Jedzenie w 4D

Anoreksja, bulimia, zaburzenia w odżywianiu – to wołanie o pomoc. I prośba ciała, by zaopiekować się duszą.

Marta Pawłowska jest uśmiechniętą, zadbaną, zadowoloną z życia kobietą. Od lat pomaga całym rodzinom, ale też osobom samotnym, zadbać o dobre, zdrowe żywienie. I podpowiada, jak zwalczyć niepotrzebny tłuszczyk. Jednak nie o samo odchudzanie tu chodzi. Pani Marta wie to najlepiej. – Od dzieciństwa byłam „pulchna” – tak o mnie mówiono. Dziś nie pozwalam, by w ten sposób opisywać dzieci, bo powoduje to ogromne kompleksy i problemy, które przenoszą się w dorosłe życie i skutecznie je utrudniają – opowiada. – Wydawało mi się, że gdy schudnę, będę idealna, a moje życie będzie wspaniałe. To normalne dla wielu osób, które mają problemy z wagą. Schudłam po studiach. Ale moje życie wcale nie stało się idealne.

Życie idealne nie było, tymczasem waga znów podskoczyła. I zaczęła się huśtawka: chudnięcie, tycie, chudnięcie, tycie, potem znów chudnięcie… – W końcu czułam, że w tym odchudzaniu i szczupłym wyglądzie, chęci bycia „idealną” chodzi chyba o coś zupełnie innego. Bynajmniej nie o jedzenie.

Jednocześnie pani Marta prowadziła świetnie prosperującą firmę. Na tym polu układało jej się idealnie. Do czasu.

Zmiany

– Przyszedł zakręt życiowy: osobisty i zawodowy. Znów „wpadłam w jedzenie” i po raz kolejny doświadczyłam, że to moje jedzenie wcale nie jest związane z głodem...

Pani Marta, jak mówi, przez dwadzieścia lat była poza Kościołem. Życiowy zakręt spowodował, że zaczęła wracać. Etapami. – Wiedziałam już, że muszę uporządkować swoje życie. I wcale nie chodziło o schudnięcie. Wtedy też trafiłam przypadkiem na rekolekcje ignacjańskie – opowiada.

W wielkiej sali była spora biblioteka. Było ciemno. – A ja bez okularów kompletnie nic nie widziałam. Na chybił trafił wzięłam do ręki jedną z dostępnych płyt. Była to stara jezuicka konferencja na temat zajadania głodów emocjonalnych. Odsłuchałam. I znalazłam niemal wszystkie odpowiedzi, których szukałam…

Konferencja była oparta na regułach św. Ignacego Loyoli, który jako pierwszy, już pięćset lat temu, pisał, że tęsknot duszy (i deficytów z tym związanych) jedzeniem się nie zapcha. – Dla mnie było to odkrywcze i logiczne. Złożyło mi się w jedną całość. I czułam, że powinnam mówić o tym przystępnie osobom, które mają problem z jedzeniem. Po nawróceniu przestałam pracować w dużej firmie PR. Ale doświadczenie zawodowe przydało mi się w pracy z ludźmi.

Pani Marta została trenerem (coachem) zdrowia. Jednak nietypowym, bo… w 4D. Czyli w czterech, a nie trzech wymiarach: fizycznym, psychicznym, społecznym, ale też – co istotne – duchowym.

Łasuch czy uzależniony?

Marta Pawłowska prowadzi autorskie warsztaty i wykłady dotyczące uporządkowania jedzenia zgodnie z radami św. Ignacego. Prowadzi też bloga na ten temat. Z jej porad najczęściej korzystają kobiety w wieku 20–50 lat, które jedzą więcej, niż by chciały, i nie to, co powinny. Niektóre panie to po prostu łasuchy, które mają klasyczny problem z „nieumiarkowaniem w jedzeniu i piciu”. Inne jedzą kompulsywnie. Lub nie jedzą wcale – co też wskazuje na duże trudności na wielu płaszczyznach. – Pracuje się z nimi trudno, ale i cudownie. Gdy się otwierają, wychodzi wiele trudnych emocji i często dramatycznych historii z dzieciństwa czy młodości – mówi pani Marta.

Kiedyś w spotkaniach uczestniczyły dwie siostry: jedna chuda, druga ze sporą nadwagą. Szczupła jeść nie mogła wcale. Ta, która miała nadwagę, jadła za dwóch. W trakcie pracy okazało się, że ich problem sięga dzieciństwa. To wtedy surowy ojciec nie pozwalał, by „cokolwiek zostało na talerzu”. A ponieważ jedna z dziewczynek nie była w stanie zjeść wszystkiego, co wiązało się ze stresem całej rodziny, awanturą i siedzeniem przy stole wiele godzin, druga z sióstr, gdy ojciec nie widział, zjadała za nią. Po latach jednej został wstręt do jedzenia, a druga nadal jadła, bo z tą czynnością kojarzyła jej się… pomoc. Jadła, by pomóc sobie i innym.

Innym razem trafiła do pani Marty zadbana, śliczna kobieta, która zjadała ogromne ilości jedzenia. W zasadzie nie wiadomo, jakim cudem góry kanapek mieściły się w jej żołądku. Kobieta opowiadała o tym z czułością, wyraźnie lubiła, gdy potem „brzuszek wystaje”… – Było to niepokojące i zadziwiające. To poklepywanie się po „wystającym brzuszku” – wspomina pani Marta. – Okazało się, że ta pani wcześniej usunęła ciążę. Żal i poczucie winy dały efekt przedziwny: kobieta jadła, by „poczuć ciążę”, czy raczej ukryć tęsknotę…

A po czym poznać, czy jesteśmy „zwykłymi łasuchami”, czy mamy problem z tzw. kompulsywnym jedzeniem? – Po intencji. Łasuch po prostu lubi zjeść, ale jest w stanie się powstrzymać. Osoba, która je kompulsywnie, odczuwa przymus, a nawet dochodzi u niej do obsesji na punkcie jedzenia. Osoba jedząca kompulsywnie w sytuacji trudnej, gdy doświadcza negatywnych emocji, „zatyka” swoje lęki właśnie jedzeniem. Lęk na chwilę ustaje. Potem oczywiście wraca, wraz z poczuciem winy, złością, bezsilnością i wstydem. Jedzenie kompulsywne staje się uzależnieniem.

„Zwykły łasuch” jednak też powinien nad sobą pracować: narzucić dyscyplinę, kontrolować ilość i jakość spożywanego pokarmu.

Ignacy na dietę

Według św. Ignacego, który aż osiem reguł poświęcił uporządkowaniu jedzenia, relacja człowieka do spożywania pokarmów jest ogromnie ważna i trudna. – Według świętego, jeżeli uporządkujemy naszą relację z jedzeniem, wtedy też uporządkujemy inne relacje nastawione na konsumpcję. Relacje w pracy, związane z zarabianiem pieniędzy, rozrywką czy podróżami. I innymi ludźmi.

Często dzieje się tak, że człowiek czuje głód bezpieczeństwa, przynależności, bliskości, akceptacji, a zaspokaja go jedzeniem. Pani Marta powtarza, że jeśli w życiu nie ma Boga i nie ma ludzi, to wtedy pojawia się (źle postrzegane) jedzenie. Jedzenie, które staje się „plasterkiem” na nieprzyjemne uczucia. Jedzenie, które jest ucieczką w „świat ptasiego mleczka”, a nawet jedzenie, które jest formą samokarania (jestem zła i brzydka, więc zjem kolejną czekoladę i będę jeszcze gorsza). – Pracujemy w trójkącie „umysł – serce – talerz”. Wszystkie te sfery trzeba uporządkować. Warto wiedzieć, co nam szkodzi, jak powinna wyglądać zdrowa dieta. I warto rozprawić się ze złymi nawykami czy pokutującymi „mądrościami” na temat posiłków. Na przykład wiele osób je za często, więc organizm zamiast odpoczywać, wciąż trawi.

Aby przestać głupio jeść, trzeba też pracować nad… sercem. Nad akceptacją samego siebie, pozwalaniem sobie na przyjemności inne niż jedzenie. Św. Ignacy zalecał, by posiąść i odzyskać „świętą wolność w stosunku do rzeczy i człowieka”, a także korzystać z rzeczy na tyle, na ile jest to potrzebne do Bożego życia. – Lubię pracować z osobami wierzącymi. Jeśli w terapii jest element duchowy, to sięgamy do głębi. Odwołuję się wtedy do Pisma Świętego. Choćby do 1 Listu do Koryntian: „Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę. Pokarm jest dla żołądka, a żołądek jest dla pokarmu”. Pokarm jest dla żołądka, a nie dla emocji czy samotności.

Pani Marta przestrzega też przed modami jedzeniowymi. – Bywa, że osoby bardzo chcą zdrowo się odżywiać i zdrowo żyć, lecz przeradza się to w obsesję. Ortoreksja to szalone i pozbawione rozsądku przesadne dbanie o dietę. Jeśli ktoś mówi: „sport, siłownia i zdrowa dieta są moją pasją”, a jednocześnie zaciekle krytykuje osoby, które nie żyją w podobny sposób, można sądzić, że stosunek tej osoby do jedzenia również jest nieodpowiedni. Że jedzenie i zdrowy tryb życia stają się bożkiem. Żadna przesada nie jest wskazana. Pani Marta dodaje, że Bóg pozwolił człowiekowi panować nad zwierzętami, ale można ten przywilej traktować szerzej: – Chodzi o okiełznanie tego, co w nas jest zwierzęce. Dopiero zapanowanie nad tym, co nam szkodzi, zarówno fizycznie, jak i duchowo, pozwala odzyskać spokój i radość życia. 

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.