Myśląca maszyna

Na samą myśl o tym, że komputer mógłby myśleć, myślącemu człowiekowi włosy stają dęba. A może wystarczy nauczyć maszynę korzystania z naszych myśli?

Myślenie maszyn to temat, który wywołuje sporo emocji. Czy wybudujemy kiedykolwiek sztuczny mózg? Czy maszyny (komputery, programy) mają świadomość? A może w przyszłości nas zastąpią? Cóż, zastępują już dzisiaj. I dobrze, że zastępują, w końcu po to je budujemy. Czy myślą? Nie da się odpowiedzieć na to pytanie, zanim nie sprecyzujemy dokładnie, co to znaczy „myśleć”. Jeżeli oznacza: „podejmować decyzje”, to tak, komputery potrafią to robić. Potrafią też się uczyć i wyciągać wnioski z przeszłości. Nie potrafią robić rzeczy abstrakcyjnych. Nasz mózg często działa dość abstrakcyjnie (choć czasami oznacza to działanie nielogiczne), stąd wszystko, co oparte jest tylko na chłodnej kalkulacji, wydaje się obce. Zamiast jednak biadolić nad tym, że komputery czy programy, które nimi rządzą, są i w najbliższej przyszłości będą działały inaczej niż nasz umysł, warto zastanowić się nad tym, czy maszyna nie mogłaby w pewnym sensie skorzystać z tego, co mamy w głowie.

Ten sam problem można postawić inaczej. Czy nasz mózg jest w stanie dogadać się bezpośrednio z maszyną? Czy jest w stanie przekazywać jej bezpośrednio informacje albo nią sterować?

Łowienie sygnałów

Słowo „bezpośrednio” ma tutaj kluczowe znaczenie. I dzisiaj mózg dogaduje się z komputerem, ale pomiędzy umysłem a procesorem w maszynie jest cała masa stopni pośrednich. Np. palce piszącego na klawiaturze, sama klawiatura. W końcu język, w którym piszemy komendy (albo tekst). Te stopnie pośrednie powodują, że czas pomiędzy myślą, która zakwita nam w mózgu, a jej „materializacją” bywa długi. Każdy stopień pośredni jest potencjalnym miejscem pojawienia się błędu. W końcu ile razy wpisywana przez klawiaturę komenda czy tekst zawierały literówki? Jest jeszcze coś. Brutalnie mówiąc... nie każdy ma palce, które mogą pisać na klawiaturze. Albo bardziej ogólnie, nie każdy fizycznie jest w stanie obsługiwać komputer czy jakiekolwiek inne urządzenie elektroniczne. Dla takich ludzi, dla przypadków, kiedy liczy się szybkość, dyskrecja i dosłowność, a także dla zabawy, stworzono interfejs mózg–komputer. Urządzenie, które pozwala zsynchronizować mózg z komputerem, które pozwala wydawać komendy urządzeniom elektronicznym za pomocą fal mózgowych.

Jak to działa? Komórki nerwowe w mózgu człowieka porozumiewają się pomiędzy sobą poprzez przesyłanie impulsów elektrycznych. Te można z zewnątrz, czyli z powierzchni czaszki, rejestrować. Badanie, które – analizując te sygnały – może stwierdzić prawidłowe lub nieprawidłowe działanie mózgu, nazywa się EEG. Ale wspomniany interfejs to krok dalej. Jak z całej masy nakładających się na siebie subtelnych elektrycznych szumów wyłowić te, które świadczą o naszej woli zrobienia czegoś? To już spora sztuka, która... coraz częściej się udaje. To istne szukanie igły w stogu siana. Mózg każdej sekundy przetwarza miliony różnych informacji, przesyła miliony impulsów do mięśni rozlokowanych w całym ciele. Każdy taki sygnał pozostawia ślad, który można podsłuchać. Przeważająca większość szumów jest jednak związana nie z konkretnymi, świadomymi myślami, tylko z pracą mózgu „w tle”. Przecież świadomie nie myślimy o oddychaniu, odruchach czy nawet chodzeniu. Owszem, wydajemy komendę: „idź”, ale nie podejmujemy decyzji o każdym kroku: „lewa noga”, „prawa noga”, „lewa noga”...

Czujnik w okularach

Od kilku lat udaje się jednak odróżnić sygnały, które są związane z naszymi świadomymi decyzjami od tych „z tła”. Bardzo pomocna jest tutaj także świadomość użytkownika (pacjenta?) korzystającego z interfejsu. Człowiek ma bowiem zdolności do takiego aktywizowania mózgu, by sygnały z tym związane można było wyraźniej „usłyszeć” na powierzchni czaszki. Dzięki temu osoby sparaliżowane myślami są w stanie poruszać mechanicznymi nogami (czyli tzw. egzoszkieletem) albo wózkiem inwalidzkim. W ten sam sposób człowiek ze sprawnie działającym mózgiem jest w stanie komunikować się z otoczeniem chociażby poprzez pisanie na ekranie, nawet gdy sparaliżowany jest całkowicie. Myśli o literach, a te wyświetlają się na odpowiednim urządzeniu. W podobny sposób w przyszłości być może będzie wyglądało sterowanie telefonem komórkowym czy jakimkolwiek innym urządzeniem. Na razie jest to niemożliwe. Elektryczne szumy na powierzchni czaszki są tak subtelne i tak złożone, że potrzeba porządnego komputera, by je rozwikłał. Jest jeszcze coś. Po to, by te impulsy można było zarejestrować, do skóry głowy muszą być przyłożone elektrody. Albo korzystający z interfejsu człowiek musi mieć ubrany specjalny czepek z czujnikami. Ale w przyszłości być może wystarczą czujniki w okularach? Okularach, w których zainstalowana zostanie kamera, a na szkłach wyświetlane będą dodatkowe informacje. Takie okulary już są i nazywają się GoogleGlass.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.