Sieciowe lenistwo

W anonimowość w internecie dzisiaj mogą wierzyć chyba tylko dzieci. O tym, że surfując, komentując, lajkując czy po prostu przeglądając kolejne strony WWW, zostawiamy internetowym gigantom ogromne zbiory informacji o sobie, powinien wiedzieć każdy.

Wyobraźmy sobie sytuację, w której staramy się o kredyt w banku i z jakiegoś powodu go nie dostajemy. Zgodnie z prawem bank ma obowiązek poinformować klienta, dlaczego podjął taką decyzję. Nie jest jednak łatwo taką informację uzyskać. Po kilku próbach, po powołaniu się na istniejące prawo, bank w końcu ustępuje, a w dokumentach znajduje się informacja, że odmowa jest wynikiem… zdrady małżeńskiej. Bank to wie, a w zasadzie może wiedzieć, albo jeżeli kupi pakiet informacji o konkretnej osobie od brokera danych handlującego z jakimś popularnym portalem społecznościowym, albo jeżeli dokładnie analizuje strukturę wydatków tej osoby. W rzeczywistości zgodnie z prawem banki nie mogą podejmować decyzji kredytowych na podstawie takich danych. Ale nie wiadomo, czy tego nie robią, bo mogą mieć dostęp do informacji bardzo prywatnych. Bank może dojść do wniosku, że małżeństwo z kłopotami jest gorszym klientem niż takie, które żyje w zgodzie.

Wyobraźmy sobie sytuację, w której podczas spotkania towarzyskiego ktoś mówi, że szuka do salonu lampy stojącej. Kto inny odpowiada, że tydzień temu kupił lampę w popularnym sklepie meblowym ze Szwecji. Opisuje, jak lampa wygląda i jaki ma kolor. Jest bardzo prawdopodobne, że reklama tej lampy pojawi się w mediach społecznościowych wszystkich słuchających rozmowy. Jest bardzo prawdopodobne, że gdy wpiszą oni w wyszukiwarkę internetową słowo „lampa”, pierwszym wyszukanym linkiem będzie ten prowadzący do lampy z popularnego sklepu meblowego ze Szwecji. O ile podczas rozmowy pojawiła się jego nazwa.

Facebook

O tym, co użytkownicy robią w internecie, może wiedzieć nie tylko bank. Wie Facebook, wie Google, wiedzą też – jeśli chcą – służby specjalne i operator internetu. A wnioski wypływające z tego, co użytkownicy robią, jak robią, co oglądają, co czytają, kupują, komentują i lajkują, są skarbnicą informacji o danej osobie. Wnioski z tych wszystkich danych wyciągają inteligentne algorytmy. To one wiedzą, jaki mamy nastrój, jakie poglądy, jakie preferencje. Zresztą wcale nie trzeba być zalogowanym na FB, nie trzeba nawet mieć konta na FB, by przez FB być śledzonym. Dwa belgijskie uniwersytety (jeden z Leuven, a drugi z Brukseli) dość dokładnie sprawę zbadały (zresztą na zlecenie państwowej komisji ds. prywatności). Ich raporty, jeden ogólny, a drugi techniczny, są fascynujące. I wynika z nich, że portal zostawia w przeglądarkach ciasteczka, małe „znaczniki”, które śledzą, co robimy. W nic nie trzeba klikać. To się może dziać nawet wtedy, gdy ktoś nigdy nie odwiedził strony Facebooka.

A zatem co konkretnie FB o nas wie? W zasadzie wszystko. Z badań wynika, że ponad 60 proc. aplikacji od razu po uruchomieniu przez nas wysyła informację o tym fakcie do kluczowego gracza wśród mediów społecznościowych, czyli właśnie do Facebooka. Sami na to pozwalamy. Instalując aplikację np. z budzikiem, taką do przeglądania zdjęć czy taką, która ma nas dopingować do codziennych ćwiczeń fizycznych, godzimy się na to, by miała ona dostęp np. do kontaktów zapisanych w naszym telefonie. Po co budzikowi kontakty? Albo kalkulatorowi lokalizacja i SMS-y? Te dane od razu są wysyłane. Dokąd? Do Facebooka. Ta platforma może mieć na przykład dokładny rejestr połączeń telefonicznych, z numerami, może mieć bazę naszych SMS-ów, łącznie z ich treścią. Może mieć dane adresowe nie tylko tych osób, które mamy w komórce, ale także tych, z którymi kiedykolwiek korespondowaliśmy mailowo. Oczywiście stare posty, całą korespondencję prowadzoną przez Messengera, nazwy grup, w których jesteśmy albo kiedykolwiek byliśmy. W co klikaliśmy, co lajkowaliśmy, co komentowaliśmy. Zdjęcia, filmy, nawet te, które dla żartu wysyłaliśmy znajomym prywatnymi kanałami. FB wie, kiedy i z jakich urządzeń się logowaliśmy. Wie zatem, kiedy i gdzie byliśmy. Zna i przetrzymuje wszystkie adresy IP, z których logowaliśmy się do serwisu. Odpowiednio napisany algorytm jest w stanie na podstawie tych danych powiedzieć o nas wszystko. Jest w stanie określić płeć, wiek, poglądy polityczne, preferencje seksualne (nawet jeżeli z jakichś względów są one skrywane). Jest w stanie określić status majątkowy i wyznawaną religię. Dokładne miejsce zamieszkania, osoby nam bliskie i te najbliższe. A także hobby, pasje i antypasje. W skrócie: kim jesteśmy, z kim się zadajemy, co lubimy... Te dane FB zbiera nie po to, by zapychać sobie twarde dyski, tylko by nimi handlować. Bo czy z punktu widzenia reklamodawcy jest coś piękniejszego niż możliwość „uszycia” przekazu reklamowego wprost pod konkretnego człowieka?

Słuchają

I tak wracamy do przykładu z lampą. Algorytmy nas słuchają i rejestrują, o czym rozmawiamy. Nie przypomina to jednak nagrania, które ktoś robi, podrzucając dyktafon czy montując mikrofon w wazonie. Słuchają nas nie ludzie, tylko maszyny, algorytmy, które rozpoznają słowa kluczowe. Takie jak np. lampa, niebieska, przedpokój, a także nazwy własne, np. marki czy nazwy sklepów. Taki algorytm może wysłyszeć nazwisko autora książki, nazwę kraju, o którym się rozmawia, czy tytuł filmu. W pewnym więc sensie jesteśmy na podsłuchu, a tajemnica to już przeszłość. No chyba że nie mamy przy sobie telefonu.

Dane, które firmy pozyskują, są warte ogromne pieniądze. Facebook – firma, która świadczy nam przecież darmowe usługi – tylko na reklamach w zeszłym roku zarobił 80 mld dolarów. To niemal tyle, ile wynoszą wydatki budżetowe Polski. A przecież Facebook nie jest jedynym graczem. Drugi gigant, czyli Google, wcale nie jest gorszy/lepszy. Tyle tylko, że zbiera o nas informacje w inny sposób. Także ta firma zarabia na reklamach spersonalizowanych. Im lepsze dopasowanie, tym lepszy zarobek. Ale po to, żeby dopasować, trzeba poznać użytkownika. Czyli wyłowić z jego aktywności wszystko, co możliwe. Tę funkcję teoretycznie można wyłączyć, ale w rzeczywistości to niemożliwe. Można wyłączyć wyświetlanie reklam profilowanych, ale nie można wyłączyć zbierania przez Google informacji o nas. A to jest proste, banalnie proste, gdy korzysta się z przeglądarki i jest się zalogowanym np. na google’owej poczcie. Jeżeli równocześnie telefon ma system operacyjny Android (należący do Google) i jest się na nim zalogowanym, zbieranie odbywa się z dwóch stron równocześnie. Zapisywane są historie rozmów, kontakty, zdjęcia, aktywności – dosłownie wszystko. Oczywiście zapisywane i w pewnym sensie czytane są e-maile. Nawet te, które nie zostały wysłane, a nawet zostały skasowane, zanim ktoś je wysłał. Oczywiście zapamiętywana jest lokalizacja. Ale także to, jak wyglądamy, bo przecież oznaczamy, tagujemy zdjęcia, których kopię zapasową robimy w google’owej chmurze. Technologia rozpoznawania twarzy powoduje, że algorytm na podstawie tych zdjęć będzie nas w stanie rozpoznać zawsze. System zna też nasz głos. Tak jak Facebook, Google zna też nasze przekonania, poglądy i preferencje wobec wszystkiego, co kiedykolwiek widzieliśmy, czytaliśmy czy klikaliśmy. Na tej podstawie algorytm buduje profil, który być może jest dokładniejszy niż ten w głowach nawet bardzo bliskich nam ludzi. W pewnym więc sensie algorytmy serwisów, z których korzystamy, znają nas lepiej niż nasi bliscy.

Cena

Wiedza, o której mówię, niekoniecznie jest przypisana do imienia i nazwiska użytkownika, raczej do urządzenia, którym on się posługuje, albo do e-maila, którego używa. Ale to w zasadzie nie robi żadnej różnicy, bo z telefonami nie rozstajemy się nawet podczas snu (coraz większa grupa z nas korzysta z tzw. smartwatchy, czyli zaawansowanych cyfrowych zegarków). Dzisiaj to nie firmy badające opinię społeczną wiedzą, jakie będą wyniki najbliższych wyborów czy jaki jest stan zdrowia społeczeństwa. Na podstawie danych wie to najpierw Google. Ta wiedza wynika z analizy setek, tysięcy danych, które mniej lub bardziej świadomie zostawiamy, korzystając z jego usług. W przypadku zainstalowania aplikacji zdrowotnej nie tylko jej właściciel, czasami także lekarz, ale przy okazji także „operator” systemu wie dokładnie, jakie ktoś ma tętno, ciśnienie, poziom cukru czy utlenowanie krwi. Informacja o lokalizacji pozwala stwierdzić, kiedy, kto, gdzie i z kim się spotyka. Poza tym przecież wielu z nas i tak ma to wszystko w kalendarzu Google.

Internet to sieć. Pajęcza, czyli dość lepka. I nic w niej nie zginie. Na sprawę można spojrzeć z dwóch stron. Jedna to powszechna inwigilacja, dzięki której firma, która oferuje nam przecież darmowe usługi, zarabia grubo ponad 100 mld dolarów rocznie. Z drugiej strony, tym właśnie płacimy za to, że możemy korzystać z poczty, dysków sieciowych, darmowego YT czy wielu, wielu innych usług. Google twierdzi, że dzięki skrupulatnemu zbieraniu wszystkich danych o nas jest w stanie dobrze nam służyć, że czyni nasze życie wygodniejszym. Z tym trudno polemizować. Choć jest wielu takich, którzy wcale nie prosili o wierną służbę, bo sami świetnie sobie radzą, warto powiedzieć, że dzisiaj internet jest tak rozbudowany, że bez mechanizmów wyszukujących (sortujących) rzeczy pod nas w zasadzie nie bylibyśmy w stanie z niego korzystać. To jest dżungla, a my chcemy się w niej poruszać. Co prawda wielu z nas nie prosiło o przewodnika, ale faktem jest, że bez niego szybko byśmy się zgubili.

Jest jeszcze jeden aspekt, który warto rozważyć. Jesteśmy lokalizowani, ale dzięki temu sprawniej poruszamy się w mieście (bo aplikacja podpowiada nam drogę, na której nie ma korków). Ktoś zbiera dane o naszym zdrowiu, ale dzięki temu łatwiej jest wyłapać pierwsze symptomy niektórych chorób. Dla wielu osób mniejszym problemem jest to, że ktoś nas śledzi, podsłuchuje czy analizuje nasze zachowanie, niż to, gdzie te dane się znajdują i czy są bezpieczne. W tym kontekście najczęściej wspomina się o aplikacjach pisanych w Chinach, takich jak np. bardzo popularny wśród młodych ludzi TikTok.

Prywatność jest ceną wygody, a my jesteśmy bardzo wygodni. I choć każda z wyżej wymienionych platform daje możliwość wglądu w to, jakie dane zbiera i co o nas wie, tylko nielicznym chce się to sprawdzać.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama