Coś tu śmierdzi

Jak to możliwe, że zaledwie kilka lat po oddaniu do użytku kosmicznie drogiej instalacji oczyszczającej ścieki w Warszawie ulega ona tak potężnej awarii? I to nie tylko nitka główna, ale także zapasowa. I najważniejsze: jakie konsekwencje będzie to miało dla przyrody?

W środę 28 sierpnia doszło do awarii rury, którą ścieki z lewobrzeżnej Warszawy pod dnem Wisły płynęły do dużej oczyszczalni Czajka, znajdującej się na prawym brzegu rzeki. Zgodnie z procedurami, gdy awarii uległa główna nitka, nieczystości przekierowano do rury awaryjnej. Ale ta kilka godzin później także przestała funkcjonować. Ścieki z ogromnej części miasta napływały, ale ich przepływ do oczyszczalni został zablokowany. Nie było wyjścia, ścieki trzeba było zrzucić do Wisły.

Co tam płynie?

Co konkretnie przez kolejnych kilkanaście dni wpływało do rzeki? W największym skrócie to, co z pralek, zlewów i toalet trafia do kanalizacji. Także różnego rodzaju śmieci, które wrzucamy do toalet. Część z nich zostaje zatrzymana na kratach, ale nie wszystkie. Do Czajki trafiały także ścieki przemysłowe z ponad stu firm. Dzisiaj lądują w Wiśle.

Wszystkich ścieków jest kilka metrów sześciennych, czyli kilka tysięcy litrów, na sekundę. To dużo? To 1, może 2 proc. przepływu wody. Innymi słowy, ścieki w Warszawie są już rozcieńczane kilkudziesięciokrotnie.

Każdy dzień to około 260 metrów sześciennych ścieków więcej. Zanim dopłyną do Bałtyku, część biologicznych ulegnie biodegradacji, ale reszta, szczególnie te chemiczne, jest ogromnym zagrożeniem dla ekosystemu i Wisły, i Bałtyku. Trzeba się spodziewać rozrostu brunatnic i sinic, czyli w konsekwencji znacznego obniżenia ilości tlenu w morskiej wodzie. Bez tlenu ryby nie będą miały czym oddychać. A bez ryb albo z mniejszym dostępem do ryb zagrożone będą foki bałtyckie, morświny i morskie ptaki. W dłuższej perspektywie wlewanie ścieków do Bałtyku zwiększy ilość albo powierzchnię już istniejących stref beztlenowych, czyli martwych. Ich ilość już dzisiaj, ze względu na trwające latami zanieczyszczanie Bałtyku przez wiele krajów, i tak jest duża. Odnawianie takich obszarów jest trudne.

Do Wisły oprócz biologicznych odpadków trafiają także detergenty, których używamy do prania, mycia naczyń czy czyszczenia toalet. Są w nich m.in. duże ilości azotu i fosforu. To tak zwane zanieczyszczenia biogenne, czyli takie, które są potrzebne do rozwoju organizmów żywych. Nadmierna ich ilość wcale jednak nie pomaga. Przeciwnie, narusza równowagę, powodując szybki rozrost niektórych organizmów, co z kolei bardzo niekorzystnie wpływa na inne. Dobrym przykładem jest tutaj chociażby wspomniany rozrost sinic i brunatnic, którego konsekwencją jest obniżenie poziomu tlenu w wodzie i kłopoty pozostałych roślin oraz zwierząt wodnych.

Szczęście w nieszczęściu

Dzisiaj trudno nawet dokładnie określić, ile azotu i fosforu dostało się do Wisły. Pozostają szacunki. A z nich wynika, że do Morza Bałtyckiego w wyniku awarii w Warszawie dopłynie więcej fosforu niż przez cały rok wpływa do niego z terenu całej Szwecji. To informacje pochodzące od przedstawiciela Szwedzkiego Uniwersytetu Rolniczego w Uppsali. Kłopot z fosforem polega na tym, że naturalne procesy usuwania go z zanieczyszczonej wody trwają bardzo długo. W oczyszczalni pozbywa się go, ale w naturalnych warunkach jest to niemożliwe. Szczęściem w nieszczęściu jest to, że do awarii doszło pod koniec lata. Niższe temperatury oraz fakt, że we wrześniu niewielu ludzi kąpie się w Bałtyku, ograniczają ryzyko np. poparzenia przez kwitnące sinice. Na niekorzyść działa to, że mamy obecnie bardzo niski poziom Wisły, a to znaczy, że część zatrutych osadów będzie opadała na dno rzeki i minie sporo czasu, zanim się oczyszczą. Ponadto podnoszący się z powodu jesiennych deszczy poziom wody spowoduje, że ta część ścieków, które płyną w zawiesinie, ta, która osadzała się na brzegach rzeki szczególnie tam, gdzie rzeka zmienia kierunek, będzie wypłukiwana całymi tygodniami. Na ogromną korzyść działa natomiast to, że Wisła jest dziką rzeką, nie jest wybetonowana od brzegów po samo dno. To bardzo ważne, bo łachy piasku i mielizny działają jak naturalny filtr fizyczny. Skutki biologiczne i zanieczyszczenie Bałtyku byłoby dużo większe, gdyby Wisła, tak jak niemal wszystkie duże rzeki w Europie, była uregulowana. Dzikość Wisły powoduje, że jej wody szybciej zostaną oczyszczone ze ścieków biologicznych. Pozostaje jednak problem z opisanymi już biogenami i ściekami przemysłowymi.

Ktoś tu kłamie

Tutaj pojawia się pewna niejasność i trudno nie odnieść wrażenia, że jej źródłem jest polityka krajowa. Kilka dni po awarii Generalny Inspektorat Ochrony Środowiska oświadczył, że wykrył „poważne zagrożenie”, którego źródłem są ścieki z ponad 100 firm zlokalizowanych na terenie lewobrzeżnej Warszawy. Te ścieki mają zawierać metale ciężkie, takie jak np. ołów, kadm, rtęć, chrom, a nawet substancje ropopochodne. Metale ciężkie są niezwykle groźne dla naszego zdrowia. Przenikają m.in. do kości i mogą truć nasz organizm od środka latami. Z kolei substancje ropopochodne są rakotwórcze. Inspektorzy ochrony środowiska twierdzą, że te trucizny trafiają do Wisły. Tyle tylko, że służby miejskie uważają, że „zagrożenie metalami ciężkimi nie zostało potwierdzone”. Przyznają jednak, że około 2 proc. ścieków, które trafiło do Wisły, to ścieki przemysłowe.

Różnic zdań pomiędzy służbami, które są podporządkowane prezydentowi stolicy, a służbami, które działają w imieniu ministra środowiska (a więc rządu), jest znacznie więcej. Na przykład warszawski samorząd twierdzi, że ozonowanie ścieków, zanim trafią one do rzeki, zabija w nich 90 proc. bakterii. Ale Państwowa Inspekcja Sanitarna (czyli sanepid), która pobrała próbki wody w Płocku, a więc jakieś 100 km dalej, stwierdziła „wysokie zanieczyszczenie bakteriami kałowymi”. Kto mówi prawdę, a kto kłamie?

Od kilku dni działa już zapasowy rurociąg ułożony na moście pontonowym wybudowanym przez wojsko. Tłoczy on ścieki do oczyszczalni, ale to rozwiązanie tymczasowe. Na przykład trzy dni po jego uruchomieniu trzeba było go wyłączyć, by wymienić pompę. Ścieki znowu przez kilkanaście godzin wpływały do Wisły. Pompa, którą tam zainstalowano, okazała się niewystarczająca. Ponadto większe odpadki (np. pampersy), które nie zatrzymały się na kratach, powodowały znaczne zmniejszenie jej wydajności. Nowa pompa ma być lepsza. Ale i to nie gwarantuje trwałości rozwiązania. Wisła w wyniku jesiennych deszczy i spadku temperatury już przybiera. Gdyby zdarzyła się długotrwała ulewa, obciążony most pontonowy może nie wytrzymać naporu wody. Ponadto nie wiadomo, jak się sprawdzi wtedy, gdy przyjdą zimowe mrozy i Wisła zamarznie. Wiele wskazuje na to, że do tego czasu awaria kolektorów ściekowych nie zakończy się. Eksperci mówią, że może ona potrwać nawet do wiosny. Dlatego już teraz trwają prace nad ułożeniem nowego rurociągu na znajdującym się nieopodal moście Curie-Skłodowskiej (zwanym mostem Północnym). Zgodnie z tym, co mówią miejskie władze, rury mają być położone na jezdni, a prace rozpoczną się od razu po otrzymaniu odpowiednich pozwoleń od Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego.

Katastrofa czy nie?

Wybudowanie rurociągu na moście będzie trwało od 4 do 6 tygodni, czyli będzie on gotowy pod koniec października. Jeżeli rurociąg na moście pontonowym nie wytrzyma do tego czasu (np. z powodu podnoszącego się poziomu wody), ścieki znowu będą się wlewały do Wisły. Tymczasem ścieki z lewobrzeżnej Warszawy już dawno trafiły do Bałtyku, a sprawa stała się międzynarodowa. Przedstawiciele rządu spotkali się z ambasadorem Królestwa Szwecji, by wyjaśnić zaistniałą sytuację i nakreślić skalę zagrożenia. Czy ono jest duże? Dobre pytanie.

Ilość ścieków, jakie trafiają do Wisły, jest ogromna i może wynosić około 2–3 mld litrów. Rada Naukowa Polskiego Klubu Ekologicznego określiła to mianem katastrofy ekologicznej. Czajka działa od 2012 roku. Wcześniej ścieki z lewobrzeżnej Warszawy po prostu spływały do Wisły. Mówiono wtedy o katastrofie i o tym, że Wisła jest najbardziej zanieczyszczoną dużą rzeką w Europie. Dziwi bagatelizowanie tematu przez osoby czy organizacje bliskie warszawskiemu ratuszowi, ale dziwi też straszenie armagedonem (czy polskim Czarnobylem). Przed 2012 r. nie używano przecież takich porównań. Dzisiaj kluczem jest z jednej strony jak najszybsza budowa rurociągu na moście Północnym, a z drugiej naprawa uszkodzonych kolektorów. Do dzisiaj nie wiadomo, co było przyczyną awarii. Na to pytanie może odpowie dopiero prokuratura. Ilość dziwnych zbiegów okoliczności, zaniedbań i niefrasobliwości, jakie przy okazji awarii ujrzały światło dzienne, jest ogromna. Tutaj rzeczywiście coś śmierdzi. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
Komentowanie dostępne jest tylko dla .