Brunatny problem

Niemcy są największym konsumentem węgla brunatnego na świecie – i to pomimo forsownej transformacji energetycznej, stawiającej na odejście od paliw kopalnych. Fakt ten przysparza Berlinowi wielu problemów, począwszy od wielotysięcznych protestów, na porażce celów klimatycznych skończywszy.

Brudny narkotyk

Węgiel brunatny to jedyny surowiec energetyczny, którego Europa nie musi importować. Według statystyk EuraCoal, jego wydobycie na Starym Kontynencie w 2017 r. wyniosło 383 mln ton. Za prawie połowę tego wydobycia odpowiadali Niemcy (171,3 mln ton). Resztę wydobyto m.in. w Polsce (61 mln ton) i Czechach (39,3 mln ton). Europejskie zasoby węgla brunatnego są na tyle duże, że jego wydobycie może trwać jeszcze co najmniej do końca XXI w. – tylko ze złóż niemieckich można wydobyć jeszcze ok. 40 mld ton.

Ale Europa musi odchodzić od tego paliwa. I to szybko, bo inaczej pod znakiem zapytania staną cele klimatyczne, jakie w zakresie redukcji emisji CO2 postawiła sobie Unia Europejska. Taki stan rzeczy wynika z wysokiej emisyjności węgla brunatnego. Według szacunków Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami, spalanie tego paliwa uwalnia do atmosfery o ok. 20 kg CO2 więcej na każdy gigadżul energii niż węgiel kamienny. Co więcej, wydobycie węgla brunatnego powoduje trudne do odwrócenia szkody środowiskowe na rozległych terenach zajmowanych przez kopalnie odkrywkowe. Rozrost odkrywek generuje też istotne koszty społeczne. Hambach i Immerath to przykłady takich właśnie szkód i kosztów.

Jednakże wiele wskazuje na to, że węgiel brunatny będzie spalany w Europie jeszcze przez dekady. Winę za to ponoszą Niemcy, a więc największy światowy producent i konsument tego surowca. RFN zaprojektowała bowiem taką transformację energetyczną, która, choć uchodzi za „zieloną”, nie radzi sobie z dekarbonizacją niemieckiej energetyki.

Długie pożegnanie

Energiewende, szeroko zakrojona koncepcja przeformowania systemu energetycznego RFN, postawiła sobie za cel m.in. odejście od spalania paliw kopalnych, które mają zostać zastąpione przez odnawialne źródła energii (OZE). Projekt ten realizowany jest z żelazną konsekwencją przez kolejne rządy federalne od roku 2000, kiedy to Niemcy wprowadziły pierwsze regulacje promujące energetykę wiatrową i fotowoltaiczną.

Choć Berlin od początku liczył się z tym, że tak kompleksowy program zmian w kluczowym dla gospodarki sektorze pociągnie za sobą kolosalne koszty, to jednak rachunek za Energiewende Niemców przeraził. Widać to było szczególnie po dość nerwowej reakcji na wypowiedź Petera Altmaiera, szefa resortów środowiska i gospodarki w kolejnych rządach Angeli Merkel. W 2013 r. stwierdził on, że koszt Energiewende w 2022 r. wyniesie 680 mld euro, a pod koniec lat 30. XXI w. już ponad bilion euro. Co więcej, pieniądze te miały zostać wyciągnięte z kieszeni obywateli, m.in. przez specjalną EEG Umlage, czyli doliczoną do rachunku za prąd opłatę przeznaczaną na wsparcie źródeł odnawialnych. Takie stwierdzenie stało w rażącej sprzeczności z zapewnieniami Jürgena Trittina, ministra środowiska w ostatnim rządzie Gerharda Schrödera, który przekonywał, że Energiewende kosztować będzie Niemców miesięcznie tyle, ile „gałka lodów”.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
  • staho
    24.08.2019 16:26
    staho
    powoduje emisję "o ok. 20 kg CO2 więcej na każdy gigadżul". Kto wie, ile dwutlenku węgla powstaje przy spalaniu węgla kamiennego? Dlaczego nie napisać po prostu: "o ok. 10% więcej"? Przykład 2: "koszt Energiewende w 2022 roku wyniesie680 mld. euro". Rocznie czy narastająco? "W roku" czy "do roku"?
Komentowanie dostępne jest tylko dla .