Cicha wojna kolorowych kapeluszy

Hakerzy odkrywają nie tylko dyplomatyczne tajemnice…

W czwartek 25 lipca po południu policja z San Francisco w Stanach Zjednoczonych odkryła martwe ciało 35-letniego Nowozelandczyka Barnaby’ego Jacka, w jego zapełnionym komputerami mieszkaniu. Nikt na razie nie wie, dlaczego umarł. Wyniki sekcji zwłok mają być znane dopiero za miesiąc, jednak śledczy wykluczyli morderstwo. Śmierć znanego hakera, czyli osoby, która potrafi skutecznie złamać zabezpieczenia oprogramowania urządzeń informatycznych, zawsze podnosi temperaturę internetowych dyskusji. Czy można wykluczyć morderstwo człowieka, który właśnie udowodnił, że da się kogoś dyskretnie zabić, naciskając przycisk telefonu komórkowego lub klawisz klawiatury? Barnaby Jack należał do ścisłej światowej elity geniuszy komputerowych, których działalność wydaje się wyjęta z kart powieści szpiegowskiej albo sensacyjnego serialu telewizyjnego.

Jak w telewizyjnym serialu

To zresztą serial zainspirował go do ostatnich odkryć. Wielokrotnie nagradzany Homeland opowiada o kulisach działalności amerykańskich służb specjalnych w Iraku i Stanach Zjednoczonych. Jest tam scena, w której ginie wysoko postawiony polityk z rozrusznikiem serca – główny bohater, podwójny agent, zdalnie (na odległość) wyłączył to urządzenie. To fantazja scenarzysty czy realna możliwość techniczna?

1 sierpnia Barnaby Jack miał wystąpić na konferencji hakerów w Las Vegas, by zademonstrować, że bez większych problemów da się wyłączyć rozrusznik serca z odległości 10 metrów. Miliony ludzi na świecie (w Polsce ponad 100 tys.) żyją z wszczepionymi rozrusznikami lub defibrylatorami serca, urządzeniami mniejszymi dziś od pudełka zapałek, które wspomagają najważniejszy ludzki mięsień. Nikt z organizatorów konferencji nie wątpił, że Jack nie żartuje. W 2010 r. pokazał on w Las Vegas coś, co zadziwiło najwytrawniejszych znawców: dwiema różnymi metodami zamienił bankomaty w wygrywające automaty z kasyna, co nazwał „jackpottingiem”, po trosze od swego nazwiska i słowa jackpot („wielka wygrana”). Podchodząc do bankomatu lub nawet z odległości sprawiał, że dosłownie wypluwały one całą swoją pieniężną zawartość… bez obciążania czyjegokolwiek konta – potencjalnie tracił jedynie bank. Wcześniej kupił dwa bankomaty i przez dwa lata uporczywie je studiował. Po pamiętnej scenie w Homeland zainteresował się urządzeniami medycznymi. Na początek wykazał, że z odległości do 100 m da się tak przeprogramować czyjąś pompę insulinową, że wstrzyknie śmiertelną dawkę leku. 1 sierpnia miał zademonstrować nie tylko „prosty” sposób na zatrzymanie rozrusznika serca, ale i zmuszenie osobistego defibrylatora do wyładowania 830 woltów, co oczywiście prowadzi nie do wyrównania rytmu serca, lecz śmierci pacjenta.

Białe i czarne kapelusze

Barnaby Jack nie okradał banków ani nie zabijał ludzi. Należał do społeczności hakerskiej „white hat” („białych kapeluszy”), tj. tych informatyków, którzy łamią systemowe zapory bezpieczeństwa, by wykazać słabość serwisów i sieci informatycznych lub urządzeń nie dla zysku, czy ze szczególnie złych zamiarów, ale by zmusić producentów do lepszych, wiarygodnych zabezpieczeń. „Białe kapelusze” pojmują swoją nieco anarchistyczną działalność jako rodzaj służby użytecznej społecznie. Ostrzegają przed niebezpieczeństwami, które mogą czyhać na każdego, kto korzysta z ogólnie dostępnych programów komputerowych i urządzeń. „Białe kapelusze” różnią się od „czarnych” decyzją, jaką podejmują po osiągnięciu tego, co w informatycznym żargonie nazywa się zero day (dzień zero), to jest stanu, gdy znaleźli nieznany dotąd sposób na włamanie się do jakiegoś systemu. Hakerzy „czarne kapelusze” zachowają te informacje dla siebie najdłużej jak się da, by je wykorzystać, natomiast „białe” natychmiast publikują całą procedurę zero day, by przestrzec producentów i użytkowników przed dziurawym oprogramowaniem. Oczywiście ten podział nie jest pełny – są jeszcze hakerzy „szare kapelusze”, którzy ostrzegają producentów, ale rzadko ujawniają kody źródłowe pozwalające wykorzystać niedostatki zaatakowanego systemu. Barnaby Jack był genialnym „białym kapeluszem”, podobnie jak 26-letni Aaron Swartz, który zginął tragicznie pół roku temu, również we własnym mieszkaniu, w Nowym Jorku. Według policji, przyczyną jego śmierci było samobójstwo, prawdopodobnie z powodu depresji wywołanej perspektywą procesu sądowego. Swartzowi groziło nawet 35-letnie więzienie i grzywna w wysokości miliona dolarów za włamanie do bazy danych najbardziej prestiżowej amerykańskiej politechniki MIT (Massachusetts Institute of Technology) z publikacjami naukowymi z wielu lat. Swartz był „haktywistą”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.