Inteligencja pod napięciem

Do 2020 roku 80 proc. liczników prądu zainstalowanych w polskich domach ma być wymienionych na nowoczesne urządzenia cyfrowe. Mają mierzyć niemal wszystko. Tylko czy to jest potrzebne i bezpieczne? I kto za to zapłaci?

Najłatwiej odpowiedzieć na to ostatnie pytanie. Pani zapłaci, pan zapłaci i ja zapłacę. To w największym skrócie. W skali kraju koszt wymiany liczników tradycyjnych (tych dzisiaj działających) na inteligentne może wynieść około 8 mld zł. Jedno urządzenie kosztuje kilkaset złotych. Teoretycznie koszt wymiany licznika jest po stronie dostawcy prądu, w praktyce niewielu jest tak naiwnych, by wierzyć, że dystrybutorzy rzeczywiście wyciągną z kieszeni 8 mld zł. Tym bardziej że ich zyski w wyniku zainstalowania liczników spadną. Zapewne więc pokryją sobie stratę podwyższeniem np. abonamentu albo wprowadzeniem dodatkowej opłaty. Niewątpliwie ręce zacierają producenci takich liczników. Rzadko zdarza się, by jedną ustawą pozwolić zarobić spore pieniądze konkretnemu przedsiębiorcy.

Pomysł z Brukseli rodem

Na czym polega inteligencja nowych liczników? Zanim o tym, warto wspomnieć, że pomysł na wymianę nie pochodzi z Warszawy, tylko z... tak, tak, zgadza się, z Brukseli. Choć Unia nie może takiej operacji nakazać, sugeruje, przekonuje i zachęca. No więc wymiana ruszyła i nad Wisłą. Inteligencja nowych liczników polega na tym, że potrafią rejestrować zużycie prądu i w czasie rzeczywistym przesyłać te informacje do zakładu energetycznego. To oznacza oszczędności, bo zakład energetyczny nie musi nikogo wysyłać od odczytów stanu licznika. Dla zakładu to także wygoda pod innym względem. W każdym momencie, wpisaniem jednej komendy w odpowiednim programie, będzie mógł odciąć prąd kłopotliwemu (niepłacącemu) klientowi. Ponadto nowa infrastruktura znacząco ułatwi wykrywanie i usuwanie awarii. Są i zyski dla klientów. Procedura zmiany dostawcy prądu ma być mocno ułatwiona i skrócona. Największy zysk ma polegać jednak na oszczędnościach. W krajach, w których – tak jak ma być w Polsce – liczniki zmieniano w stosunkowo krótkim czasie, rejestrowano spory spadek poboru mocy. Średnio zużycie prądu spada o 5 proc., choć były i takie kraje, w których spadało o 10 proc. To z kolei strata dla sprzedawców prądu, za to zysk dla środowiska naturalnego i gospodarki.

To ostatnie szczególnie ważne jest w Polsce. Nad Wisłą chronicznie brakuje prądu. Kilkuprocentowe oszczędności to niby mało, ale zawsze coś. Oszczędność prądu to także oszczędność środowiska. Szczególnie w polskich warunkach, gdzie prawie cała energia elektryczna produkowana jest przez spalanie węgla. A to wiąże się z emisją tlenków siarki i tlenków azotu.

A tymczasem...

Z powyższego opisu wynika, że z wymiany tradycyjnych liczników na inteligentne, za wyjątkiem samych dystrybutorów, powinni być zadowoleni wszyscy. A tymczasem... wspomniane oszczędności nie wynikają z tego, że nowy licznik będzie liczył korzystniej, tylko z tego, że użytkownicy będą zużywali mniej prądu. A to dlatego, że nowe urządzenia będą podawały nie tylko, ile prądu zużywa w danym momencie dom czy mieszkanie (to pokazują także zwykłe liczniki), tylko który sprzęt jest najbardziej energochłonny. Innymi słowy, licznik może uświadomić odbiorcy, na co (energetycznie) wydaje najwięcej pieniędzy. A to mobilizuje np. do wymiany starej lodówki na nową albo do zapełniania pralki, a nie robienia dwóch prań z bębnem wyładowanym do połowy. Ta sytuacja nieco przypomina tę, w której kierowca instaluje w swoim samochodzie komputer wskazujący aktualne zużycie paliwa.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama