Świerszczem w dyplomatę?

Przez kilka miesięcy amerykańscy dyplomaci pracujący na Kubie skarżyli się na ataki tajemniczą bronią. W niektórych relacjach nazywali ją bronią soniczną. Sprawa jest tajemnicza.

Dyplomaci skarżyli się na bliżej nieokreślone uciążliwe dźwięki. Mówili, że boli ich od nich głowa i odczuwają mdłości. Inni twierdzili, że doznawali częściowej utraty słuchu i zaburzeń pamięci. W niektórych relacjach mówiono wręcz o uszkodzeniach mózgu. Choć trudno o oficjalne komunikaty amerykańskiego wywiadu czy Departamentu Stanu, w komentarzach pojawiło się hasło „broń soniczna”. Co to takiego?

Straszny hałas

Co do zasady broń soniczna jest chyba tak stara jak sama wojna. Choć technologie stosowano różne, straszenie dźwiękami bardzo często było wykorzystywane do gnębienia przeciwnika (albo zwierząt, których używał). Niektórzy historycy twierdzą, że skrzydła husarii także służyły do wytwarzania dźwięków, których bały się konie wroga. Armatni huk, trąby czy wojenne okrzyki mają na przeciwnika sprowadzić niepewność i strach. W tym sensie nowoczesne technologie to przedłużenie tamtych metod. Long Range Acoustic Device (czyli urządzenie dźwiękowe dalekiego zasięgu) to przyrząd, który emituje dźwięki słyszalne na duże odległości. W niektórych krajach wykorzystuje się go do rozbijania demonstracji. Tego typu urządzenia nie są jednak budowane z myślą o regularnej wojnie. Na przykład sprawdziły się kilka razy na morzu, gdy do statku wyposażonego w LRAD podpływała łódź piracka. Trudny do zniesienia hałas odstraszał intruzów.

Głośny i nieprzyjemny dźwięk ma wywoływać u przeciwnika ból głowy, wymioty, a nawet uszkodzenie słuchu. Ma odstraszać i powodować, że wróg przestaje racjonalnie myśleć i analizować fakty. Ta broń nie ma zabijać, ona ma „mieszać w głowie”.

LRAD nie jest tradycyjnym głośnikiem. Jest zbudowany jak nadajnik USG. Kryształy piezoelektryczne, do których przyłożone jest odpowiednie napięcie, zaczynają drgać, emitując falę dźwiękową. Teoretycznie łatwo się przed taką bronią uchronić. Wystarczy zatkać uszy. W rzeczywistości nie jest to takie proste, bo dźwięki odbieramy nie tylko uszami, ale – szczególnie gdy są bardzo intensywne – także kośćmi czaszki, a w pewnym sensie całym ciałem.

Dziwny atak

Wróćmy do amerykańskich dyplomatów. Trudno sobie wyobrazić, by Kuba – zrujnowany kraj komunistyczny, który ostatnio otwiera się na USA – użyła jakiejkolwiek broni przeciwko przedstawicielom Waszyngtonu. A jeżeli nie Kuba, to kto? Terroryści? Broń soniczna jest bardzo kłopotliwa. Wymaga dużego, zasilanego prądem elektrycznym urządzenia, którego nie sposób ukryć w kieszeni, plecaku ani nawet w zwykłym samochodzie. Ponadto jego ustawienie od razu wzbudziłoby podejrzenia. Nie mówiąc już o tym, że dźwięki, o których mówili dyplomaci, słyszano wewnątrz budynku. Gdyby źródło dźwięku było na zewnątrz, najpierw musiałyby wypaść szyby w pomieszczeniach. Skoro nie wypadły, to znaczy, że dźwięk musi być mocno przytłumiony.

Dyplomaci opisywali, że trudne do zniesienia dźwięki były bardzo wysokie, ale nikt spoza budynku ambasady nie uskarżał się na dokuczliwy hałas. Nie było wyjścia, w 2017 roku trzeba było ewakuować placówkę. Hawanę opuściła wtedy połowa personelu ambasady. I ataki ustały. Chociaż amerykański wywiad prowadził śledztwo, niczego ono nie wykazało. Nie było wiadomo, jak „atak” jest przeprowadzany ani dlaczego atakowano te konkretne osoby (nie wszyscy skarżyli się na dokuczliwe dźwięki). Na zdrowiu podupadło 21 osób. Niektórzy z poszkodowanych twierdzili, że co prawda ataki dźwiękowe rozpoczęły się, gdy przebywali w pracy, ale potem przeniosły się do miejsc, w których mieszkali.

Jedyne wytłumaczenie

Prawdziwa bomba wybuchła jednak wiele miesięcy po częściowej ewakuacji placówki. Do mediów przeciekło nagranie, które wykonał jeden z amerykańskich dyplomatów w czasie domniemanego ataku. Słychać na nim drażniący dźwięk… świerszczy. Tak rozpoznali go naukowcy m.in. z University of Lincoln. Co więcej, określili nawet konkretny gatunek owada, który w niektórych okolicznościach hałasuje nie do zniesienia. Zdaniem badaczy na nagraniu słychać przedstawicieli gatunku Anurogryllus celerinictus.

Czy to znaczy, że połowa obsady placówki dyplomatycznej najpotężniejszego państwa świata w strategicznym miejscu (jakim jest Kuba) została pokonana przez świerszcze? I na dodatek amerykański wywiad nie był w stanie tego stwierdzić przez wiele miesięcy? Wciąż więcej tu pytań niż odpowiedzi. W końcu najbardziej nawet dokuczliwy dźwięk owadów nie uszkadza mózgu i nie zaburza pamięci. Kłopot w tym, że lepszego – niż świerszcze – wytłumaczenia nie ma.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Gość
    21.02.2019 08:00
    Panie Tomaszu, a czy przypadkiem USA w podobnym czasie nie wycofała swoich dyplomatów z Chin, ponieważ uskarżali się na dokładnie te same dolegliwości? Tak mi się coś przypomina, że cała akcja dotyczyła i Kuby i Chin - jeśli zatem dobrze pamiętam (choć mogę się mylić), to raczej winowajców trudno szukać w świecie naturalnym...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.