Serce w kosmosie

O tym, jak działa serce i jak się je „naprawia”, kiedy się „zepsuje”, z prof. Michałem Tenderą rozmawia Tomasz Rożek .:::::.

Kiedy będzie można ogłosić pełny sukces? To kwestia 5, 15 czy 50 lat?

– Pracuję w medycynie 40 lat i im dłużej się nią zajmuję, tym mniejszą mam ochotę bawić się w proroka. Medycyna jest dyscypliną uczącą pokory. Uczciwie powiem więc, że nie wiem. Komórki macierzyste już teraz mają aplikacje kliniczne. Najlepszym przykładem jest leczenie chorób hematologicznych, chociażby białaczek. Przeszczepy szpiku powodują, że ludzie, którzy niedawno byli skazani na śmierć, w tej chwili mają wysoką szansę przeżycia. W kardiologii jesteśmy jeszcze dość dalecy od wdrożenia tej koncepcji do leczenia chorych. Przede wszystkim dlatego, że nie jesteśmy w stanie odtworzyć struktury serca, ale też dlatego, że każda niezróżnicowana komórka może rozwijać się w pożądanym kierunku, ale ma też potencjał do tworzenia innych tkanek, w tym guzów. To jest sprawa, którą musimy poznać, zanim zaproponujemy chorym aplikację kliniczną.

Równie często jak o komórkach macierzystych mówi się o terapii genowej. Co to takiego?

– Terapia genowa polega na tym, że przy użyciu tzw. wektorów, które zwykle są zmodyfikowanymi wirusami, wprowadza się do materiału genetycznego komórki substancje, powodujące zahamowanie działania pewnych genów lub zwiększenie ich aktywności. Działanie poszczególnych genów leży u podstaw wielu chorób. Na pozór sprawa jest więc prosta. Wprowadzamy do komórki czynnik, który powoduje, że konkretne geny zaczynają być bardziej lub mniej aktywne – w zależności od tego, co chcemy osiągnąć. Rozwój terapii genowej zaczął się ok. 10 lat temu. Wtedy wydawało się, że jesteśmy tuż-tuż. Dzisiaj wiemy, że tak nie jest.

Skąd to rozczarowanie?

–Terapia genowa w wielu przypadkach nie spełniła oczekiwań. Geny, które są pobudzane lub hamowane, po pewnym czasie wracają do aktywności sprzed terapii. Poza tym i tutaj pojawiają się powikłania czy działania niepożądane. Dzisiaj ciągle nie wiemy, czy i kiedy ta dziedzina rzeczywiście się rozwinie.

Niedawno odbył się pierwszy udany test na sali chirurgicznej polskiego robota kardiologicznego. Czy kiedyś chirurg na Ziemi będzie mógł operować kogoś, kto znajduje się w bazie na Marsie?

– To stosunkowo trudne z powodu długiego czasu, jaki zajmuje przesyłanie na taką odległość sygnałów radiowych. Ale myślę, że w obrębie planety będzie to możliwe już niedługo. Już teraz chirurg wcale nie musi być blisko pacjenta.

W czym robot jest lepszy od chirurga?

– Pacjenta operuje robot, którym musi sterować chirurg. W czym taka maszyna jest lepsza? Na pewno może być bardziej precyzyjna. Postęp związany z robotyzacją może też polegać na coraz mniejszej inwazyjności działań chirurgicznych. Operacja serca z zastosowaniem robota może być prowadzona przez małe otwory między żebrami, z uniknięciem dużej rany operacyjnej. Potencjalnie taką operację można też przeprowadzić w warunkach, w których operator i pacjent znajdują się w różnych miejscach.

Czy ten postęp może wiązać się z jakimiś zagrożeniami?

– Ja je widzę. Pacjentowi potrzebna jest nie tylko profesjonalna opieka, ale także fizyczna obecność drugiego człowieka. Robot tego nie zapewni. Byłoby niedobrze, gdyby technologia oddzieliła lekarzy od pacjentów. Pole dla robotyki widzę raczej w zupełnie wyjątkowych sytuacjach. Jest wiele obszarów, gdzie lekarz dojechać po prostu nie może.

Nie tylko na Ziemi. Jesteśmy w przededniu komercyjnego podboju kosmosu. NASA chce budować bazę na Księżycu, a później na Marsie.

– Roboty w takim przypadku są potencjalnym rozwiązaniem. Myślę, że w przestrzeni ludzi będą operowały maszyny sterowane z Ziemi.


Gość Niedzielny 08/2009
«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama