Nie wiemy, co jemy

O jedzeniu, które choć ładne i tanie, wcale nie musi być zdrowe z dr. hab. Bogdanem Doleżychem z Katedry Fizjologii Zwierząt i Ekotoksykologii na Wydziale Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Śląskiego rozmawia Tomasz Rożek.

Tomasz Rożek: Wiemy, co jemy?

Dr hab. Bogdan Doleżych: Zazwyczaj nie. Przeciętny człowiek nie interesuje się chemicznym składem żywności, mimo że są to dane powszechnie dostępne, np. na stronie internetowej Instytutu Żywności i Żywienia.

Najwięcej emocji wzbudza chyba to, co dodaje się do mięsa.

No tak. W mięsie powinno być mięso, ale gdyby rzeczywiście tak było, to u rzeźnika musielibyśmy płacić trzy razy więcej, niż teraz płacimy. W przeważającej większości przypadków mamy raczej do czynienia z produktami mięsopodobnymi.

Co jest głównym dodatkiem do mięs i wędlin?

Woda. Zawsze w mięsie najwięcej było wody. Natomiast w tej chwili do mięsa oprócz tej wody, która tam znajduje się z powodów naturalnych, za pomocą zabiegów technologicznych udaje się tej wody wtłoczyć znacznie więcej.

Jak to się dzieje, że woda z mięsa nie wypłynie?

Woda w mięsie jest wiązana za pomocą związków chemicznych, głównie fosforanów i pektyn. I to właśnie z tego powodu w kilogramie mięsa mięsa jest znacznie mniej niż kilogram, a inne zabiegi technologiczne powodują, że nadal dobrze wygląda i nawet smakuje.

Mięso może się chyba obejść bez mięsa. W parówkach jest go najwyżej kilkanaście procent.

To oczywiste. Proszę poczytać metki, tam nikt nikogo nie okłamuje. W samej parówce jest głównie tłuszcz (ponad 30 proc.) i woda. Mięsa z białkiem zwierzęcym jest ok. 10 proc. Do części parówek w miejsce białek zwierzęcych dodaje się roślinne, bo są tańsze. Można więc sobie wyobrazić parówkę, w której mięsa nie będzie wcale albo będą go tam ilości śladowe. Nie oczekujmy, że w tanim jedzeniu będą jakiekolwiek wyrafinowane substancje.

W przypadku których produktów nasze wyobrażenia o tym, co jemy, najbardziej odbiegają od tego, co rzeczywiście ląduje na naszym talerzu?

Wydaje mi się, że będą to tzw. produkty wygodne. Większość z nas chce kupić tanio, ładnie, smacznie i jeszcze się przy tym nie napracować. No, tak się nie da. Żywność wygodna, żeby taka była, musi zostać odpowiednio zrobiona. I to właśnie po to, by konsument był zadowolony, dodaje się do żywności wiele różnych substancji. Chcę jednak od razu dodać, że w legalnie rozprowadzanej żywności nie może być substancji, które mają bezpośrednie działanie trujące. U nas kilka miesięcy temu głośna była sprawa z użyciem w przemyśle spożywczym soli przemysłowej, ale to był proceder przestępczy. W Chinach zamiast białka do mleka w proszku dodawano melaminę, która dla małego dziecka jest silnie trująca. Ale to także było nielegalne. Zresztą za to były tam kary śmierci.

Może to, co dodaje się do żywności, nie zabija natychmiast, ale podtruwa nas latami?

Tak, to jest możliwe. Wiele dodatków do żywności ma wyznaczone górne progi spożycia. Przy normalnej diecie trudno je przekroczyć, ale jeżeli ktoś źle się odżywia, może mieć np. nadmiar benzoesanów, które są powszechnie stosowane jako środek konserwujący, np. w przetworach pomidorowych. Najbardziej ryzykownym składnikiem żywności są jednak barwniki. Wielu z nich można by w ogóle nie dodawać, bo one nie służą ani większej trwałości, ani polepszeniu smaku, tylko wyższej sprzedaży. Barwniki mają niewielkie progi bezpieczeństwa, a wiele jest nawet potencjalnie niebezpiecznych. Ale my lubimy, jak jedzenie dobrze wygląda.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg