Druga fala COVID-19 w bogatych krajach mniej śmiertelna

To między innymi efekt dostępu do opieki zdrowotnej.

W zamożniejszych krajach Europy Zachodniej i bogatszych, północno-wschodnich stanach USA śmiertelność podczas drugiej fali zakażeń COVID-19 była niższa, niż w czasie pierwszej fali - wynika z analiz matematycznych. Wśród przyczyn naukowcy wskazują m.in. czynniki demograficzne, a w Europie - powszechność opieki zdrowotnej. Jedynymi wyjątkami od tej tendencji były Szwecja oraz Niemcy.

Autorami analizy matematycznej są naukowcy z University of Sydney (Australia) i Tsinghua University (Chiny). Ich artykuł ukazał się w piśmie "Chaos" (https://arxiv.org/abs/2012.13197).

Jak piszą autorzy, mimo ogromnych rozmiarów drugiej fali pandemii COVID-19, która nawiedziła Europę, śmiertelność w tym okresie była znacznie niższa, niż podczas pierwszej fali. Ich zdaniem może to wynikać z kilku faktów: niedoszacowania liczby przypadków zachorowań w czasie pierwszej fali, tego, że zgony w pierwszej fali w nieproporcjonalny sposób dotknęły osoby starsze oraz tego, iż w czasie drugiej fali infekcja dotykała głównie młodsze osoby.

Niższe wskaźniki śmiertelności dotyczyły jedynie - z pewnymi wyjątkami - krajów o powszechnie dostępnej opiece zdrowotnej. "Możliwe, że bardziej społeczne i sprawiedliwe systemy opieki zdrowotnej w bogatych europejskich krajach posłużyły populacjom swoich mieszkańców lepiej, niż w Stanach Zjednoczonych, przekładając się na większą redukcję śmiertelności, niż nawet w północno-wschodnich stanach USA" - podsumowują naukowcy.

Wskaźnik śmiertelności podczas drugiej fali europejskiej epidemii okazał się znacznie mniej dotkliwy niż oczekiwano - przynajmniej, jeśli chodzi o stosunek zgłoszonych przypadków do liczby zgonów. Naukowcy postanowili sprawdzić, jak duży był ten spadek i jak różnił się w poszczególnych krajach.

"Okazało się, że na przykład na Białorusi współczynnik umieralności wzrósł podczas drugiej fali, a z kolei Ukraina i Mołdawia pod koniec listopada 2020 roku były nadal w pierwszej fali" - mówi dr Max Menzies z Uniwersytetu Tsinghua, jeden ze współautorów publikacji.

Jak dodaje, wyliczenia jego zespołu pokazały, że bardzo różni się to od Holandii, Belgii, Francji i innych bogatych państw, w których wskaźnik śmiertelności między pierwszą a dugą falą zmniejszył się wręcz drastycznie.

Trochę mniej wyraźnie różnice odnotowano w Stanach Zjednoczonych. Jednak w niektórych regionach, takich jak Nowy Jork, New Jersey i Connecticut, które zostały szczególnie mocno dotknięte podczas pierwszej fali, śmiertelność w drugiej fali także spadła, podobnie jak to miało miejsce w wielu krajach Europy Zachodniej.

Korzystając z zaawansowanych modeli matematycznych badacze każdemu krajowi w Europie i każdemu stanowi w USA przypisali współczynnik śmiertelności; osobny dla pierwszej i drugiej fali. Okazało się, że w Europie tylko Białoruś - ze wskaźnikiem na poziomie 0,72 - odnotowała wartość poniżej 1, co oznacza, że śmiertelność w tym kraju wzrosła. W Stanach Zjednoczonych tylko dwa stany - Arkansas (0,69) i Tennessee (0,88) - także spadły poniżej 1,0, co świadczy o wzroście umieralności. Natomiast państwa, które odnotowały ponad dziesięciokrotny spadek śmiertelności to: Belgia (11,25), Dania (14,28), Francja (13,67) i Holandia (16,17).

"Nasza praca uwidoczniła gwałtowne spadki śmiertelności w odniesieniu do zgłoszonych przypadków COVID-19 w czasie drugiej fali pandemii - tłumaczy dr Menzies. - Jednak problemem jest, zresztą jak we wszystkich badaniach, to, że nie mamy pewności, jaka była prawdziwa liczba przypadków we wczesnej pierwszej fali pandemii. Możemy nigdy się tego nie dowiedzieć, choć zakładamy, że przyszłe badania i analizy spróbują to doprecyzować".

Katarzyna Czechowicz

«« | « | 1 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama