Pogadamy?

Wyobraź sobie tłum. Ogromny tłum liczący setki tysięcy, a może nawet miliony. Tłum czeka, aż będzie na tyle liczny, by móc zaatakować. Pojedyncze osobniki komunikują się z sobą, wymieniają informacje o sobie, by zaatakować skuteczniej. O kim mowa? O bakteriach!

Bakterie kojarzą się z czymś prostym, by nie powiedzieć topornym. No bo co może zrobić organizm jednokomórkowy? Otóż może bardzo dużo. Może nie sam, ale w grupie jest niezwyciężony. Gdyby było inaczej, nie musielibyśmy się martwić o choroby. Nie musielibyśmy też martwić się o odporność coraz większej liczby szczepów na antybiotyki. Gdyby bakterie były nieskuteczne, najpewniej i nas by na ziemi nie było. Żyjemy dzięki bakteriom, które są w nas i na nas. Uważa się, że ilość komórek bakteryjnych w ciele człowieka jest znacznie większa niż ilość samych komórek ciała.

Ekstremalne

Człowiek (oczywiście inne organizmy podobnie) jest domem dla wielu gatunków bakterii. Ich podział na „dobre” i „złe”, czyli takie, które nam pomagają, i takie, które chcą nam zaszkodzić, nie jest wcale oczywisty. Na przykład pałeczka okrężnicy (Escherichia coli) jest nieodzownym elementem flory bakteryjnej naszego jelita grubego. Bez niej mielibyśmy poważne problemy z trawieniem pokarmów. Coli produkuje także witaminy z grupy B i K. Zatem to „dobra” bakteria? Tak, o ile jest w jelicie grubym. Gdy wydostanie się poza nie (np. do pokarmu, wody), może nas porządnie zatruć. Gdy w wodzie wodociągowej wykryte zostaną pałeczki okrężnicy, w trybie natychmiastowym wstrzymywane jest dostarczanie do mieszkańców wody.

Tak to już jest z bakteriami. Bez nich umieramy, z nimi jakoś musimy się układać. Ale choć ta symbioza trwa od początku istnienia życia na Ziemi, dopiero od niedawna zaczynamy rozumieć, że bakterie nie tylko są skuteczne, ale także zadziwiające w swojej złożoności. Choć z zasady są jednokomórkowe, mają niesamowitą umiejętność przetrwania nawet w warunkach skrajnie nieprzyjaznych. Gdy wiele lat temu niedaleko Chicago w USA postanowiono zasypać hutniczym żużlem jezioro Lake Calumet, woda w jego pozostałościach stała się bardziej zasadowa niż woda utleniona. U człowieka taka mocna zasada poparzyłaby skórę. Okazało się, że w Lake Calumet jest całkiem bujne (bakteryjne) życie. Znajdowano je w żrących jak kwas wodach hiszpańskiej rzeki Rio Tinto. Naukowcom znane są bakterie, które zamieszkują geotermiczne dna oceanów, gdzie temperatura dochodziła do 100 st. Celsjusza (tzw. termofile), i takie, które rozmnażają się na odpadach promieniotwórczych. Niektóre są obojętne na promieniowanie ultrafioletowe, a inne na ciśnienie dochodzące aż do 250 atmosfer (barofile). Znane są też takie, które żyją w wodzie tak słonej, że niezamarzającej nawet przy kilkudziesięciu stopniach poniżej zera (to halofile). W maleńkiej próbce wody ze śniegów bieguna południowego znaleziono od 200 do 5 tys. bakterii, mimo że temperatury dochodzące tam do minus 80 st. Celsjusza nie są rzadkością! Robi wrażenie, prawda?

Sprytne

Ale w przypadku bakterii nie chodzi tylko o to, że one są wytrwałe i potrafią do wszystkiego się dostosować. Prawdę mówiąc, mamy z tym pewien kłopot. Bakterie, coraz więcej szczepów, uodporniły się nawet na te najsilniejsze antybiotyki. Gdy te szczepy rozprzestrzenią się, nie mamy na nie żadnego sposobu. Ale – jeszcze raz – pomijając nawet tę zupełnie niesamowitą umiejętność radzenia sobie z przeciwnościami losu, bakterie zadziwiają swoją skutecznością z jeszcze innego powodu. Okazuje się bowiem, że rozwinęły one zupełnie niesamowity system komunikacji. Tak, bakterie ze sobą „rozmawiają”, choć może zgrabniej byłoby powiedzieć, że się ze sobą komunikują. Ten system komunikacji nazywa się quorum sensing. To porozumiewanie się powoduje, że czasami bardzo duża grupa jednokomórkowych – wydawałoby się, prostych – organizmów zamienia się w dość skomplikowany układ wielokomórkowy. Co więcej, ten wielokomórkowy organizm wykazuje umiejętności, których w życiu nie przypisalibyśmy organizmowi jednokomórkowemu. Quorum sensing to bowiem nie tylko przekazywanie sobie informacji o otoczeniu, ale przede wszystkim coś, co pozwala bakteriom „zrozumieć” czy „wyczuć”, jaka jest ich liczebność. To kapitalna sprawa! Jedna bakteria w ataku nie ma szans. Podobnie sto albo tysiąc. Ale milion albo sto milionów to co innego. Bakterie wyczuwają swoją obecność, potrafią się policzyć, potrafią też ocenić swoje szanse w starciu z przeciwnikiem. Atakują dopiero wtedy, gdy jest ich na tyle dużo, że mają szanse na wygraną. Gdy jest ich za mało, nie atakują. Czekają. Tak jest na przykład w naszym gardle, na migdałkach. Przecież tam chorobotwórcze bakterie są cały czas. Ale dopiero wtedy, gdy ich liczba odpowiednio wzrośnie w wyniku osłabienia organizmu, atakują.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.