do laboratorium zapewniającego tzw. czwarty stopień bezpieczeństwa nikt z ulicy nie wejdzie. Co zatem mówią te oficjalne informacje? Że w jednym z budynków laboratorium, ale nie w tym, gdzie przechowywane są groźne zarazki, wybuchła butla z gazem. Budynek był remontowany, a winni wybuchowi są robotnicy. Dalej oficjalne czynniki podają, że uszkodzeniu uległa elewacja i spłonęło 30 metrów podłogi.

Czy te tłumaczenia brzmią wiarygodnie? Tak, biorąc pod uwagę, jak na ogół są zorganizowane i wyposażone takie miejsca. Takie miejsca, czyli laboratoria czwartej klasy. Muszą mieć np. samozatrzaskujące się drzwi przeciwpożarowe. Kolcowo to jednocześnie i miasteczko, i ośrodek naukowy. Tam się mieszka i pracuje równocześnie. Miasto – ośrodek jest mocno izolowane od zewnętrznego świata, bo to rodzaj specjalnej, zamkniętej strefy. Tak jest lepiej nie tylko dla bezpieczeństwa narodowego Rosji, ale chyba nas wszystkich. Przechowywane tam patogeny są niezwykle niebezpieczne.

Czym jest laboratorium czwartego stopnia? Praca z każdym drobnoustrojem jest w jakimś stopniu niebezpieczna dla człowieka, ale z niektórymi – znacznie bardziej. Drobnoustroje zatem podzielono pod tym względem na klasy, a każda z nich ma opisane minimalne warunki BHP, które musi spełniać stanowisko, na którym z tymi drobnoustrojami się pracuje, oraz warunki, w których się je przechowuje. Tylko bowiem ignorant powie, że „bakterie są lepkie i malutkie i nie przeskakują z szalki na szalkę”. I tak na przykład w klasie pierwszej są bakterie niezakaźne dla zdrowego (czyli z prawidłowo działającym układem odporności) człowieka, niewywołujące żadnych patologii w sytuacji bezpośredniego kontaktu. Nie mogą też przenosić się drogą kropelkową. Z taką zatem pałeczką okrężnicy i gronkowcem (o ile nie są wyposażone w toksyny) pracuje się po prostu na stole laboratoryjnym. Trzeba być w fartuchu, mieć założone rękawiczki, a wykorzystane narzędzia muszą być jednorazowe albo zostać prawidłowo wysterylizowane termicznie lub chemicznie. Kurki w zlewach nie muszą być bezdotykowe, powstające odpady po kontakcie z drobnoustrojem idą do kartonowych, otwartych pudeł z workiem foliowym w środku, jakie widujemy u dentysty. Kiedyś były to po prostu metalowe wiadra. Gdy taki pojemnik się napełni, zamykamy go i wysyłamy do termicznej utylizacji.

4 lepsze niż 3

Na drugim biegunie bezpieczeństwa jest poziom czwarty. Te drobnoustroje są zakaźne w bardzo niewielkich dawkach, przy nawet minimalnym kontakcie. Nierzadko roznoszą się drogą kropelkową. Często nie ma na nie szczepionki, wywołują zaś choroby szybko śmiertelne lub nieuleczalne. Tutaj zatem znajdziemy m.in. groźne wirusy wspomniane już w pierwszym akapicie. Ale także bakterie wąglika (czyli Bacillus anthracis), flawiwirusy żółtej febry oraz bakterię wywołującą dżumę (Yersinia pestis). Konstrukcja takiego laboratorium wymaga systemu śluz bezpieczeństwa – szczelnych, pozwalających na gazową dezynfekcję i dających się odciąć. Wymaga też ubrań ochronnych jak z filmu science fiction o kosmonautach. Poziom czwarty to praca w takim przedziwnym kostiumie i grubych rękawicach przy stole laminarnym, odciętym filtrami HEPA od całego otoczenia. Żadnej instalacji propan-butan, żadnych zlewów, odpady w jednorazowych, specjalnie skonstruowanych, szczelnie zamkniętych kontenerach, niszczone według najściślejszych procedur.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
Komentowanie dostępne jest tylko dla .