Po co nam kosmos?

Wydajemy na to masę pieniędzy, a – rozglądając się wokoło – nie widać z tego żadnych korzyści. Po co latać w kosmos? Po co lądować na Marsie? Po co budować drogie teleskopy? No właśnie. Po co?

W zasadzie dokładnie to samo pytanie można by zadać w stosunku do każdej dziedziny nauki. Czasami odpowiedź znaleźć łatwiej, gdy mowa o naukach stosowanych. Na przykład inżynieria materiałowa, wcale nie tańsza niż podbój kosmosu, nie wywołuje emocji. W końcu chcemy mieć materiały coraz bardziej wytrzymałe, ale równocześnie elastyczne. Takie, które są odporne, ale równocześnie lekkie. Chcemy takich, które są tanie, ale równocześnie mają niezwykłe właściwości. Później wykorzystujemy je w samolotach, pociągach czy samochodach, na salach chirurgicznych, w elektronice czy nawet w przemyśle spożywczym. Zgadza się, warto wydawać na to pieniądze. A teraz inny przykład, powiedzmy fizyka cząstek. Czy ktoś te cząstki widział? Czy one w ogóle istnieją? Po co nam badanie tak małych skrawków materii? Weźmy na to taki Bozon Higgsa. Czy będzie z niego jakikolwiek pożytek?

CERN to nie korporacja

Albo takie mezony czy hiperony. Czy kiedykolwiek coś z nich powstanie? Nie, nie powstanie, bo już powstało. Fizyka cząstek jest jedną z wielu dziedzin podstawowych. Tej nauki nie uprawia się po to, by rozwiązać jakiś konkretny problem, ale uprawiając ją, rozwiązuje się konkretne problemy przy okazji. Jak to? Pierwszy przykład z brzegu. Każdy, kto posiada internet, kto surfuje w sieci, korzysta z protokołu www. Te trzy literki „w” zostały „wymyślone” w CERN-ie, największym na świecie centrum fizyki cząstek elementarnych. Trzeba było znaleźć sposób, w jaki duże ilości danych naukowych będą dostępne dla dużej grupy naukowców pracujących w ośrodkach na całym świecie. Wcześniej dane z eksperymentów naukowych w CERN-ie nagrywano na różnego rodzaju nośniki i wysyłano samolotem. Ale to było drogie, uciążliwe i zawodne.

Potrzeba jest matką wynalazków. Była potrzeba wymyślenia czegoś lepszego i powstało www. Dane są trzymane na serwerze, a każdy, kto zna jego adres (adres www), może je zdalnie przeglądać i ściągać na swój lokalny komputer. Kiedyś rozmawiałem z Timem Berners-Lee (współtwórcą www), który w żartach opowiadał, że gdyby ludzie musieli płacić jednego centa za każdorazowe wejście na jakąś stronę www, CERN nie musiałby się martwić o fundusze do końca świata. I jeszcze jeden dzień dłużej. CERN nie jest jednak korporacją, nie jest firmą. Jest laboratorium, w którym uprawia się naukę podstawową i dlatego o pieniądze musi zabiegać. I tłumaczyć się, dlaczego wydaje ich tak dużo. Zwykle zresztą tłumaczy to osobom, które nie mają pojęcia, jak wyglądałoby ich życie bez odkryć z zakresu nauk podstawowych (nie tylko fizyki, ale także chemii, biologii czy matematyki).

Podobnie jest z badaniami kosmicznymi. Lubimy oglądać lecące w niebo rakiety, podziwiamy zdjęcia z powierzchni Marsa i fotografie dalekich galaktyk. Ale gdy dowiadujemy się, ile podbój kosmosu kosztuje, entuzjazm wielu z nas ulatuje jak materia z gwiazdy, która wybucha jako supernowa, czyli w sposób nagły i spektakularny. Co? Kilkaset milionów dolarów, żeby wylądować na Marsie? Dla tych kilku zdjęć czerwonej pustyni? Co? Miliard euro kosztowało obserwatorium słoneczne SOHO? Przecież ta sonda wisi nieruchomo i przygląda się tylko jednej gwieździe! I tak by można pisać jeszcze długo. No to zadajmy to pytanie jeszcze raz. Po co wydaje się pieniądze na badania kosmiczne?

Sonda jak autostrada

Na początku warto wyjaśnić pewne nieporozumienie. Owszem, badania kosmiczne kosztują kosmiczne pieniądze, ale w pewnym sensie mamy tutaj do czynienia z mirażem. Wspomniana misja SOHO kosztowała miliard euro. Nie tylko sama sonda znajdująca się w kosmosie, ale także jej wystrzelenie, utrzymanie, stacja naziemna i jej obsługa od wielu już lat. Dzięki temu miliardowi mamy ogrom informacji na temat Słońca, gwiazdy, od której zależy nie tylko jakość naszego życia, ale nasze życie w ogóle. Słońce jest jedynym źródłem energii dla naszej planety. Większy wybuch na naszej dziennej gwieździe może nas zdmuchnąć raz na zawsze. Jeżeli to, co napisałem, to wciąż za mało, by zgodzić się na wydanie miliarda euro, warto dodać, że miliard euro kosztował 36-kilometrowy odcinek autostrady A8, czyli obwodnicy Wrocławia.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • A-Z
    14.05.2015 21:48
    "Po co nam kosmos?" Ciągle "zachodzę w głowę"po co i już wiem. Dla bogaczy. Przecież jest już kolejka na wycieczkę w kosmos.Nie ma jakieś mądrej odpowiedzi bo to przecież jest widzimisię mądrego człowieka. Szkoda pieniędzy wyrzucać w błoto biedy i nieszczęścia. Przychodzi mi na myśl bibilijna Wieża Babel.
  • Donald
    15.05.2015 12:51
    Sprzedamy też kosmos. I żeby niczego nie było...
  • Gość
    13.04.2017 17:00
    ale idioci... ,,latamy w kosmos'' aby URATOWAĆ NASZ GATUNEK?Lol,wy myślicie serio że do końca świata będziemy sobie spokojnie żyć na ziemi? Za 40-50 lat ziemia będzie przeludniona,nie będzie na niej żadnych surowców,do tego brak żywności i efekt cieplarniany.Mam dalej wymieniać? ;-;
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Autopromocja