Powiecie wtedy: przepraszam?

Czasami strzelamy sobie samobója. Czasami odmrażamy sobie uszy, czasami na własne życzenie doprowadzamy się do niestrawności.

Niby wiemy, że w zimie trzeba nosić czapkę, niby wiemy, że nie wolno jeść chipsów, zagryzając czekoladą i popijając colą. Niby to wszystko wiemy, ale czasami przypominamy sobie o tym chwilę po tym, gdy jest już za późno.

Jednym z największych „zbrodniarzy”, jakich znał świat, był Francisco Eguia. Jako afrykański niewolnik w marcu 1520 roku dopłynął na statkach hiszpańskiej floty do wybrzeży Meksyku. Zgodnie z historycznymi źródłami to on przywiózł do Ameryki wirusa czarnej ospy. Gdy Hiszpanie postawili nogę na lądzie, na półwyspie Jukatan mieszkało około 20 milionów ludzi. 9 miesięcy później przy życiu pozostało 14 milionów. Przeważająca większość zmarła właśnie z powodu czarnej ospy. Potem przyszły inne europejskie choroby. Grypa, odra, dur brzuszny. Indianie nie znali tych chorób, ich organizmy, ich układy odpornościowe nie były na nie przygotowane. Wiele z tych chorób zabijało także Europejczyków, ale nie tak skutecznie jak mieszkańców Ameryki Środkowej. 60 lat po przybyciu pierwszych Europejczyków w Meksyku mieszkały już tylko 2 miliony ludzi. O tym aspekcie „cywilizowania” dzikich w szkołach się nie uczymy. Podobnie zresztą było ponad 200 lat później na Hawajach, na które dotarli marynarze Jamesa Cooka. Tam europejskie choroby w ciągu 75 lat zabiły ponad 85 proc. ludności (spadek z 500 tys. w 1778 roku do około 70 tys. w 1853 roku).

Ale choroby zakaźne to nie tylko daleka przeszłość. W latach 1918–1919 na całym świecie szalała odmiana grypy zwana hiszpanką. W ciągu roku zabiła od 50 do 100 milionów ludzi. Dla porównania – w okopach I wojny światowej zginęło 40 milionów ludzi. Jeszcze pod koniec lat 60. XX wieku wirusem czarnej ospy zaraziło się 15 milionów ludzi, z których 2 miliony zmarły. Ostatni zarejestrowany przypadek ospy prawdziwej zarejestrowano w 1978 roku. Od tego czasu nikt na nią nie zachorował. Dzięki szczepieniom. To niejedyny (choć może najbardziej spektakularny) przypadek zwycięstwa człowieka nad zabójczą bakterią albo wirusem. To jednak zwycięstwo chwilowe. A właściwie powinienem napisać – warunkowe. Patogeny odpowiedzialne za wiele chorób nie zniknęły. One są i będą pod butem nowoczesnej medycyny głównie dzięki szczepieniom. Gdy o tym zapomnimy, po prostu wrócą. Kto wtedy będzie za to odpowiedzialny? Nie sądzę, by tym, którzy dzisiaj głośno krzyczą, że szczepienia są zbędne, starczyło wtedy odwagi. Czy starczy odwagi tym księżom i zakonnikom, którzy dzisiaj bezmyślnie powtarzają postulaty antyszczepionkowców? Angażowanie autorytetu Kościoła do szerzenia nieprawdy i szkodliwej dla zdrowia manipulacji jest dla mnie szczególnie bolesne.

Czasami odmrażamy sobie uszy, czasami robimy różne głupie rzeczy. Niektórzy z niewiedzy, niektórzy z zabiegania. Jeszcze inni z chęci manipulowania innymi. Niby to wszystko wiemy, ale czasami przypominamy sobie o tym, gdy jest już za późno. 

«« | « | 1 | » | »»

TAGI| FELIETONY, NAUKA

Reklama

Reklama