Do nas czy dla nas?

Siedzę w górach i obserwuję chmury. Niby nic, to w końcu tylko skroplona para wodna. Widzę te chmury i zdaję sobie sprawę z tego, jak skomplikowanym mechanizmem jest atmosfera.

Gdyby Ziemia była wielkości szkolnego globusa, ziemska atmosfera miałaby grubość kartki papieru. I pomyśleć, że od niej zależy nasze życie. Czy potrafimy wpływać na skład atmosfery? O tak, w ostatnich dziesięcioleciach dorzuciliśmy do niej całkiem sporo dwutlenku węgla. Znacznie mniej, niż produkuje sama przyroda w procesach naturalnych, ale zgodnie z dziś obowiązującymi teoriami ta niewielka „górka” jest jednym z powodów ogrzewania się planety. Skoro potrafimy zmienić skład ziemskiej atmosfery, dlaczego nie zmienimy składu atmosfery np. Marsa, tak by dało się żyć na jego powierzchni? Teoretycznie taka zmiana jest możliwa. Tak, terraforming (czyli formowanie obcych globów pod nasze, ludzkie, potrzeby) Czerwonej Planety jest możliwy.

Najpierw Marsa trzeba by ogrzać. Najprościej, jakimś sposobem wpompowując w jego rzadką atmosferę duże ilości dwutlenku węgla. Ten przytrzymuje dużo energii cieplnej, ogrzewając swoje otoczenie. Wtedy zamarznięta pod powierzchnią Marsa woda roztopiłaby się i nawodniła marsjański grunt. Na wilgotnym gruncie można by zasadzić rośliny. Te pochłaniałyby CO2 i produkowały tlen. No i mamy atmosferę, w której da się oddychać. Tylko ile by to wszystko trwało? Może kilkanaście, może kilkadziesiąt, a może kilkaset tysięcy lat! A potem jeden większy podmuch słoneczny i cała praca na marne. Mars – w przeciwieństwie do Ziemi – nie ma pola magnetycznego. Pole magnetyczne jest jak tarcza, której marsjańska atmosfera nie ma.

Ale nie trzeba lecieć aż na Marsa, by próbować formować skład atmosfery. Paul Crutzen, chemik atmosfery i laureat Nagrody Nobla, kilka lat temu zaproponował, by w ziemskiej atmosferze rozpylić w dużych ilościach siarkę. Miałoby to spowodować intensywniejsze odbijanie promieni słonecznych, zanim dotrą do powierzchni Ziemi. A wszystko po to, by na naszej planecie ochłodził się klimat. Zdaniem uczonego, by powstrzymać efekt cieplarniany, co kilka miesięcy trzeba byłoby rozsiewać około 6 milionów ton siarki. Koncepcja dość odważna, by nie powiedzieć – kompletnie szalona. Siarka w atmosferze spowodowałaby całą lawinę efektów ubocznych, efektów dla nas niekorzystnych (że o kwaśnych deszczach czy dewastacji roślinności nie wspomnę). I tak próba pójścia na skróty mogłaby się dla nas bardzo źle skończyć. Dostosowywanie Ziemi do nas mogłoby zakończyć się tym, że Ziemia przestanie być dla nas. Przestanie być miejscem przyjaznym dla życia.

Siedzę w górach i obserwuję chmury. Atmosfera to system wielu naczyń połączonych. Nie rozumiemy w pełni wszystkich mechanizmów, które tym rządzą. Jeżeli więc mielibyśmy gdzieś zmieniać skład atmosfery, niech to już będzie Mars. A nie Ziemia.

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| EKOLOGIA, NAUKA

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama