Gość z daleka

Nigdy wcześniej astronomowie nie widzieli czegoś takiego. W kierunku Słońca leci obiekt, który pochodzi spoza Układu Słonecznego.

Jest ciemny i nie przypomina niczego, co dotychczas obserwowano na niebie. Nie ma kształtu, które dotychczas były spotykane przy tego typu obiektach. Planetoidy albo duże asteroidy mają obłe kształty. Nie zdarzają się idealne kule, ale niewiele od kul się różnią. Ta planetoida jest płaska jak placek.

Pierwszy Posłaniec

Internauci od razu porównali ją do znanych chociażby z sagi „Gwiezdne wojny” statków kosmicznych. Nic jednak nie wskazuje na to, by – mimo wielce oryginalnego kształtu – było to coś więcej niż kawał kosmicznej skały. Tylko tyle czy aż tyle? Nie ma wątpliwości, że aż tyle! „Czegoś takiego nigdy wcześniej nie widzieliśmy” – napisano w komunikacie Europejskich Obserwatoriów Południowych (ESO), ośrodka, który zauważył nadlatujący obiekt. Nazwano go Oumuamua, co w jednym z języków, jakimi posługują się mieszkańcy Hawajów, oznacza „Pierwszy Posłaniec”. Czy rzeczywiście skała jest pierwszym obiektem, który przybył do nas spoza Układu Słonecznego? Na pewno nie, tyle tylko, że pierwszy raz udało nam się taki obiekt zaobserwować.

Chcielibyśmy się o niej dowiedzieć więcej. W końcu po raz pierwszy mamy świadomie do czynienia z obiektem, który powstał poza naszym układem planetarnym. Niestety, nie uda nam się tej asteroidy ani zbadać, ani nawet dokładniej poobserwować. Nasz kawałek kosmosu odwiedziła dość niespodziewanie i tylko na chwilę. Teraz oddala się od Ziemi i leci gdzieś dalej. Prawdopodobieństwo, że odwiedzi nas znowu, jest minimalne. Za miliony lat może wpadnie w kolejny układ planetarny.

Żelastwo z gwiazd

Okruchów skalnych, które poruszają się w kierunku Słońca, jest bardzo dużo. Pochodzą one głównie z obrzeży Układu Słonecznego, z miejsca, w którym „śpią” komety. Pas asteroid znajduje się też za orbitą Marsa. Trzecim źródłem kawałków skalnych mogą być same planety. Na Ziemi znajduje się czasami (choć nie są to częste znaleziska) kawałki Marsa. Jakim cudem się tutaj znalazły? Gdy w planetę uderza bardzo duży obiekt, siła kolizji może wyrzucić kawałki skalne daleko w kosmos. Takie elementy po jakimś czasie (liczonym raczej w milionach niż w tysiącach lat) mogą trafić na Ziemię. Patrząc na te mniejsze i te duże przez teleskop, nie sposób „na oko” ocenić, skąd pochodzą. Ale obserwując je dostatecznie długo, jesteśmy w stanie zrekonstruować ich trajektorię, drogę, po jakiej się poruszały. Jej analiza pozwala z dość dużą precyzją określić, skąd do nas lecą. Tak było też w przypadku Oumuamua, która została zaobserwowana w połowie października tego roku. Na początku wydawało się, że jest planetoidą „słoneczną”, czyli pochodzi z krańców naszego układu. Dłuższa analiza jej trajektorii wykluczyła jednak ten scenariusz. Po kilku dniach obserwacji było już pewne, że przylatuje do nas z przestrzeni międzygwiazdowej, czyli spoza Układu Słonecznego.

Nie tylko to jest nietypowe. Obserwując tysiące „słonecznych” asteroid i planetoid, nie spotkaliśmy jeszcze obiektu o takim kształcie. Ta jest płaska jak placek, a w zasadzie jak długopis. Jest aż 10 razy dłuższa niż szersza. Nigdy wcześniej nie spotkaliśmy kosmicznej skały o takim kształcie. Ma długość około 400 metrów i jest bardzo ciemna (pochłania 95 proc. światła).

Dłuższa obserwacja pozwala wyciągać też pewne wnioski dotyczące składu tej planetoidy. Wynika z nich, że to obiekt gęsty i ciężki. To sugeruje, że w dużej części składa się z metali. W takim razie może nie jest kosmiczną skałą, tylko kawałem jakiegoś żelastwa? Możliwe, bo kolejne obserwacje pozwoliły stwierdzić, że obiekt ma ciemnoczerwony kolor. Czyżby rdza? Tlenki i wodorotlenki żelaza powstają w obecności tlenu i wody. W przestrzeni kosmicznej nie ma ani jednego, ani drugiego. Analizy kierunku, z którego obiekt nadleciał, oraz jego prędkości (prawie 100 tys. km/h) pokazują, że Oumuamua od milionów lat nie była związana grawitacyjnie z żadnym układem planetarnym. Nie mogła więc zardzewieć na powierzchni jakiejś planety, tym bardziej nie mogła zardzewieć w kosmicznej pustce.

Chyba

Obiekt nigdy nie zagrażał Ziemi. Najbliżej nas był 14 października, czyli trzy dni przed jego pierwszym zaobserwowaniem. Warto wyjaśnić, co w tym konkretnym wypadku znaczy słowo „najbliżej”. Oumuamua niezauważona przeleciała obok nas w odległości prawie 25 mln km. To kawał drogi! Dla porównania: Słońce znajduje się w odległości 150 mln km, a Księżyc – niecałe 400 tys. km.

Dzisiaj Oumuamua znajduje się już około 210 mln km od Ziemi i wciąż bardzo szybko się od niej oddala. Jest obiektem bardzo trudnym do obserwacji i lada moment astronomowie całkowicie stracą ją z oczu. To może by ją złapać? W końcu potrafimy już lądować na powierzchni komety (misja Rosetta). W sieci pojawiły się całkiem profesjonalnie wykonane szacunkowe wyliczenia, czy misja wysłana w kierunku Oumuamua miałaby szansę powodzenia. Otóż teoretycznie planetoidę można by dogonić, gdyby sondę w jej kierunku wystrzelić w ciągu następnych kilku lat. Ale nawet wtedy trzeba byłoby zastosować nieprzetestowane jeszcze w kosmosie technologie napędu. Teoretycznie, na papierze, wszystko można zrobić, w praktyce nikt raczej nie podejmie takiej próby. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.