To nie UFO!!!

Gdy lecą, ludzie zastanawiają się, czy widzą samoloty, czy meteory. Patrząc w nocne niebo, trudno ich nie zauważyć: rząd jasnych, poruszających się punktów. Co to takiego?

To satelity Starlink, których cała armada ma utworzyć wokół Ziemi sieć dostarczającą internet niezależnie od istnienia sieci komórkowych. Satelity, wypuszczane seriami i wynoszone przez firmę SpaceX, należą do ekscentrycznego miliardera Elona Muska. Na razie jest ich kilkaset (były wynoszone w kilku seriach), a docelowo ma ich być 12 tysięcy.

Latają setkami

Pierwsze poleciały w przestrzeń dokładnie rok temu, w maju 2019 roku. I od razu wywołały sensację. Amatorzy, a nawet przypadkowi widzowie („pociąg” satelitów widać nawet z miejsc mocno zanieczyszczonych światłem) pierwszy raz widzieli takie zjawisko. Owszem, na nocnym niebie zdarzają się jasne, poruszające się obiekty. Samoloty, czasami satelity albo meteory. Ale wszystkie one na tle gwiazd sprawiają wrażenie chaotycznych i nieuporządkowanych. Satelity Starlink poruszają się po niebie gęsiego, jakby były z sobą połączone niewidoczną liną. Widać je wyraźnie nie dlatego, że mają na swoim pokładzie zainstalowane reflektory, tylko dlatego, że mocno odbijają światło słoneczne. Ten efekt jest wzmocniony tym, że poruszają się po niskich ziemskich orbitach. Ich ogromna liczba oraz niewielka odległość od powierzchni Ziemi (jedno jest powiązane z drugim) ma zapewnić dostęp do internetu niezależnie do miejsca przebywania. Na tym właśnie firma ma zarabiać pieniądze. Dzisiaj dostęp do sieci internetowej można mieć przez sieć komórkową, ale nie wszędzie jest wybudowana odpowiednia infrastruktura. Z kilkunastoma tysiącami satelitów nie będzie potrzeby budowania infrastruktury naziemnej. Satelity mają krążyć na trzech wysokościach, 340, 550 i 1200 kilometrów nad Ziemią. Pierwsze serie satelitów Starlink są umieszczane na wysokości 550 kilometrów; na tej orbicie ma ich być 1584.

Nie są duże, a każdy waży około 250 kilogramów i jest zasilany przez jeden panel słoneczny. To właśnie światło odbite od jego powierzchni widzimy na powierzchni Ziemi. Podczas jednego lotu rakiety Falcon 9 wynoszonych jest równocześnie 60 satelitów (to dlatego widzimy „pociąg” poruszających się jasnych obiektów). Satelity krążą wokół Ziemi po ściśle określonych orbitach, a zaawansowane systemy śledzenia gwiazd, stabilizacji oraz układ napędowy pozwalają utrzymać im odpowiednią pozycję. Co bardzo ciekawe, satelity mają pewien rodzaj autonomii. Mogą same podejmować decyzje o zmianie kursu, jeżeli zajdzie ryzyko kolizji z jakimś kosmicznym śmieciem. Gdy ryzyko minie, satelita będzie wracał na swoją właściwą pozycję. Te manewry nie będą inicjowane ani prowadzone z centrum kontroli lotów na Ziemi. Będą się odbywały automatycznie. Tak samo jak samounicestwienie satelitów. Ich trwałość została zaprojektowana na 5 lat. Po tym czasie satelita sam będzie obniżał orbitę, tak by wejść pod odpowiednim kątem w ziemską atmosferę i… spalić się w niej. Na jego miejsce zostanie wysłany kolejny.

Potężne sieci

Tylko w tym roku przeprowadzonych będzie jeszcze kilkanaście misji. W każdej na orbitę wyniesionych zostanie 60 satelitów Starlink. Można je obserwować nad Polską dość często, choć nie wszystkie latają gęsiego. Te rozproszone są trudne do obserwacji przez oko amatora. Te w grupach zawsze poruszają się z zachodu na wschód. Nie trzeba godzinami wpatrywać się w nocne niebo, bo w internecie są dostępne bardzo precyzyjne tablice, w których można wyczytać godzinę przelotu „pociągu Starlinków”. Dobrym serwisem jest chociażby Heavens Above (który przy okazji podaje też informacje o przelotach innych satelitów i Międzynarodowej Stacji Kosmicznej).

Być może jedynymi osobami niezadowolonymi z ich obecności na okołoziemskich orbitach są astronomowie. Tak duża chmara jasnych obiektów zakłóca obserwację nieba. Nie tylko w nocy, ale także (tym razem w falach o innych długościach niż światło widzialne) w ciągu dnia. Międzynarodowe apele społeczności i organizacji astronomicznych odniosły jakiś skutek, bo firma SpaceX oświadczyła, że szuka możliwości pokrywania ogniw specjalną farbą, która ma odbijać mniej promieniowania słonecznego. To spowoduje, że Starlinki nie będą już takie jasne. Ale nie zmniejszy to ich ilości ani nie spowoduje, że zmniejszą się zakłócenia w innych zakresach fali elektromagnetycznej niż światło widzialne. Co gorsza (dla astronomów), firma SpaceX nie jest jedyną, która prowadzi badania i próby wybudowania wokół Ziemi sieci satelitów dostarczających internet. Tak zwane megakonstelacje sztucznych satelitów buduje Boeing, a w najbliższym czasie planują to też właściciele największych firm internetowych. Niezależnie od satelitów dostarczających internet czy ogólnie – umożliwiających szeroko rozumianą komunikację, powstają także sieci badawcze i obserwacyjne. Można się spodziewać, że w najbliższych latach Ziemię może opasać kilka potężnych sieci. Choć liczba kilkunastu tysięcy satelitów robi wrażenie, trzeba mieć świadomość, że na orbicie okołoziemskiej jest bardzo dużo miejsca. Tym bardziej że nie wszystkie Starlinki będą na tej samej wysokości nad Ziemią. Paradoksalnie, te najniżej „zawieszone” stanowią najmniejszy problem. Gdy się zepsują bądź zderzą, nie będą powiększały i tak dużego okołoziemskiego śmietniska. Na wysokości kilkuset kilometrów są jeszcze resztki ziemskiej atmosfery, co znaczy, że znajdujące się tam obiekty z czasem obniżają swoją wysokość i w końcu spalają się w atmosferze. Dużo większym problemem są obiekty pozostawione np. na orbicie o wysokości 1200 kilometrów. Jeżeli nie zadziała system automatycznego obniżania, zepsuty satelita zostanie tam tak długo, aż jakieś urządzenie go ściągnie.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg