Co dalej z zatoką?


– Nikt nie ścina jabłoni, żeby zerwać jedno jabłko. 
Będzie ją hołubił, bo to jest jego źródło utrzymania. To, co mamy, 
wynika tylko z naszej odpowiedzialności za przyrodę – mówi Michał Kohnke, 
były rybak, obecnie radny powiatu puckiego.


Dokumentacja chaosu

– Po ostatnich czwartkowych spotkaniach w Urzędzie Morskim uderzyło mnie, że każdy przyszedł w sprawie innego dokumentu – komentuje dziś sprawę Radosław Tyślewicz, organizator „Marszu Śledzia”. – Zacząłem grzebać w internecie. Na spotkaniu rozmawialiśmy o „Zarządzeniu Dyrektora Urzędu Morskiego w sprawie regulacji ruchu na akwenie Zatoki Puckiej wewnętrznej”. W internecie można jednak znaleźć dokument pt. „Plan zagospodarowania przestrzennego Zatoki Puckiej”. Teraz rozmawiamy o „Planie zarządzania obszarem Natura 2000”, a gdzieś jeszcze wisi w internecie dokument pt. „Plan ochrony obszarów Natura 2000”. O ile zarządzenie dyrektora ma dwie strony formatu A4 i jest dość proste, o tyle dyskutowany „Plan Zarządzania Obszarem Natura 2000” ma już 250 stron. Potrzeba bardzo dużo wiedzy analitycznej i determinacji, żeby przez to przebrnąć – stwierdza.


Zleceniodawcą tych planów jest Urząd Morski. W wyniku postępowania przetargowego zlecił prace nad projektem Instytutowi Morskiemu z Gdańska.

– Według mnie, jeżeli proceduje się 4 dokumenty naraz, rozmywa się ostrość dyskusji. Ten, kto normalnie pracuje i nie poświęca się temu zawodowo, nie jest w stanie wychwycić wszystkich rozbieżności i haczyków, a tym bardziej się do nich ustosunkować – stwierdza. – To jest zmyłka taktyczna. Liczba dokumentów ma zniechęcić do ich czytania. Przygotowują je całe grupy ludzi wyspecjalizowane w takich działaniach – ocenia Michał Kohnke.
 Radny podkreśla także niesprawiedliwość, jakiej doświadczają polscy rybacy.

– Polakom zaproponowano zezłomowanie kutrów. Polska to zadanie, nie patrząc w przyszłość, wypełniła na piątkę z plusem. Ponad 40 proc. floty rybackiej zniszczono. Część przestawiła się na rejsy wędkarskie. Do tego dochodzi oszukana reglamentacja kwot połowowych. Niektóre kraje łowią kilkakrotnie więcej niż im przydzielono. I nikt z tego nie wyciąga wniosków. A nam zostają głodowe limity – mówi Michał Kohnke. Zaznacza także, że większość spośród rybaków, którzy oddali swoje kutry na złom, za pozyskane pieniądze postawiła na półwyspie pensjonaty. Jeżeli wewnętrzną Zatokę Pucką zamknie się dla turystów, oni także stracą źródło utrzymania. 


Rozmowy 
bez konsekwencji

– Obecna sytuacja jest bardzo niebezpieczna. Jesteśmy zobligowani przepisami Unii Europejskiej, do dostosowania naszego prawodawstwa do jej przepisów. To zostało zawarte w traktacie akcesyjnym w 2004 roku i w tej chwili mija czas, w którym Polska musi się dostosować do warunków, które tam postawiono – mówi Michał Kohnke. – Były to jednak skandalicznie wyśrubowane warunki. Wówczas nikt nie zwracał na to uwagi. Teraz będziemy za to płacili. Oddaliśmy suwerenność blisko 25 proc. terenu Polski, obejmując go programem Natura 2000. Jest to o tyle niebezpieczne, że nie będziemy mieli wpływu na to, co się w tych obszarach będzie działo – podkreśla.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

TAGI| EKOLOGIA, NAUKA

Reklama

Reklama