Marcin z Lasu Kostrzyński: Jak słyszę o akcjach typu "adoptuj wilka", burzy się we mnie krew

Jak słyszę o akcjach typu adoptuj wilka, to mam gęsią skórę na plecach, burzy się we mnie krew, buntuję się, bo wiem, że to są tylko zabiegi marketingowe mające na celu to, aby zdobyć coraz więcej pieniędzy - powiedział PAP Marcin Kostrzyński, obserwator przyrody, autor filmów i książek.

- W  miarę tego, jak jakaś np. fundacja rośnie i przeradza się w korporację, to zaczyna bardziej myśleć o zarabianiu pieniędzy niż o rzeczywistym pomaganiu naturze. Zawsze jestem zbulwersowany, jak słyszę takie akcje typu adoptujmy rysia, adoptujmy wilka, adoptujmy pszczołę, bo wiem, że z tego nic kompletnie nie wynika, to są hasła, które mają chwycić za serce, przykuć uwagę, a z tego niewiele, albo wręcz nic, jest dla przyrody. Sama akcja adoptowania wilków jest zupełnie absurdalna, gdyż ludzie płacą pieniądze, żeby się wilkami opiekować, ale wilki nie potrzebują tego typu wsparcia. Nie potrzebują być dokarmiane, one sobie świetnie radzą, nie bardzo sobie wyobrażam, w jaki sposób można wilkom pomóc. Myślę, że najbardziej, odczarowując zły mit wilka. Sprawić, aby ludzie postrzegali je tak jak trzeba - czyli jako mądre zwierzęta, które w żaden sposób nam nie zagrażają, a które dla lasu, pod wieloma względami, są zbawienne. Selekcja wśród zwierzyny, jaką robią, jest dalece bardziej perfekcyjna niż ta, czynione przez ludzi. One faktycznie wyławiają chore i słabe zwierzęta, które mogą być zagrożeniem dla swojej populacji. A są na tyle mądre, że ludziom nie szkodzą. Dlatego jak słyszę o akcjach typu adoptuj wilka, to mam gęsią skórę na plecach, burzy się we mnie krew, buntuję się, bo wiem, że to są tylko zabiegi marketingowe mające na celu to, aby zdobyć coraz więcej pieniędzy. Szkoda mi tych środków, bo one mogłyby zostać wykorzystane na działania, które są naprawdę potrzebne. Np. w tej chwili bardzo potrzebne jest magazynowanie wody, czyli tzw. mała retencja. To pomoże zarówno wilkom, jak i drobnym ptakom, wszystkim zwierzętom. Niestety, to już nie jest tak atrakcyjne medialnie, tak łatwe do przyjęcia przez opinię publiczną, jak adoptowanie wilków czy rysi - mówi autor kanału na YouTube "Marcin z Lasu" i wideobloga na Facebooku.

«« | « | 1 | » | »»

Reklama

Reklama