Męczące 
bakterie

Chroniczne zmęczenie to choroba, za którą mogą być odpowiedzialne… bakterie w naszych jelitach.

Jeśli pewnego dnia budzimy się rano po to, by natychmiast paść na łóżko kompletnie wyczerpani, w gardle mamy Saharę, w głowie Niagarę, razi nas dzienne światło czy przemarsz kota po dywanie, to opcje są dwie. Ta pierwsza… cóż, widocznie wczorajszy wieczór był zbyt imprezowy. I opcja druga. Nasze zmęczenie nie ma nic wspólnego z syndromem dnia poprzedniego, tylko z bakteriami, które zamieszkują nasze ciało. Tak zwanego zespołu chronicznego zmęczenia nie da się wyleczyć aspiryną i może zostać z nami przez całe lata. Nie dając szansy na normalne życie.

Nie wszyscy 
„mają lenia”

Gdy chodziłam do szkoły, mój tata nazywał ten stan obłomowszczyzną. Od nazwiska Obłomowa, tytułowego bohatera powieści Iwana Gonczarowa, który ani nic zrobić, ani przedsięwziąć, ani nawet pomyśleć nie zdołał, rzadko opuszczając swój pokój i kanapę. Według taty najlepszym lekarstwem na obłomowszczyznę jego dzieci było kazać im zająć się czymś pożytecznym. Sprawa nie jest jednak taka prosta. Od niedawna na liście chorób znajduje się zespół przewlekłego zmęczenia. Szacuje się, że na tę tajemniczą chorobę zapada nawet do 3 tys. osób na 100 tys. ludzi. Od dzieci po seniorów.

Nie wiadomo, co jest źródłem tej choroby. Stąd nie jest również możliwe pewne jej zdiagnozowanie. Chociaż od kilku miesięcy mówi się o co najmniej dwóch potencjalnych testach diagnostycznych. Jeden genetyczny – z krwi, drugi, mikrobiologiczny – z kału.

W marcu tego roku w „Scandinavian Journal of Immunology” opisano badania naukowców australijskich. Ustalili oni, że w DNA osób cierpiących na chroniczne zmęczenie występują wspólne „elementy”. Gdy nie wiadomo, jakie konkretnie geny są związane z daną chorobą, DNA poddaje się globalnemu „przesiewowi” pod kątem poszukiwania jakiś wspólnych części. Jeśli prawidłowo dobierzemy grupę badaną (niespokrewnieni, różnego pochodzenia geograficznego i etnicznego oraz różnej płci), mamy szansę wyłowić geny związane z daną chorobą. Właśnie dzięki takim badaniom (przypominającym szukanie igły w stogu siana) Australijczycy z Griffith University opracowali przesiewowy test diagnostyczny wykrywający zestaw pojedynczych mutacji i obiektywnie wykrywający tę tajemniczą chorobę (zespół chronicznego zmęczenia) z 80-procentową skutecznością. Ustalili także, że fragmenty DNA, które mają coś wspólnego z dolegliwością są ulokowane w tych samych genach w których zapisane są informacje związane z układem odporności.

Z kolei w najnowszym numerze czasopisma „Microbiom” opisano wyniki badań naukowców z Cornell University, którzy z ponad 80-procentową dokładnością wytypowali chorych na chroniczne zmęczenie wśród ochotników biorących udział w badaniu. Udało się to dzięki analizie biomarkerów określających różnorodność bakterii flory jelitowej. Okazało się, że mikrobiom (czyli zbiór wszystkich mikroorganizmów, które zasiedlają nasze ciało) chronicznie zmęczonych pacjentów jest znacznie mniej różnorodny. Ponadto brakuje w nim tych bakterii, które są znane ze swego antyzapalnego działania w naszych jelitach. Określano także markery stanu zapalnego (LPS czy CRP) we krwi poddanych badaniu osób. LPS, czyli lipopolisacharyd, to składnik błony zewnętrznej bakterii Gram-ujemnych, którzy znajduje się w naszych płynach ustrojowych w czasie zakażenia bakteryjnego. CRP zaś to białko C-reaktywne, produkowane w wątrobie, którego mamy we krwi więcej, gdy przechodzimy właśnie takie zakażenie.

Stan zapalny wydaje się związany z chronicznym zmęczeniem, choć nadal nie możemy być pewni, czy to przyczyna, czy skutek. Podobnie rzecz się ma ze zmienionym mikrobiomem. Ta wiedza pozwoli myśleć o terapiach tego schorzenia.

Jeśli nie behawioryzm, 
to co?

Gdy nie wiadomo z pewnością, co leży u podłoża schorzenia, pomysłów na terapię pojawia się wiele, skutecznych metod jest natomiast mało. Tak też jest z chronicznym zmęczeniem. Po wykonaniu serii bezowocnych testów w kierunku wszelkich możliwych chorób serca, nerek i wątroby, interniści odsyłali chronicznie zmęczonych do psychologów. Psychologowie behawioryści mieli do zaproponowania metody mojego taty – no, może trochę bardziej naukowo nazwane. „Proszę wziąć się w garść!”. „Proszę znaleźć sobie jakieś zajęcie!”. Farmakolodzy przyszli na odsiecz z lekiem rintatolimod, wspierającym antywirusowe działanie naszego układu odporności. Lek zasadniczo uważano za „pozbawiony wiarygodnych dowodów skutecznego działania”, jak czytamy w dokumencie amerykańskiej agencji rejestrującej leki, FDA z 2009 roku. Ale w tym samym roku prestiżowy magazyn „Science” opublikował badanie przeprowadzone na ochotnikach z Newady, które ustaliło, że wirus XMRV występuje częściej w materiale pobranym od osób uskarżających się na chroniczne zmęczenie niż u osób nieobserwujących u siebie tego typu objawów. Badaniu jednak zarzucono mnóstwo nieścisłości metodologicznych i „wirusowa hipoteza” odeszła w naukowy niebyt po dwóch latach, a wraz z nią rintatolimod.

Dziś autorzy „hipotezy bakteryjnej” proponują, by zmęczenie, które występuje chronicznie, leczyć dietą wysokoresztkową czy probiotykami. Ostatecznie transplantacją mikrobiomu, co dawniej zwano koprofagią. Okazać się bowiem może, że nasze bakterie muszą być w nas szczęśliwe, prawidłowo odżywione i zadbane, jeśli chcemy mieć siłę, aby wstać rano z łóżka. Zwłaszcza w poniedziałek.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg