Ach, te owady

Owady nie kojarzą się nam dobrze. No może z wyjątkiem motyli. Mrówki nas gryzą, komary i osy kłują, a wielu innych przedstawicieli tej grupy po prostu się brzydzimy. Tymczasem są one bardzo interesującą grupą zwierząt.

Twierdząc, że jakaś grupa zwierząt jest interesująca, nie mówię tego z pozycji biologa czy zoologa. Przedstawiciele tych profesji z całą pewnością potrafiliby powiedzieć o każdym gatunku zwierząt żyjących na Ziemi wiele ciekawego. Mówię to z pozycji fizyka, człowieka, który nie ma o owadach (ani żadnych innych zwierzętach) dogłębnej wiedzy. Czytam, słucham, dopytuję i… zaciekawiam siebie i innych. Owady – przyznaję zupełnie otwarcie – zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Nie chodzi jednak o to, że widzą one świat w zupełnie inny sposób niż my. U niektórych obraz w mózgu jest „składany” z kilku, kilkunastu tysięcy obrazków, każdy pochodzi z innego „oka”. Nie mówię nawet o tym, że niektóre owady mają najdoskonalszy węch spośród wszystkich żyjących na naszej planecie zwierząt. Na mnie największe wrażenie zrobiło to, że owady stworzyły pierwsze na Ziemi wyspecjalizowane społeczeństwa. Gdyby dokładnie prześledzić strukturę społeczną ula, mrowiska czy kopca termitów, można by odnieść wrażenie, że nasze metropolie są tylko kopią tego, co kilkaset milionów lat wcześniej stworzyły owady.

Strasznie ich dużo!

Owady są na Ziemi od niespełna pół miliarda lat. Kiedyś nie latały, ale dość szybko zaczęły królować. Co to znaczy? Że opanowały w zasadzie wszystkie możliwe środowiska lądowe. Po, z grubsza, 100 mln lat, czyli około 400 mln lat temu, owady nauczyły się latać (choć ściślej rzecz biorąc, najpierw pewnie szybowały, a dopiero potem nauczyły się latać aktywnie). Co ciekawe, owady kiedyś były znacznie większe niż dzisiaj. A to za sprawą składu ziemskiej atmosfery. Przed kilkuset milionami lat było w niej więcej tlenu niż dzisiaj. To oznaczało, że łatwiej było zdobyć to gazowe „pożywienie”. Tlen jest niezbędny do spalania, a więc reakcji, która dostarcza ciałom zwierząt energii. Gdy tej było więcej, ciała mogły być potężniejsze. Potem jednak poziom tlenu spadł i duże owady wyginęły. Ich spore ciała nie miały wystarczającej ilości energii.

Nie wiadomo, ile jest gatunków owadów. Badacze podejrzewają, że znamy zaledwie co trzydziesty gatunek. Jeżeli tak jest w rzeczywistości, gatunków owadów może być kilkadziesiąt milionów. Dla porównania – gatunków ssaków jest kilka tysięcy. Żaden ssak oprócz człowieka nie ma tak rozbudowanych społeczeństw jak owady. Dlaczego akurat im hierarchizacja była potrzebna? Nie znamy odpowiedzi na to pytanie. Z jakichś powodów mrówki, pszczoły, termity i wiele innych zdecydowały się na życie w bardzo dużych grupach, w których ścisła specjalizacja jest kluczowa. Coraz częściej takie społeczności porównuje się do organizmów wielokomórkowych. Owszem, każda mrówka jest osobnym bytem, ale na pewno nie jest bytem niezależnym. Nie byłaby w stanie (tak samo jak np. żywa komórka naszego ciała) przeżyć w odosobnieniu. Jest elementem większej całości, która w jakiś sposób się reguluje, przetwarza informacje, uczy się, reaguje na bodźce zewnętrzne i potrafi modyfikować swoje zachowanie pod wpływem zmieniających się warunków zewnętrznych i wewnętrznych.

Co w trawie piszczy?

Jednym z najjaskrawszych przykładów zachowań społecznych u owadów jest taniec pszczół. W dużych społecznościach poszczególne jej osobniki jakoś muszą się ze sobą porozumiewać; informować, gdzie jest jedzenie, a gdzie niebezpieczeństwo. Skoro jedne pszczoły cały czas pracują w ulu, inne muszą przynosić im z zewnątrz pożywienie. Matka pszczół nie lata, tylko składa jajka. Niektóre z nich są zapłodnione (wtedy wylęgają się z nich osobniki żeńskie), inne nie (wtedy wylęgają się z nich trutnie, czyli osobniki męskie). Decyzję o tym, ile jakich jajek ma złożyć królowa, podejmuje ona sama. Złożone jajka przechodzą jednak pod opiekę piastunek, robotnic, które zajmują się doglądaniem młodych. Piastunki karmią poszczególne osobniki różnym pożywieniem, a to z kolei determinuje funkcje, jakie będą pełniły w ulu.

Podobnie jest zresztą u mrówek. Tam, gdy młode nieco dorosną, są wyprowadzane na zewnątrz mrowiska i uczone znajdowania pokarmów. My, ludzie, chcemy wierzyć, że tylko my zapisujemy informacje (na papierze, na twardym dysku komputera), ale to nie do końca prawda. Mrówki też archiwizują informacje tak, by inne osobniki mogły zakodowaną wiadomość odczytać. U nas środkiem do zapisywania czegokolwiek jest długopis albo klawiatura, u owadów (w tym mrówek) są to feromony (zapachy). Mrówki, idąc na zwiady, zostawiają po sobie zapachy. Kolejne osobniki czują je i podążają tą samą drogą. Gdy wiedzie ona do miejsca, gdzie pożywienia jest dużo, podąża tam dużo mrówek, a zapach staje się bardzo wyraźny. Inne osobniki rozumieją tę informację. Gdy jednak pożywienia zabraknie, mrówki przestaną chodzić wcześniej uczęszczaną drogą, a zapach zwietrzeje. Informacja „tam jest jedzenie” zniknie.

Podziemni ogrodnicy

Na Kostaryce, w Ameryce Łacińskiej, żyją mrówki Atta colombica. W ich społecznościach zróżnicowanie jest tak duże, że mrówkę robotnicę, niosącą kawałek liścia do mrowiska, pilnują robotnice żołnierze. Choć wszystkie one są siostrami (pochodzą od jednej matki i wszystkie są rodzaju żeńskiego), dość znacząco różnią się wielkością. Dla społeczności mrówek silna robotnica to skarb. W jej rozwój, już od złożenia przez królową jajek, trzeba bardzo dużo inwestować. Mrówki skądś wiedzą, na ile silnych robotnic mogą sobie pozwolić. I dlatego lepszym pożywieniem karmią tylko tyle osobników, ilu bezwzględnie potrzebują. Jeżeli będzie ich za mało, kolonia padnie z głodu, jeżeli za dużo, wykończy się, karmiąc wymagające „maleństwa”.

Wróćmy do mrówek Atta. Wspomniane liście wędrują do mrowiska bynajmniej nie w celach konsumpcyjnych. Gdy dostaną się pod ziemię, zostają przeżute i… staną się pożywką dla pewnego rodzaju grzyba, który rosnąc pod ziemią, jest źródłem świeżego i odrastającego pokarmu dla całej kolonii mrówek. Innymi słowy, mrówki (niektóre gatunki) są w stanie same hodować sobie jedzenie. A jest kogo wykarmić. W pojedynczym mrowisku może być do miliona robotnic. Gdy zachodzi taka potrzeba, mrówki mogą w poszukiwaniu liści oddalić się od gniazda nawet o 100 metrów. Mrówek żywiących się grzybami rosnącymi na pożywce z liści jest ponad 40 gatunków.

Potańczymy?

W Polsce mrówek, które produkują (hodują) sobie jedzenie, nie ma, są za to pszczoły. Tych w ulu może być kilkadziesiąt tysięcy, a więc znacznie, znacznie mniej niż mrówek w mrowisku. Ale nawet w takiej grupie potrzebne jest przekazywanie sobie informacji. Pszczoły też rozpylają zapachy, informując swoje otoczenie o swoim „stanie ducha”. Ponadto, w przeciwieństwie do mrówek, pszczoły potrafią wydawać ciche popiskiwania. Ale dużo ważniejsze jest przekazywanie informacji na temat kierunku i odległości do jedzenia. Pszczoły wykonują dość skomplikowaną choreografię, po to by poinformować swoje współtowarzyszki o tym, gdzie jest ukwiecona łąka. Kąt pomiędzy kierunkiem tańca (zataczanych pętelek) a pionem jest równy kątowi pomiędzy kierunkiem lotu do pokarmu a Słońcem. Z kolei szybkość wykonywanych ruchów jest związana z odległością od miejsca, gdzie znajduje się jedzenie. Wystarczy więc obserwować wracające z lotu robotnice – zbieraczki, by wiedzieć, gdzie były i gdzie najlepiej się udać, by samemu coś nazbierać. •

O społecznych zachowaniach owadów w programie „Sonda 2”, 17 września o godz. 14.35 w TVP 2. Kolejne programy „Sonda 2”: niedziela 18 września, godz. 14.35, sobota 24 września, godz. 14.45.

Polacy (u)ratują pszczoły?

W Polsce w ciągu każdej sekundy ginie około 100 pszczół. W niektórych rejonach Chin to ludzie muszą specjalnymi pędzelkami zapylać rośliny, bo na ogromnych obszarach praktycznie wcale nie ma pszczół. Problem jest poważny i globalny. W Wielkiej Brytanii w ciągu 30 lat wymarła ponad połowa tych owadów. Tymczasem pszczoły zapylają rośliny, które dają 90 proc. żywności.

Co jest powodem tej światowej epidemii? Trudno jednoznacznie powiedzieć. Choć wydaje się, że głównym winowajcą jest pszczeli kleszcz, który wywołuje śmiertelną warrozę, nie można także wykluczyć wielu innych czynników, takich jak np. nadmierne używanie sztucznych nawozów czy zanieczyszczenie środowiska. Pszczołom mogą szkodzić także niektóre środki ochrony roślin.

Od wielu lat na całym świecie prowadzi się badania mające na celu ustalenie przyczyn wymierania i znalezienie sposobu, by tę tendencję zatrzymać. Na razie udało się to tylko polskim naukowcom z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Wspólnie z badaczami z lubelskiego Uniwersytetu Przyrodniczego oraz Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie opracowali oni skuteczne lekarstwo na jedną z przyczyn wymierania pszczół, czyli na pasożyta, który żeruje w ciele tych owadów. Co ważne, preparat został stworzony na podstawie wyłącznie naturalnych składników. To powoduje, że jest nieszkodliwy zarówno dla pszczół, jak i dla środowiska naturalnego, w tym dla ludzi jedzących miód wytwarzany przez leczone pszczoły. Trwają prace nad komercjalizacją wynalazku.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.