Na styku kontynentów i oceanów

Selwa, góry, dziewicze wybrzeża i niezbadane wyspy. Na Przesmyku Panamskim, położonym pomiędzy oceanami i kontynentami, można spotkać najosobliwsze stworzenia tropików Ameryki.

W Panamie jest 16 cudownie dzikich parków narodowych, pokrywających jedną piątą kraju. Wiele z nich to obszary dziewicze, pozbawione dróg i nieskażone śladem cywilizacji. Nie tylko zresztą parki narodowe – cały kraj jest dla przyrodnika objawieniem. Przesmyk Panamski, jak nazywa się zwężenie łączące obie Ameryki, to niezwykłe miejsce na przyrodniczej mapie świata. Każdy tapir wędrujący wzdłuż łańcucha Kordylierów, każdy koliber migrujący z północy na południe musi pojawić się właśnie tam. Co więcej – w Panamie trasy zwierząt lądowych krzyżują się ze szlakami wędrowców morskich. Wzdłuż pacyficznych wybrzeży płyną rokrocznie długopłetwe wieloryby humbaki, a w księżycowe noce na panamskie plaże wypełzają największe żółwie morskie świata – ważące kilkaset kilogramów żółwie skórzaste. W słonawych ujściach tropikalnych rzek, nad podwodnymi łąkami morskiej trawy unoszą się syreny – manaty karaibskie. A wysoko, w koronach deszczowego lasu zwisają leniwce. Porośnięte glonami futro upodabnia je do rosnących na tych samych gałęziach epifitycznych paproci i storczyków.

Zapowiedź Nowego Świata

Kiedy po przesiadce w Amsterdamie Boeing 777 wznosi się w powietrze, załoga wita pasażerów „en nombre del comandante”, a ja od razu przenoszę się w południowoamerykańskie klimaty. Przez najbliższe godziny wpatruję się z wysokości 10 kilometrów w niekończący się ocean. Błękitna, lekko pomarszczona drobną z tej wysokości falą powierzchnia, białe, rozpływające się po chwili grzbiety wodnych gór. Gdzie nie spojrzeć – tylko ocean.

W końcu fale, które od Biskajów po Antyle nie napotykały żadnej przeszkody, zaczynają się załamywać; gdzieniegdzie pojawiają się piaszczyste mielizny i nagle dostrzegam Haiti, pierwszą zapowiedź Nowego Świata. Znowu morze, już nie Atlantyk, lecz Morze Karaibskie i… Panama! Ze zniżającego lot samolotu widzę tropikalny las, osławione „zielone piekło”, opisywane z obłędną fascynacją przez podróżników trawionych malarią i silniejszą od niej żądzą przygód. Przez przykryte wilgotnym oparem zielone przestrzenie meandrują mętne, czerwonawe od drobin laterytowej gleby rzeki.

Dla przyrodnika to raj i szczyt marzeń – wiecznie zielone, wilgotne lasy równikowe, zwane też deszczowym lasem tropikalnym, a w Ameryce po prostu selva – to najstarsze i najbujniejsze, najbardziej różnorodne gatunkowo zbiorowisko roślinne na Ziemi. Na hektarze tropikalnego lasu rośnie więcej gatunków drzew niż w całej Europie. Tylko w tej części świata żyją szczerbaki – przeżytki poprzednich epok, które w mroku i gąszczu tamtejszych lasów znalazły schronienie: leniwce, pancerniki i mrówkojady. Nigdzie indziej nie spotkamy kolibrów, tukanów, którym absurdalnie nieproporcjonalne dzioby przydają wyglądu leśnych zjaw, ani legendarnych wielkich motyli z rodzaju Morpho, o skrzydłach jakby posypanych sproszkowanymi szafirami, których blaskiem zachwycali się dawni podróżnicy.

El tiburón znaczy rekin

Kiedy wychodzimy z budynku panamskiego lotniska Tocumen, od razu czuje się tropikalny żar. Jednak to nie temperatura, ale wilgotność jest najbardziej uderzająca.

Widok za oknem żółtej taksówki z klimatyzacją nastawioną na maksymalne chłodzenie nie pozostawia wątpliwości co do tropikalnego charakteru kraju, w którym wyczuwa się stałą obecność wielkich oceanów. Jedziemy wzdłuż promenady Cinta Costera, którą za kilka miesięcy zapełnią uczestnicy Światowych Dni Młodzieży. Nad zatoką Oceanu Spokojnego unoszą się pelikany brunatne. Rozpostarte skrzydła i długie dzioby ze zwisającymi, skórzastymi workami nadają im wygląd pterodaktyli, kiedy wbijają się w wodę, a potem wyłaniają, połykając zdobycz. Ponad nimi szybują fregaty wielkie, morscy rozbójnicy o wyglądzie olbrzymich jaskółek. Odbierają łup innym ptakom, ścigając je tak długo, aż zwrócą zdobycz ukrytą w wolu. Potrafią latać miesiącami, bez lądowania. „Konstrukcją” przypominają latawce: pomimo przeszło dwumetrowej rozpiętości skrzydeł, stworzonych do wykorzystywania prądów powietrznych, szkielet fregaty wielkiej waży zaledwie 100 gramów – tyle ile lalka Barbie. Patrząc na ocean i grupkę dzieci, próbujących ślizgać się na deskach przy wystającej z wody skale, pytam kierowcy: „Czy są tu rekiny?”. „Si” – odpowiada krótko.

Spoglądam na palmy wytyczające łuk wzdłuż zatoki i promenady, na ślepowrony żółtoczelne, czające się pomiędzy kamieniami na ryby i na czarne sępy urubu, krążące w powietrznych kominach nad miastem. Przypominam sobie, jak niedawno w Polsce przeglądałem zdjęcia tych miejsc, zastanawiając się, jaka jest ta Panama. Jedno wiedziałem już od pierwszego dnia: z pewnością przekraczająca oczekiwania.

Gigantyczny zimorodek

Panama to kraj zjawiskowej przyrody, która jest dumą Panamczyków. Ten kraj jest zresztą przykładem, że ochrona przyrody się opłaca – Kanał Panamski, którym przepływają miliardy dolarów, istnieje i działa dzięki tropikalnym lasom na swoich brzegach i dzięki generowanym przez lasy opadom, zasilającym wielkie, słodkowodne jezioro Gatún, stanowiące główną część kanału.

Lasy pokrywają aż 44 procent powierzchni Panamy: od granicy z Kostaryką, z którą Panama dzieli piękny międzynarodowy park La Amistad, aż po Kolumbię, od której oddziela ją park narodowy Darién. Darién to jedyny obszar, stanowiący przerwę w trasie panamerykańskiej, rozpoczynającej się na Alasce, a kończącej na Ziemi Ognistej. Ze względu na ochronę przyrody, ale i chęć oddzielenia się od niespokojnego sąsiada.

Tropikalny las deszczowy to z pewnością jeden z cudów Panamy. Drzewa o gigantycznych, przybierających kształt skarp podporowych korzeniach, liany, nadrzewne storczyki i paprocie… Tak, sam las deszczowy wart jest podróży przez ocean. Oszałamiające zapachy i dziwne odgłosy (znakomitym miejscem do słuchania nocnego lasu była kuchnia w pewnej hacjendzie. Nie miała szyb w oknach, tylko dziurawą moskitierę, a bogactwo korzystających z tego gekonów, mrówek, karaczanów, krabów i nadrzewnych żabek sprawiało, że z pewnością była to najbardziej pełna życia kuchnia, w jakiej byłem). A sama tylko lista gatunków roślin i zwierząt z panamskiego lasu deszczowego byłaby materiałem na opasły tom… Do tego namorzyny, nazywane lasami pływowymi lub mangrowymi, przyciągające jak magnes badaczy ekologów, chcących dotrzeć do korzeni ich tajemnic. Korzeni w sensie dosłownym, bowiem namorzyny to lasy lub zarośla rozciągające się wzdłuż brzegów morskich, wsparte na szczudlastych, wystających ponad wodę korzeniach. Tworzą jakby dwa światy: jeden podwodny, w którym pewnego dnia podczas nurkowania spotkaliśmy uzbrojoną w jadowy kolec płaszczkę ogończę, drugi, nadwodny, pełen ptaków, których istnieniu trudno dać wiarę. W namorzynowych gęstwinach obserwowałem parę zimorodków z gatunku rybaczek obrożny Megaceryle torquata. Ptaki te przypominają naszego zimorodka, są jednak od niego dziesięciokrotnie większe.

Namorzynom, roślinom, przypisuje się nietypową żyworodność – zjawisko zarezerwowane dla ssaków. Młode rośliny kiełkują z nasion jeszcze przed oddzieleniem się od rodzica. Wytwarzają długi na kilkadziesiąt centymetrów, ostry wyrostek i dopiero wówczas spadają, kotwicząc się w mulistym dnie. Piękne, rozległe namorzyny znajdują się w wielu rejonach wybrzeża i wysp Panamy. Jako szczególnie interesujące wymieniane są te, które porastają park narodowy Sarigua i zatokę Bahia de Parita, nad którą położone jest miasto Chitré – stolica prowincji Herrera. Diecezja Chitré gościć będzie pielgrzymów z Polski.

Rozgwiazda na rafie

Podstawowym problemem przy opisie panamskiej przyrody jest jej bujność i różnorodność. Zaledwie przybliżenie niektórych chociażby grup zwierząt, zbiorowisk roślinnych czy typów środowisk wymagałoby całych opracowań. Czy można pisać o tropikalnym lesie, namorzynach, Kordylierach i wulkanach wysokich na 3500 m n.p.m. i nie powiedzieć o mnogości wysp, chociażby o idyllicznym San Blas? Albo o Bocas del Toro – wyspach przyrównywanych do Galapagos (lecz znacznie od nich ładniejszych) ze względu na odcięcie od świata i endemiczne, właściwe tylko im gatunki – np. najrzadszego z leniwców – leniwca karłowatego. Czy można nie wspomnieć o pełnej gąbek, ukwiałów, liliowców, langust i papugoryb rafie koralowej i o tym, jak w przejrzystej wodzie, w której odbijają się korony plam kokosowych, wygląda płomienna rozgwiazda? •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.