Na wojnie z rakiem

To jest prawdziwa wojna. Z jednej strony okrutni zabójcy, jakimi są nowotwory, z drugiej strony lekarze i naukowcy. Choć ofiar jest sporo, czasami udaje nam się wygrywać poszczególne bitwy. Właśnie jedną bardzo ważną wygraliśmy.

Pisząc o nowotworach, nie sposób nie sięgnąć do wojennych porównań. Ta walka nie odbywa się na uklepanym polu. To raczej wojna podjazdowa. Owszem, znamy metody radzenia sobie z wrogiem, jednak są one zabójcze nie tylko dla komórek nowotworowych, ale także dla zdrowych. W efekcie po terapii nowotworowej pacjent długo musi dochodzić do siebie.

Kto swój, a kto wróg?

Na dodatek my sami nie potrafimy się racjonalnie zachowywać. Sposób życia, w tym odżywianie się, brak ruchu i zanieczyszczenie środowiska powodują, że nowotwory mają ułatwione zadanie. Pozostając przy wojennych analogiach: to tak jak gdyby ułatwiać nocny nalot na miasto przez zapalanie wszystkich świateł. Takie zachowanie nazwalibyśmy skrajnie nieodpowiedzialnym. No to nazywajmy sprawy po imieniu. Zachowujemy się skrajnie nieodpowiedzialnie, żyjąc tak, jak żyjemy. Żeby nie było całkiem pesymistycznie, trzeba przyznać, że niektóre potyczki udaje nam się wygrywać. Gdy wróg jest słaby, gdy dopiero zaczyna się organizować, wygrać z nim jest stosunkowo łatwo. Gdy jest silny, także czasami jesteśmy górą, choć tutaj koszty, także te zdrowotne, są znacznie, znacznie wyższe. Od czasu do czasu trafi się jednak wygrana spektakularna. Coś, czego konsekwencje mogą być ogromne.

Ostatnio taka wygrana zdarzyła się zespołowi polskich uczonych, dzięki którym – po raz pierwszy na świecie – udało się poznać strukturę białek, które zapewniają komórkom nowotworowym niewidzialność przed naszym własnym systemem odpornościowym. Gdy trwa prawdziwa wojna, samoloty, czołgi czy okręty tej samej armii (albo armii alianckich) są w dość specyficzny sposób oznaczone. Nie chodzi o znaki namalowane na pancerzu, tylko o oznaczenie „elektroniczne”. W skrócie wygląda to tak, że biorąc na celownik jakiś obiekt, system komputerowy rozpoznaje, czy to „nasz”, czy „wróg”. Podobny system działa w organizmach żywych. Nasz system odpornościowy, a konkretnie jego komórki, czyli limfocyty, rozpoznają swoich i wrogów. Wrogów atakują bezwzględnie, swoich zostawiają w spokoju. Po co organizmowi w ogóle takie zabezpieczenie? Z prostego powodu. Limfocyty to nie są „inteligentne” stworzenia. Przypominają raczej nabuzowane agresją bulteriery. Atakują i niszczą wszystko, co się da. Organizm nie przetrwałby ani chwili, gdyby jego własny system odpornościowy zaczął go zwalczać.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.