O co ten hałas?

Polskie autostrady należą do najdroższych w Europie. I mowa tutaj nie tylko o kosztach przejazdu, ale przede wszystkim o kosztach ich budowy. Jednym z powodów tego stanu rzeczy są ekrany akustyczne, które... zainstalowano niemal wszędzie. Najwyższa Izba Kontroli nie zostawiła na nich suchej nitki.

Wakacyjna podróż po (nielicznych) polskich autostradach i wielu drogach ekspresowych to jak poruszanie się w tunelu. Wysokie na kilka metrów rzędy ekranów akustycznych ciągną się wzdłuż drogi całymi kilometrami. Nie widać zza nich kompletnie nic. Gdzieniegdzie panele ekranów są kolorowe, czasami zamontowano na nich instalacje mające uatrakcyjnić podróż (tak jest np. na autostradowej obwodnicy Wrocławia, drodze A8), ale o tym, by podziwiać krajobrazy w czasie podróży, należy zapomnieć. Żałują samorządowcy, którzy chcieliby pochwalić się przed turystami walorami swoich regionów, żałują także kierowcy. Szczególnie ci, którzy choć raz podróżowali autostradami po Francji, Włoszech albo Austrii czy Chorwacji. Tam jakoś ekrany nie zasłaniają krajobrazów.

Budowa ekranów akustycznych pochłania niewiele mniej niż 10 proc. kosztów autostrady. W przypadku autostrady A2 tylko na 90-kilometrowym odcinku z Łodzi do Warszawy ekrany kosztowały 200 mln zł, czyli pomiędzy 7 a 8 proc. całej inwestycji. W skali całego kraju i wszystkich autostrad to kwoty idące w miliardy złotych. Tymczasem w większości przypadków ekrany w ogóle nie są potrzebne. W niektórych miejscach dlatego, że za nimi nie ma niczego, co trzeba byłoby odgradzać od szumu aut jadących autostradą, w wielu innych przypadkach taniej byłoby wykorzystać inne sposoby na ochronę przed hałasem.

Wieczny odpoczynek
Normy hałasu obowiązujące w Polsce należą do najbardziej rygorystycznych na Starym Kontynencie. W wielu miejscach, w których powstały ekrany, nie musiałoby ich być, gdyby obowiązywały uśrednione normy przyjęte w krajach Unii. Gdy zaalarmowany tym faktem minister środowiska normy zmienił... sytuacja odwróciła się w drugą stronę. Polskie normy stały się tak liberalne, że zagrażały zdrowiu ludzi przebywających w hałasie. Teraz resort środowiska wycofuje się z tej zmiany i chce powrotu do norm restrykcyjnych.
Ale normy to nie powód, a przynajmniej niejedyny powód budowy ekranów. Ich budowa jest preferowana przez polskie prawo. Z niewyjaśnionych powodów inwestor, czyli Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) nie brała pod uwagę innych sposobów zabezpieczania terenów przyautostradowych przed hałasem. Takich jak na przykład pasy drzew czy budowa wałów. Można było także rozważyć położenie nawierzchni o niskim poziomie emisji hałasu albo (jak robi się w wielu krajach Unii) wprowadzić ograniczenia prędkości nocą. W końcu źródłem największego hałasu są ciężarówki. Hałas ograniczony jest także wtedy, gdy konsekwentnie kontroluje się wagę samochodów ciężarowych i nie dopuszcza na autostradę aut, które są przeciążone. W wielu przypadkach wymienione wyżej sposoby są znacznie tańsze niż ekrany akustyczne. Nagłe i bezsensowne zmiany w normach oraz niezrozumiałe przywiązanie do jednego, konkretnego sposobu ograniczenia hałasu nie wyjaśniają jednak, dlaczego ekrany stawiane były na przykład na terenach niezamieszkanych, by odgradzać od jezdni łąki i lasy. Oraz dlaczego w wielu miejscach budowano i ekrany, i wały akustyczne.
O możliwych nadużyciach związanych z budową ekranów różne organizacje informowały od dawna. W 2009 roku zrobił to np. Konwent Marszałków Województw. Niewiele się jednak zmieniło. Na wspomnianej już wyżej autostradzie A2 na odcinku, który ma 90 km, wybudowano 107 km ekranów i 10 km wałów ziemnych. W wielu miejscach ekrany i wały wybudowane są obok siebie. Taka podwójna i całkowicie niepotrzebna ochrona ciągnie się przez kilka kilometrów. W ten sposób niepotrzebnie wydano 12 mln złotych. W jednym przypadku za milion złotych wybudowano 600-metrowy odcinek zapory z ekranów, by przed hałasem chroniły dom, w którym od kilkunastu lat nikt nie mieszka. Ale na tej samej autostradzie znajdują się też „dziury” w ekranach, czego efektem jest wysoki poziom hałasu w domach, w których mieszkają ludzie. Ekrany chronią pola uprawne, łąki, lasy, a nawet cmentarz. W wielu przypadkach ekrany budowano w szczerym polu tylko dlatego, że w planach zagospodarowania przestrzennego widnieją w tym miejscu przyszłe inwestycje mieszkaniowe. W sumie z raportu NIK wynika, że nieco mniej niż połowa wybudowanych w Polsce ekranów akustycznych powstała zupełnie bez sensu. Ile w skali kraju zmarnowano w ten sposób pieniędzy? Eksperci mówią o kwotach od 1,5 mld do 2 mld złotych.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • gut
    12.09.2014 16:36

    Świetny i bardzo potrzebny artykuł, ja też ostatnio zastanawiałem się z moimi bliskimi po co tyle tych ekranów akustycznych? Odpowiedź jest bardzo prosta i z resztą można wczytać ją z pańskiego artykułu: >ktoś chciał sobie zarobić i zarobił (dodatkowo)< to są te rządy naszych rządzących oni zawsze mają długie i wielkie ręce do brania kasy.

  • Krzysiek
    13.09.2014 14:24
    >>minister środowiska normy zmienił... sytuacja odwróciła się w drugą stronę. Polskie normy stały się tak liberalne, że zagrażały zdrowiu ludzi przebywających w hałasie.<<

    Szkoda każdego 1 grosza, który musimy państwu oddawać w podatkach.
    Ten 1 grosz mógłby służyć w rozwoju społeczeństwa - a tak pasożyt szukający tylko swego wszystko zmarnuje.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.