Widzący niewidomi

Pytanie o to, jak realnie widzieliby świat niewidomi, którym nagle przywrócono by wzrok, jest ze swej natury nie tylko medyczne, ale i filozoficzne. I w zasadzie wciąż nie mamy na nie dobrej odpowiedzi.

W2014 roku wykonano operację, w czasie której wszczepiono do oka protezę Argus II. I choć zastępowała ona światłoczułe komórki siatkówki, nie uwolniła żadnego ze swych użytkowników od białej laski. Dlaczego?

Medycyna

Natura ludzkiego poznania – a jest ono dziedziną filozofii – nie jest trywialna. Jeśli niewidomy od urodzenia poznaje dotykiem różnice kształtów, takich jak kule i sześciany, to czy gdyby przywrócono mu wzrok, byłby w stanie rozpoznać te obiekty jedynie na nie patrząc, poprzez odniesienie do schematów uzyskanych dawniej dzięki dotykowi? Pierwsza operacja usunięcia katarakty dała odpowiedź medyczną na pytanie zwane do dziś w filozofii, psychologii i neurobiologii „problemem Molyneaux”. Okazało się, że bez specjalnych ćwiczeń osoba niewidoma od urodzenia nie jest zdolna dokonać natychmiastowej asocjacji pomiędzy tym, co „widziała” dotykiem, a tym, co widzi oczyma po operacji. Także małe dziecko, choć nie rodzi się ślepe, na początku nie rozpoznaje kolorów i widzi bez głębi (czyli dwuwymiarowo), jedynie w odległości do ok. 30 cm. Najpierw zatem, do ok. 3.–5. miesiąca życia, „widzi” niemal wyłącznie dotykiem.

Nie dziwi zatem, że zjawiskiem widzenia niewidomych zajął się filozof, Henry Taylor z Uniwersytetu w Birmingham. Co więcej, nie samo widzenie jest przedmiotem jego dociekań ani nawet nie realność bytów doświadczanych zmysłowo, ale świadomość. Czyli podstawowy stan psychiczny, w którym obserwujemy swoje wnętrze oraz środowisko zewnętrzne (rozpoznając, które jest które), aby reagować na zachodzące tam zmiany. Taylor wychodzi w swych rozważaniach od prawdziwego klinicznego przypadku człowieka, który utracił całkowicie wzrok w wyniku dwóch następujących po sobie udarów mózgu. W ramach przeprowadzonego z nim eksperymentu psychologicznego okazało się, że bez białej laski i użycia wzroku bezbłędnie przemieścił się po korytarzu wypełnionym specjalnymi przeszkodami. Widział je czy wyczuwał?

Ten mężczyzna cierpi na tzw. ślepy wzrok (blindsight), czyli rzadki przypadek zdolności do odpowiadania na stymulację wzrokową bez świadomej analizy tejże. To się zdarza w wyniku niektórych uszkodzeń mózgu (tzw. pierwszorzędowej kory wzrokowej). Ustalone eksperymentalnie uprzednio fakty nie pozostawiają wątpliwości, że ten człowiek widzi. Oczy otrzymują stymulację świetlną i przekazują informację do mózgu. Tam jednak informacja ta nie jest obrabiana, bo struktura, w której ta obróbka powinna mieć miejsce, jest mechanicznie uszkodzona. Co nie znaczy, że informacji tej nie analizują inne struktury mózgu, do których ona trafia. Pacjent, nie widząc (nie mając wrażeń wzrokowych), jest w stanie omijać przeszkody i wykonywać bezbłędnie podobne zadania. Co to oznacza? Że świadomość nie jest niezbędna, by widzieć. Jest niezbędna, by wiedzieć, że się widzi.

Filozofia

Przedziwność tej sytuacji wynika m.in. z prostego faktu, że nikt nam nie może „powiedzieć”, że jesteśmy czegoś świadomi. To my sami jesteśmy jedynym arbitrem w tej sprawie, bo świadomość jest absolutnie osobistym doświadczeniem. Osoby cierpiące na „ślepy wzrok” nie tylko twierdzą, że w korytarzu nie ma żadnych przeszkód (bo ich nie widzą), ale nawet, iż nie wierzą, że mogłyby się tam znajdować.

Rozważania Henry’ego Taylora idą właśnie w stronę wyznaczenia tych granic. Wszystko jednak zależy od tego, czy na podstawie przeprowadzonych eksperymentów przyjmiemy, że osoby wyposażone w „ślepy wzrok” są świadome swych wrażeń wzrokowych. Jeśli nie są (a tak zeznają), to oto mamy idealny model do badania świadomości jako takiej, jej funkcji fizjologicznej, psychicznej i ewolucyjnego znaczenia.

Jeśli natomiast przyjmiemy, że te osoby są jednak świadome swych wrażeń wzrokowych, tylko o tym z jakichś względów nie wiedzą, to pojawia się pytanie o granice świadomości i jej ponowne, realne zdefiniowanie. Oraz o rolę mózgu i poszczególnych jego obszarów dla powstawania świadomości. Może nasze normalne pojęcia, takie jak „percepcja”, „świadomość” i „widzenie”, mające za zadanie odpowiednio opisać i wyjaśnić, co się naprawdę w nas dzieje, są za mało zniuansowane i tak naprawdę zaciemniają problem, jakim dla medycyny jest „ślepy wzrok”, a nie go naświetlają?

Mózg, w przeciwieństwie do narządu zmysłu, który po prostu jest zbudowany z konkretnych receptorowych komórek zdolnych odbierać sygnał, może się mylić, tworząc obrazy. Pomyłka „na receptorze”, niczym brak odbioru sygnału przez antenę, wynikać może jedynie z jego uszkodzenia. Natomiast pomyłka mózgu – np. złudzenie – może być spowodowana wieloma czynnikami. To nie jest filozofowanie bez znaczenia. Od odpowiedzi na pytanie, czym w istocie jest świadomość i gdzie jest „ukryta” w mózgu, może zależeć przywracanie niewidomym wzroku. I tak oto okazuje się, że nauka ścisła, oparta na eksperymentach, dochodzi do granicy, której nie przekroczy bez refleksji natury filozoficznej. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg