KontrEwolucja

Jeżeli będziemy wprowadzać treści religijne do nauki, otrzymamy karykaturę religii. I nauki - twierdzą autorzy tekstu w Rzeczpospolitej pisząc o sporze pomiędzy zwolennikami inteligentnego projektu a ewolucjonistami. .:::::.

Kościół chciałby więc wyprzeć darwinowski ewolucjonizm swoją wizją pochodzenia ludzkiego gatunku. Jaka to wizja? Trudno powiedzieć. - Kościół miał taką wizję do XX wieku - mówi prof. Jodkowski. - Teraz jej nie ma. Rozmaici myśliciele katoliccy mają różne zdania. Od jakiegoś czasu niektórzy teologowie mówią nawet o ewolucyjnym pochodzeniu duszy ludzkiej.

Metafizyka i karykatura

- Nauki przyrodnicze oferują w miarę dostępną, alternatywną wobec religii wizję świata - uważa Sabath. - W podręcznikach można umieścić naukowy opis: od fizyki poczynając, a na psychologii kończąc, w ogóle nie używając odniesień do Boga. Postępy neurofizjologii sprawiają, że uczeni szkiełkiem i okiem zaczynają się wdzierać do ostatniej twierdzy religii - duszy ludzkiej, sprowadzając jej domniemane przejawy do konkretnych zjawisk fizyko-chemicznych w określonych rejonach mózgu.

O ile więc Kościół nie ma dziś spójnej wizji powstania człowieka, o tyle nauka taką dostępną dla każdego wizję ma - przynajmniej według Sabatha. Przyjrzyjmy się, na przykładzie, tej naukowej wizji naszego pochodzenia w jej najdostępniejszej, czyli gazetowej postaci.

Nie tak dawno uczeni odkryli gen FOXP2, którego uszkodzenie powoduje bardzo poważne problemy z mową. Dziennikarze natychmiast ogłosili, że znaleziono gen mowy. W gazetach ukazały się teksty na ten temat, jeden z nich okraszony był następującą historyjką z życia praludzi: "Ukradkowo wpatrywała się w niego. Udawała, że jest zajęta oprawianiem skóry, ale gdy zerkała w jego stronę, w jej oczach można było dostrzec błysk zachwytu. On tak pięknie mówił! Opowiadał właśnie pobratymcom, gdzie ostatnio widział stado tłustych saren. Wyjaśniał, jak do nich dojść. Czyż mogli się z nim równać ci wszyscy bełkoczący kuzyni?! Wiele kobiet traciło dla niego głowę. Po jaskini biegało już sporo gaworzących dzieci. Ona też chciała mieć takie".

Jeżeli zgodzimy się ze starą definicją, zgodnie z którą człowiek to zwierzę obdarzone mową, powyższy fragment nabiera znaczenia zasadniczego: jest to popularnonaukowy mit narodzin człowieczeństwa. Według tej opowieści przypadkowa mutacja obdarowała naszego praprzodka od razu gotowym językiem - z rozbudowanym słownictwem i gramatyką - umożliwiającym przekazywanie informacji na temat wędrówek saren. Całe szczęście, że mutacja w genie FOXP2 wyposażyła naszego przodka akurat w ten język, który bełkoczący kuzyni doskonale rozumieli. Trudno uznać, że tak było naprawdę, chyba że żarliwie uwierzy się w moc genu FOXP2.

Wytykanie uproszczeń w gazetowym tekście popularnonaukowym nie podważa oczywiście dokonań nauki. Problem polega jednak na tym, że przed mitologią, religią, metafizyką uciec trudno. Odpowiedź na pytanie metafizyczne będzie metafizyczna, nawet jeżeli udzieli jej ktoś obeznany z nauką. Możemy próbować wyrobić sobie jakieś zgodne z najnowszymi odkryciami naukowymi wyobrażenie o naszym pochodzeniu. Wymyślamy wtedy historyjki, jak przytoczona powyżej. W historyjkach są mądre słowa, np. "FOXP2" lub "MYH16", dzięki którym tekst zyskuje na powadze. Ale gdy czytamy o genach FOXP2 i MYH16, nie zapominajmy o LTM. To inicjały Latającego Potwora Makaronowego. Potwora, który przypomina nam, że jeżeli będziemy mieszać naukę z religią, otrzymujemy karykaturę religii. I karykaturę nauki.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama