Koniec Facebooka?

Facebook postanowił zrobić wielki krok do przodu. Jego szef w ostatnich dniach poinformował, że największa na świecie platforma społecznościowa przestaje istnieć. A ściślej rzecz biorąc, zmienia swoją nazwę.

Facebookowi (ale także powiązanym z nim platformom, takim jak Instagram czy WhatsApp), grunt usuwa się spod nóg od kilku już lat. Z powodu wykorzystywania danych użytkowników w budzący kontrowersje sposób, z powodu przedstawiania dzieciom i nastolatkom nieodpowiednich (ale angażujących na platformie) treści, z powodu braku mechanizmów walczących z manipulacjami czy kłamstwami. Ostatnio jednak w wyniku zeznań jednej z menedżerek Facebooka (pisaliśmy o tym w „Gościu”) świat dowiedział się, że platforma wykorzystywała algorytmy, które rozpalają emocje i konflikty, po to, by bardziej zaangażować użytkowników. Czas spędzony na platformie przekłada się na zyski z reklam, a więc i zarobki firmy. Wzmacnianie podziałów społecznych, by na tym zarabiać, i szkodzenie dzieciom, mając pełną świadomość tego, co się robi – przelało czarę. Tym bardziej w USA, gdzie – jak się okazało – Facebook rozkręcał emocje podczas ataku demonstrantów na Kapitol. Wystarczy dodać, że platforma ma cały dział zajmujący się dezinformacją społeczną.

Kilka dni temu amerykański dziennik „Washington Post” napisał, że Facebook przyczynił się do „społecznej wojny domowej” w Polsce, miał wpływ na polityczną polaryzację. Oddziaływanie to, wynikające z zastosowania odpowiednich algorytmów, było zamierzone, a firma miała pełną świadomość wpływu serwisu na dyskurs w Polsce. To ostatnie zdanie padło podczas senackiego przesłuchania wysokiej menedżerki Facebooka Frances Haugen. Z innych materiałów wynika, że algorytmy Facebooka były (i są) wykorzystywane przez grupy antyszczepionkowe oraz takie, które promują teorie spiskowe. Serwis nie tylko nic z tym nie robi, przeciwnie, zwiększa ich zasięgi po to, by więcej zarabiać.

Czy to – i znacznie więcej – oznacza koniec serwisu? Powszechna jest opinia, że Facebook sam się nie naprawi, że potrzeba do tego interwencji z zewnątrz, np. rozwiązań prawnych powstających w amerykańskim senacie. Być może po to, by ich uniknąć, kilka dni temu szef i właściciel Facebooka Mark Zuckerberg zaprezentował zupełnie nową wizję platformy (a wręcz nową wizję całego internetu), mówiąc przy okazji, że firma zmienia nazwę z Facebook na Meta. Przy czym nie stwierdził, że nazwę zmieni sama platforma, a tylko firma (spółka), która nią zarządza i która jest jej właścicielem. Nazwa Meta ma nawiązywać do projektu nowego internetu, nazwanego Metaverse, który ma się opierać na rzeczywistości wirtualnej i rozszerzonej.

Nowe logo Facebooka, a teraz już firmy Meta mocno nawiązuje do znaku matematycznego nieskończoności. I tym chyba ma być ten internet przyszłości. Czymś, co w przenośni i dosłownie z każdej strony nas otacza. Nieskończenie otacza, a pewnie i nieskończenie nas angażuje. Bo na tym najbardziej się zarabia, a kto jak kto, ale Mark Zuckerberg wie o tym doskonale. No chyba, że wolta z Meta ma służyć czemu innemu. Ma być skokiem wyprzedzającym, zanim za przewiny z tu i teraz amerykańskie władze zaczną nakładać na Facebooka różnego rodzaju obostrzenia.

Tomasz Rożek

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama