Pod okiem specjalistów

Badania kliniczne amantadyny wreszcie ruszyły. Czy doczekamy się skutecznego leku przeciw COVID-19?

We wszystkich ośrodkach zaczęto już podawać lek i placebo ochotnikom – mówi dr Radosław Sierpiński, prezes Agencji Badań Medycznych. – Każdy dzień będzie przynosił kolejnych kilkudziesięciu pacjentów poddanych badaniom, a więc w ciągu 2, 3 tygodni będziemy mogli zaprezentować wstępne wyniki badań. Czekamy z niecierpliwością, czy amantadyna okaże się skuteczna, czy będzie kolejną ślepą uliczką, których w tej pandemii mieliśmy już kilka.

Podwójna ślepota

O amantadynie jest głośno od wielu miesięcy. Według zwolenników lek hamuje rozwój wirusa SARS-CoV-2 i w krótkim czasie leczy COVID-19. Przeciwnicy, w tym kilku członków Rady Medycznej przy premierze, wykpiwają leczenie tym środkiem. Jak mówi dr Sierpiński, równolegle prowadzone są dwa badania. W Lublinie zajmuje się nimi zespół kierowany przez neurologa prof. Konrada Rejdaka z tamtejszego Uniwersytetu Medycznego. Pracami w Górnośląskim Centrum Medycznym w Katowicach-Ochojcu kieruje z kolei prof. Adam Barczyk, pulmonolog i alergolog. Każdemu z ośrodków podlegają inne grupy pacjentów, dlatego, jak tłumaczy prezes ABM, w badaniach bierze udział łącznie kilkanaście szpitali w całej Polsce, a obserwowanych będzie niemal tysiąc pacjentów. Ochotnicy to osoby, u których zdiagnozowano już COVID-19. Grupa lubelska zajmie się tymi, którzy zakazili się niedawno i u których objawy jeszcze się zbytnio nie rozwinęły. Lekarze prof. Barczyka będą przyglądać się chorym w gorszym stanie. Każdy z badanych dostaje pigułki, ale połowa chorych przyjmuje amantadynę, a połowa placebo. Autorzy eksperymentu stosują zasadę podwójnej ślepej próby. Oznacza to, że ani lekarz, ani pacjent nie wiedzą, czy mają do czynienia z lekiem, czy z fałszywką. To okaże się dopiero po zakończeniu terapii. Dzięki temu będzie można ocenić, czy osoby dostające lek rzeczywiście czują się lepiej niż ci, którzy go nie otrzymywali. Ocenianych będzie kilka czynników.

– Możemy sobie wyobrazić, że lek zmniejszy śmiertelność, że dzięki niemu hospitalizacja będzie krótsza albo że chorzy w ogóle nie będą trafiać do szpitala, jeśli na wczesnym etapie przyjmą amantadynę. Zatem punktów, które będziemy obserwować, jest co najmniej kilka. Oczywiście może być i tak, że sprawdzi się tylko jedna z tych rzeczy albo że lek w ogóle nie spełni pokładanych w nim nadziei – podkreśla Radosław Sierpiński. I dodaje, że trudno w tej chwili wskazywać, jaki konkretnie wynik oznaczałby, że amantadyna może być powszechnie stosowana przeciw SARS-CoV-2.

Stary patent

Amantadyna jest pochodną węglowodoru zwanego adamantanem. W medycynie wykorzystuje się ją od 1966 r. w postaci chlorowodorku lub siarczanu amantadyny. Początkowo preparaty zawierające tę substancję stosowano w terapii grypy azjatyckiej, a później grypy typu A. W latach 70. zaczęto podawać je w celu łagodzenia objawów choroby Parkinsona. W większości zachodnich krajów sprzedawana jest na receptę. Jak dowiadujemy się z ulotki, leku nie powinny zażywać kobiety w ciąży oraz osoby mające problemy z sercem lub zaburzenia psychiczne. Zaawansowany wiek sam w sobie nie jest przeciwwskazaniem i znaczny odsetek osób przyjmujących amantadynę z powodu zaburzeń parkinsonowskich to seniorzy. W Polsce można dostać 2 leki zawierające amantadynę: viregyt produkowany przez francuską firmę Egis i amantix niemieckiej Merx Pharmaceuticals. Cena wynosi od niecałych 20 zł do 90 zł za opakowanie. W związku z tym, że patent w farmacji jest ważny przez 20 lub 25 lat, lekarstwo opracowane ponad pół wieku temu może dziś wytwarzać wielu producentów. Niewielkie jest więc ryzyko dużego podbicia ceny przez kogoś, kto zmonopolizuje rynek, choć można się spodziewać, że jeśli amantadyna zostanie oficjalnie zalecona, trzeba będzie zapłacić za nią więcej niż teraz.

Nadzieje na to, że amantadyna mogłaby pomagać chorym na COVID-19, pojawiły się już na początku epidemii. – Jako neurolog przepisuję ten lek od wielu lat – mówi „Gościowi” prof. Konrad Rejdak. – Ważnym aspektem COVID-19 są zaburzenia układu nerwowego, który jest obiektem inwazji wirusa. Stąd moje zainteresowanie kwestią, czy lek, który wchłania się do ośrodkowego układu nerwowego, wpływa na układ nerwowy i pobudza go, ale też ma działanie przeciwzapalne i słabe przeciwwirusowe, mógłby być użyteczny.

Profesor Rejdak opisał przypadek swoich 22 pacjentów, którzy przyjmowali amantadynę z powodu problemów neurologicznych i którzy zarazili się koronawirusem. U żadnej z tych osób infekcja nie rozwinęła się. Już w kwietniu 2020 r. Konrad Rejdak złożył w ABM wniosek o grant badawczy. Nadzorowana przez ministra zdrowia instytucja odmówiła. Według neurologa jako powód odmowy podano to, że epidemia SARS-CoV-2 już się kończy.

Guma do żucia?

Jako promotor leczenia amantadyną zasłynął dr Włodzimierz Bodnar, pulmonolog z Przemyśla. W internecie łatwo znaleźć opracowany przez niego schemat leczenia COVID-19. Jest on wykorzystywany przez ośrodek katowicki podczas obecnych badań. Zdaniem dr. Bodnara fakt, że w końcu zaczęły się eksperymenty, to sukces. – Pierwsze artykuły dotyczące amantadyny pisałem jeszcze w październiku zeszłego roku – podkreśla. – Na świecie wiele leków dopuszczono bez dodatkowych badań, na zasadzie obserwacji. Amantadyną leczy się wiele osób i nie ma doniesień, żeby komuś zaszkodziła. Są najwyżej sytuacje, kiedy nie pomogła.

Jesienna fala zachorowań sprawiła, że po lek zaczęło sięgać coraz więcej osób, nieraz bez konsultacji z lekarzem. Wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł mówił publicznie, że ją zażywał, i twierdził, że zadziałała. Skuteczność amantadyny chwalił także były piłkarz Grzegorz Lato. Tymczasem stosowanie leku krytykowali członkowie Rady Medycznej przy premierze. – Wstyd, że urzędnik mówi takie głupstwa publicznie – mówił prof. Krzysztof Simon o ministrze Warchole. – Równie dobrze mogę powiedzieć, że żułem gumę i choroba u mnie nie wystąpiła albo przeszedłem ją łagodnie – kpił z kolei w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” prof. Robert Flisiak. W grudniu minister zdrowia wprowadził regulacje, które w praktyce uniemożliwiały sprzedawanie amantadyny osobom chorym na COVID-19. Zniesiono je po kilku tygodniach. Na Włodzimierza Bodnara złożono donos do prokuratury (z powodu błędów formalnych) i do Izby Lekarskiej, ale Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej nie wszczął sprawy.

Skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą

Rozmawialiśmy z kilkoma osobami, u których zdiagnozowano covid i które na własną rękę przyjmowały lek. Mężczyzna przed 60. rokiem życia, który przebieg choroby ocenia jako ciężki, miał się poczuć lepiej po ok. 15 godzinach od rozpoczęcia terapii. Jego rówieśnik nie zauważył żadnej poprawy po zażyciu amantadyny. 27-latek wyzdrowiał w ciągu kilku dni, ale od początku miał bardzo łagodne objawy. 50-letnia kobieta przez tydzień nie mogła zbić 39-stopniowej gorączki, a po przyjęciu tabletek temperatura chorej spadła do 37 stopni.

Prezes Agencji Badań Medycznych nie ukrywa, że na decyzję o rozpoczęciu eksperymentu wpłynęło medialne zamieszanie, a także to, że pacjenci zażywali amantadynę bez konsultacji lekarskich. – Jesteśmy instytucją naukową, mającą pokazywać, czy leki działają, czy nie. Na świecie nie prowadzi się zbyt wielu badań amantadyny i nie ma jednoznacznych przesłanek, że ten lek działa. Pojawiają się pojedyncze prace naukowe – i takie, które mówią o jej skuteczności, i takie, które skuteczność kwestionują – tłumaczy Radosław Sierpiński.

Agencja w całości finansuje eksperymenty. Jak dowiadujemy się w ABM, łączny koszt wyniesie ponad 12 mln zł. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg