Operacja z kosmosu

O robotach chirurgicznych najpierw myślało wojsko, potem ci, którzy planowali załogowe loty w kosmos. Wojskowym roboty przy szpitalnym łóżku nie są potrzebne, a na Marsa nie latamy. A roboty działają w szpitalach, także polskich.

Jak oddzielić chirurga od chorego? Na pozór to nieporozumienie, ale gdyby się głębiej zastanowić… Ileż to razy wybitny specjalista chirurg był w klinice, a chory, który potrzebował specjalistycznej operacji, leżał w szpitalu na prowincji. A gdyby tak wybudować urządzenie, które byłoby przedłużeniem rąk chirurga? Gdyby chirurg mógł zdalnie wykonywać operacje? To genialne rozwiązanie. Umożliwia dostęp do specjalistów nawet tym, którzy wymagają pomocy w niewielkich ośrodkach.

Precyzja

Na razie na roboty chirurgiczne stać niewiele klinik. Ale od czegoś trzeba zacząć. I dobrze, że ktoś zaczął, choć wstępne założenia okazały się nierealne. Roboty kierowane ręką chirurga nie sprawdzą się w czasie lotów kosmicznych. Opóźnienie wynikające ze skończonej (choć bardzo dużej) prędkości światła powoduje, że człowiek przebywający na Ziemi nie jest w stanie bezpiecznie zoperować pacjenta, który znajduje się w statku kosmicznym lecącym na Marsa. Nawet gdyby na pokładzie statku albo w bazie na powierzchni Marsa ktoś odpowiednio przygotował chorego, nawet gdyby umieścił w jego ciele laparoskopową kamerę i zestaw przyrządów, czas, jakiego potrzebowałby sygnał radiowy, żeby dotrzeć na Ziemię i z powrotem do urządzenia robotycznego, wynosi co najmniej kilka, a nawet ponad 20 minut. Nie ma żadnej szansy, by przeprowadzić operację, gdy z takim opóźnieniem widzi się efekty swoich działań. Ale dzisiaj nie po to budujemy roboty chirurgiczne.

Tworząc i udoskonalając jakąś technologię, dochodzimy czasami do wniosku, że wstępne założenia czy oczekiwania były błędne. Równie często znajdujemy zastosowanie tej technologii gdzie indziej. Roboty chirurgiczne znalazły zastosowanie w salach operacyjnych „zwykłych” szpitali. Bo są nieporównywalnie bardziej precyzyjne niż ręce chirurga. I są w stanie zoperować miejsca, do których bardzo trudno człowiekowi dotrzeć. Przede wszystkim zaś nie wymagają otwarcia pacjenta. Wystarczą niewielkie otwory, którymi wprowadzane są kamera i zestaw przyrządów. Obserwowaliśmy operację z użyciem robota chirurgicznego w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym w Białymstoku przeprowadzoną przez dr. Marcina Januszkiewicza.

Roboty chirurgiczne nie wyglądają jak „elektroniczny człowiek” stojący przy stole operacyjnym. Przypominają raczej pająka z kilkoma odnóżami, które są przedłużeniem ramion człowieka. Druga część zestawu to konsola, przy pomocy której lekarz steruje narzędziami znajdującymi się wewnątrz ciała. To właśnie te narzędzia umieszczone na końcu ramion robota wykonują operacje, a lekarz, manipulując sterownikami, determinuje ich ruchy. Są bardzo precyzyjne, mierzone czasem ułamkami milimetra. Między ruchem ręki lekarza a działaniem w ciele pacjenta jest filtr w postaci komputera, który może skalować ruchy ręki. Po stronie lekarza mogą one być wygodnie duże, a po stronie chirurgicznych narzędzi subtelne i precyzyjne. Te ruchy mogą podlegać ocenie i czasami mogą nie być wykonane. Dopóki lekarz wykonuje ruchy oceniane przez komputer jako poprawne – narzędzia chirurgiczne będą posłuszne jego poleceniom. Ale gdy wykona ruch nieostrożny, może on zostać wstrzymany bądź wytłumiony. Komputer sterujący robotem jest inteligentnym filtrem, pośrednikiem pomiędzy człowiekiem a maszyną. Roboty chirurgiczne nie są więc ani bezwolnymi narzędziami w ręku człowieka, ani urządzeniami autonomicznymi. Są czymś pośrednim.

Przyszłość

Dzięki robotom lekarz nie musi znajdować się w tym samym pomieszczeniu co operowany pacjent. Nie musi być także sterylny ani ubrany w specjalny fartuch i rękawiczki. Dłonie ma połączone z zaawansowanymi manipulatorami, dzięki którym jest w stanie wykonywać bardziej precyzyjne ruchy niż własnymi rękami. To, co dzieje się we wnętrzu ciała pacjenta, chirurg widzi dzięki dwóm kamerom. Trójwymiarowy obraz jest wyświetlany w urządzeniu, które przypomina gogle VR. Patrząc na chirurga, można odnieść wrażenie, że obserwujemy gracza, który przez zaawansowany komputer uczestniczy w rozgrywce.

Operacja zaczyna się od wprowadzenia do ciała pacjenta kamery wysokiej jakości. Ma ona własne źródło światła, więc obraz, jaki dostaje chirurg (widoczny również na dużych monitorach zainstalowanych w sali operacyjnej), jest doskonałej jakości. Następnie do ciała wprowadza się kolejne narzędzia potrzebne lekarzowi do przeprowadzenia operacji. I w końcu dokuje się robota, czyli podłącza do narzędzi wcześniej wprowadzonych do ciała. Od tego momentu chirurg zaczyna panować nad maszyną. Czas trwania operacji, wielkość zespołu wspomagającego są podobne jak w operacji przeprowadzonej w sposób klasyczny. Tylko precyzja jest dotąd niespotykana. A wraz z nią dużo mniejszy odsetek powikłań oraz nieporównywalnie krótszy okres powrotu do zdrowia.

W 2001 r. przeprowadzono operację usunięcia pęcherzyka żółciowego na odległość 6200 km. Pacjentka znajdowała się w Strasburgu, we Francji, a lekarz w Nowym Jorku. Opóźnienie sygnału wynosiło ponad jedną dziesiątą sekundy. Wycięcie pęcherzyka żółciowego nie jest zabiegiem wymagającym światowej klasy eksperta i zaawansowanego robota chirurgicznego, ale tamta próba pokazała, że operowanie na odległość jest możliwe. A to oznacza, że chirurg specjalista będzie mógł – nawet na dużą odległość – asystować lekarzowi, który ma mniejsze doświadczenie. Otwiera się też możliwość przeprowadzania zabiegów w trudnych warunkach.

Przyszłości nie da się przewidzieć, ale patrząc na rozwój technologii, można zaryzykować stwierdzenie, że urządzeń hybrydowych czy autonomicznych wokół łóżka chorego będzie coraz więcej. Już dzisiaj, odwiedzając oddział intensywnej opieki medycznej, można odnieść wrażenie, że jest się gościem na planie filmu science fiction, w którym człowiek – póki nie wyzdrowieje – jest monitorowany i podtrzymywany przez maszyny.

Na razie oprócz zaporowej ceny robotów chirurgicznych ich ograniczeniem jest – gdyby operacja miała się odbywać na znaczna odległość – opóźnienie sygnału pomiędzy chirurgiem a stołem operacyjnym. Ale z czasem niezawodne sieci światłowodowe ten problem ograniczą. Kilka tygodni temu w zabrzańskiej Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii widziałem manipulator, dzięki któremu chirurg czuje, jaka jest twardość i struktura obiektów, których dotykają narzędzia w ciele pacjenta. A to niejedyny kierunek rozwoju tej technologii. Nowe materiały, sterowanie robotami za pomocą głosu, inteligentne algorytmy wspomagające lekarzy, coraz mniejsze i coraz bardziej uniwersalne narzędzia, coraz lepsze kamery. Czy to spowoduje, że roboty chirurgiczne staną się codziennością? W niektórych szpitalach już są. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg