Co tam się dzieje?

W najbliższym kosmicznym sąsiedztwie dzieją się dziwne rzeczy. Rejestrujemy radiowe sygnały, które trudno wytłumaczyć, a zaraz obok właśnie odkryliśmy planetę, która może przypominać Ziemię. Być może lot w inne światy wcale nie jest tak nieosiągalny, jak nam się wydawało?

Niemal dwa lata temu jeden z dużych australijskich radioteleskopów (konkretnie radioteleskop Parkes (CSIRO) zarejestrował sygnał radiowy, którego źródło znajdowało się w układzie planetarnym najbliższej nam gwiazdy, czyli Proximy Centauri. Przez kilka miesięcy o sygnale było cicho, a sprawa ujrzała światło dzienne dopiero pod koniec zeszłego roku. Trudno tutaj jednak mówić o jakimś ukrywaniu, po prostu tego typu urządzenia badawcze dostarczają bardzo dużo danych, których analiza czasami trwa jeszcze wiele lat. Tak też było tym razem. Być może do dzisiaj o niczym byśmy nie wiedzieli, gdyby nie prywatna inicjatywa, jaką jest projekt Breakthrough Listen, którego celem jest przeglądanie istniejących już sygnałów i ich analiza w poszukiwaniu śladów pozaziemskich cywilizacji.

Niewiadoma

Na intrygujący sygnał z Proximy Centauri wpadł (zauważył go) stażysta pracujący w tym projekcie. O sygnale wiemy tyle, że pojawiał się w ciągu kilku dni, w pięciu trzydziestominutowych przedziałach. Wiemy, że był rejestrowany tylko wtedy, gdy antena była skierowana na Proximę Centauri. Wiemy też, że transmisja odbywała się na częstotliwościach mikrofalowych, które praktycznie nie są wykorzystywane przez ziemskie nadajniki. W skrócie mówiąc, sygnał prawie na pewno pochodzi z kosmosu, z okolic Proximy, i na razie nie da się go nijak wytłumaczyć. Sygnały, których źródłem jest jakiekolwiek naturalne zjawisko, prawie zawsze są rozmyte, tymczasem ten jest ostry jak brzytwa. Podczas obserwacji ta częstotliwość nieco rosła, a jedna z interpretacji mówi, że najpewniej obiekt, który był jego źródłem, poruszał się w naszym kierunku. Na tym etapie nie sposób stwierdzić z całą pewnością, co jest źródłem sygnału. Z jednej strony wiele wskazuje na to, że sygnał jest generowany sztucznie, że nie jest wynikiem naturalnych procesów mających miejsce w kosmosie. Z drugiej na liście różnych prawdopodobnych procesów zaawansowana technicznie cywilizacja jest na samym końcu. Może wyjściem byłoby wysłanie w kierunku Proximy odpowiedzi? Jeżeli ktokolwiek tam mieszka, sygnał zwrotny dostalibyśmy za mniej niż 10 lat. I chyba właśnie ten fakt stanowi najsilniejszy argument za tym, że… sygnał od obcych nie pochodzi. Proxima Centauri jest najbliższą nam (poza Słońcem) gwiazdą. Krążą wokół niej przynajmniej dwie planety, z których jedna ma masę tylko trochę większą od masy Ziemi. Co ważne, ta planeta jest w tzw. ekosferze, a wiec optymalnej dla funkcjonowania życia odległości od swojej gwiazdy. Ten układ planetarny znajduje się zaledwie 4,2 lata świetlne od Ziemi. To znaczy, że gdyby ktokolwiek tam mieszkał, z całą pewnością wielokrotnie rejestrowalibyśmy już sygnały radiowe pochodzące od tamtej cywilizacji. Z całą pewnością tamta ewentualna cywilizacja wiedziałaby także o nas. Przecież cały czas wysyłamy sygnały radiowe w kosmos. Robią to nie tylko naukowcy, ale także telewizje, stacje radiowe, systemy komunikacyjne czy wojsko. Ziemia jest ogromnym źródłem fal radiowych. Obca zaawansowana cywilizacja musiałaby te sygnały rejestrować. Czy to możliwe, że ktoś tam mieszka, że ktoś wie o tym, że my mieszkamy tutaj, i dotychczas, a konkretnie do maja 2019 roku (czyli do momentu wykrycia sygnałów przez australijski teleskop) maskował swoją aktywność?

Misja

Niezależnie od tego, czy na którejś z planet Proximy Centauri cokolwiek lub ktokolwiek mieszka, budowa międzygwiazdowej sondy byłaby dobrym posunięciem. Gdyby taka sonda osiągnęła wartość kilku, kilkunastu procent prędkości, z jaką porusza się światło, dotarłaby do opisywanego układu planetarnego w ciągu kilkudziesięciu lat. To oczywiście bardzo długo, ale nie na tyle, by nie spróbować. W końcu gdy mówimy o misjach na inne planety, zwykle szybko ucinamy rozmowę, zasłaniając się właśnie zbyt dużą odległością. Kilkadziesiąt lat to jednak okres wyobrażalny, bo dający szansę na to, by podczas jednego pokolenia wysłać sondę i otrzymać od niej sygnał zwrotny, gdy doleci na miejsce. A to samo w sobie powoduje, że badanie takie przestaje być abstrakcyjne. Dla porównania pewne misje, które wysyłamy w kosmos, by badały planety naszego własnego układu, tworzy się nawet kilkanaście lat.

Te rozważania można przerwać, twierdząc, że zarejestrowany sygnał pochodzi jednak od nas bądź jest wynikiem jakiegoś naturalnego procesu (choć na razie nie wiadomo jakiego), ale nawet wtedy (a może szczególnie wtedy) warto dobrze go przeanalizować. W przyszłości pozwoli to uniknąć błędów interpretacyjnych.

Gdyby jednak – mimo wszystko – wybudować odpowiednią sondę i wysłać ją w tę daleką podróż, może warto byłoby dać jej za zadanie nasłuchiwanie nie tylko tego, co dzieje się w układzie Proxima Centauri, ale także w sąsiednim układzie Alfa Centauri. Obydwa układy planetarne znajdują się w gwiazdozbiorze Centaura i są od siebie oddalone o około 0,2 roku świetlnego. Alfa Centauri to układ podwójny gwiazd, które krążą wokół tzw. wspólnego środka masy. Wokół tych gwiazd, jak się okazało, krąży jakiś obiekt. Na razie za wcześnie, by twierdzić, że jest to planeta, ale na tym etapie nie można tego wykluczyć. Tym razem odkrycia dokonał Very LargeTelescope (VLT), który znajduje się w Chile. Obiekt jest w ekosferze swojej gwiazdy, a więc utrzymanie na nim życia (jeżeli spełnione byłyby inne warunki) byłoby możliwe. Ale żeby mieć pewność, czy rzeczywiście się tam znajduje, potrzeba jeszcze wielu badań… •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg