Gdzie się podziejemy?

Światowej sławy fizyk, naukowy celebryta, prof. Stephen Hawking ostrzegł w czasie jednego ze swoich wykładów, że jeżeli w ciągu 1000 lat nie przeniesiemy się z Ziemi na inne planety, czeka nas zagłada.

Polemizowanie z kimś tak znanym jak prof. Stephen Hawking jest co najmniej karkołomne. Co prawda świat zna Hawkinga nie z powodu jego osiągnięć naukowych (jest kosmologiem, matematykiem i fizykiem teoretykiem, zajmującym się tematami mocno abstrakcyjnymi), tylko z doskonałych książek popularnonaukowych, ale to nie zmienia faktu, że prof. Hawking jest jednym z największych żyjących autorytetów naukowych. W czasie jednego z wykładów, wygłoszonego w centrum medycznym Cedar-Sinai Los Angeles, prof. Hawking stwierdził, że powinniśmy jak najszybciej „uciec z tej kruchej planety”. I dodał, że jeżeli nie zrobimy tego w ciągu tysiąca lat, nasza zagłada będzie przesądzona.

Chodzi o człowieka

Profesor Hawking nie uzasadnił, skąd w jego szacunkach wziął się okres około tysiąca lat. Na pewno nie może mieć nic wspólnego z przewidywalnym zagrożeniem ze strony Słońca. Nasza dzienna gwiazda zagrozi nam dopiero za kilka miliardów lat, gdy ze starości zacznie puchnąć. Hawking nie mógł też mieć na myśli jakiegoś zagrożenia kosmicznego. To zwykle jest dosyć nagłe, w najlepszym wypadku dowiemy się o nim kilkadziesiąt lat przed Armagedonem. Choć stwierdzenie „w najlepszym wypadku” nie jest w tym kontekście najszczęśliwsze. Dzisiejsza technologia pozwala śledzić asteroidy, planetoidy i komety, ale nie pozwala niszczyć tych, które są na kursie kolizyjnym z Ziemią. A skoro nic nie możemy zrobić, to może lepiej wcześniej o zagrożeniu nie wiedzieć?

Pozostawiając te dywagacje na boku, nie ma szans, by prof. Hawking, czy ktokolwiek inny, mógł kosmiczne zagrożenie przewidzieć z tysiącletnim wyprzedzeniem. Pozostaje więc tylko jedno źródło zagrożeń. Sam człowiek. Co do tego, że ludzie, gdyby chcieli, mogliby zagrozić życiu na Ziemi – nie ma sporu. Pytanie, czy chcą. I pytanie drugie, czy te zniszczenia byłyby nieodwracalne. Przyroda bardzo szybko radzi sobie z samooczyszczeniem (wystarczy spojrzeć na opuszczone betonowe budynki czy asfaltowe drogi, po których nikt nie jeździ i których nikt nie konserwuje, przyroda opanowuje je w ciągu zaledwie kilku lat). Zakładając jednak, że nie chodzi nam o przyrodę, tylko o człowieka. Tak, można wyobrazić sobie sytuację, w której życie i funkcjonowanie ludzi na Ziemi byłoby zagrożone. Ziemia, a szczególnie jej gazowa otoczka, czyli atmosfera, jest rzeczywiście bardzo krucha. Tyle tylko że tak samo kruche są atmosfery innych globów. Jeszcze bardziej kruche byłyby instalacje „produkujące” sztuczną atmosferę albo ogromne szklarnie, pod którymi można by żyć na powierzchni tych planet, które nie mają gazowej otoczki (np. na Marsie).

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Ukasz
    06.06.2013 17:07
    Ja uważam, że za 1000 lat to już dawno po Sądzie Ostatecznym będzie więc nie ma się co na zapas martwić :)
  • ekoplaneta
    06.06.2013 20:13
    Pod katem nauki Hawking może mieć rację. Wystarczy jak upadnie na Ziemię niewielka planetoida to będziemy mieli niezły bałagan, który może pochłonąć miliardy ofiar. Bardzo silny wybuch na Słońcu może sparaliżować naszą sieć energetyczną, elektrownie i elektronikę. A co będzie z cywilizacją bez prądu, to odpowiedzcie sobie sami.
    Myślę, ze Hawking ma również rację, zgodnie z przysłowiem: ,,Strzeżonego Pan Bóg strzeże". Czy wierzący mają np. rezygnować z szczepienia przeciw chorobom tylko dlatego, że wierzą w Opatrzność Bożą. Pisze tak, nie wątpiąc w opiekę Boga nad ludzkością.
    Z drugiej strony, żadne ludzkie wynalazki nie zmienią odwiecznych planów Boga :-)
  • gfsd
    06.06.2013 21:51
    Kosmos tym różni się od Ziemi, czym Norwegia od Kongo. W Kongo wszystko rośnie samo, zbiory są kilka razy w roku. W Norwegii aby coś urosło, trzeba się natrudzić. W Norwegii poziom życia jest jednak wyższy niż w Kongo. Jak ludzie nauczą się wysiłku, walki i współpracy, wówczas osiągają bardzo wiele, nawet pomimo trudności.
  • lukenko
    06.06.2013 22:29
    Wydaje mi się, że Stephen Hawking miał na myśli coś bardziej prozaicznego.
    By wierzyć w naszą cywilizację - że ma szansę coś zdziałać zanim ekspansja (wszechświata) odetnie Nas od potrzebnych do tego zasobów potrzeba szybkiego rozwoju i ekspansji nas samych. Założę więc, że profesor miał na myśli 1000 lat jako czas próby, który powinien wystarczyć, by nasza cywilizacja przetrwała w stanie rozwoju i powędrowała w kosmos. Alternatywą jest ustabilizowanie się jakiegoś systemu wartości, lub systemu prawnego, który na to nie pozwoli, bądź też zagłada obecnego porządku na rzecz mniej prężnych systemów.
    1000 lat to wystarczająca próbka naszych możliwości, by z z dużym prawdopodobieństwem określić czy mamy szansę sięgnąć gwiazd.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.