Jak w ulu

Potrafią zmumifikować mysz, całkiem nieźle tańczą, zadziwiają farmaceutów. Co pszczoły mają wspólnego z liturgią i bezdomnymi. Warto posłuchać, o czym brzęczą te przedziwne owady…

Stanąć na polanie wśród ponad 140 uli – niezapomniane wrażenie. Pszczoły są po prostu wszędzie. Jeśli na jeden kilogram tych owadów przypada do 10 tys. sztuk, to 140 uli (5 kg każdy) mieści ich nawet 7 milionów. Ich mimo wszystko przyjazne brzęczenie tworzy niezwykłą symfonię. Jakby się było na koncercie, na którym jednocześnie występuje kilka milionów skrzypków, albo wewnątrz ogromnych organów, w których każdy ul to osobna piszczałka.

– Teraz to jeszcze nic, bo część pszczół jest w pracy na polach. Kiedy wieczorem wrócą do uli, wydaje się, jakby na łące wylądował helikopter – śmieje się Zbigniew Płotka z Brusna k. Połczyna-Zdroju, który pszczelarstwem zajmuje się od ponad 20 lat. Mimo że jest to naprawdę ciężka praca, przyznaje: – Człowiek się namęczy, ale psychicznie odpocznie. Lubię ten dźwięk. W mieście też ciągle słychać jakiś hałas, ale ten hałas tutaj jest inny. Uspokaja mnie.

Cudowna wymiana

Ul to niezwykłe i bardzo obiecujące miejsce. Nieprzypadkowo Biblia, opisując Ziemię Obiecaną, mówi o krainie mlekiem i miodem płynącej. Jednak w ulu można znaleźć nie tylko miód. Ta niewielka drewniana skrzynka to prawdziwy koncern farmaceutyczny – z tą różnicą, że jej produkty są całkowicie naturalne. Taka np. pierzga, czyli pyłek kwiatowy wzbogacony pszczelimi enzymami, to prawdziwa witaminowa bomba.

– W zeszłym roku kupowałem słoiki właśnie na pierzgę. W kolejce stała za mną pani, jak się okazało – farmaceutka. Gdy usłyszała, że mam pierzgę, powiedziała: „Biorę wszystko”. Ona dobrze wiedziała, że to coś naprawdę cennego – opowiada pan Zbigniew. – Dla pszczół my jesteśmy jednak rabusiami – przyznaje pszczelarz z Brusna.

Faktycznie, Maja i Gucio potrafią nieraz porządnie się wściec. Wtedy, zamiast koncernem farmaceutycznym, ul staje się np. piramidą z czasów faraonów. I tam można bowiem znaleźć mumię... np. mysią. Dla pszczelarzy to nic dziwnego. Wiedzą doskonale, że mysz czasami może dostać się do ula w poszukiwaniu schronienia i słodkości. Gdy zrobi to zimą, pół biedy. Jednak wiosną czy latem niezadowolone z wizyty owady zażądlą intruza na śmierć. Nie są w stanie wynieść o wiele większego od nich gryzonia na zewnątrz, a zatem oblepiają go propolisem, czyli pszczelim kitem, co sprawia, że po jakimś czasie z martwej myszy tworzy się prawdziwa mumia. Dlatego pszczelarstwo to sztuka, szlachetne zajęcie, nie dla pazernych myszy, które wchodzą do ula bez pukania.

– Za to, co od nich bierzemy, musimy im też coś dać – mówi pan Zbigniew. Nie chodzi mu tylko o cukier, którym pszczoły trzeba dokarmić zimą, skoro zabrało im się cały miód. Chodzi o szacunek do stworzenia, który przejawia się tym, że człowiek, owszem, czyni je sobie poddane, ale poznaje, jak wymyślił je Stwórca. – Zatrzymałem kiedyś na drodze człowieka z opryskiwaczem. Zapytałem go, czy zdaje sobie sprawę z tego, co robi. Śmiał się ze mnie. Nie rozumiał, że pryskając w ciągu dnia, truje wszelkie owady, które zapylają, a to wpływa na to, jakie będzie miał plony. Wystarczy oprysk zrobić wieczorem, kiedy zapylacze kończą pracę – wyjaśnia pan Zbigniew, dziwiąc się ludziom, którzy nieraz nie potrafią być mądrzejsi od myszy.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg

Reklama

Reklama