Inwigilacja totalna

Kamery śledzące każdy ruch. Urządzenia podsłuchujące rozmowy. Komputery analizujące grymasy na twarzy. Czy to kolejna edycja Big Brothera? Nie. To podobno zwykłe życie w bezpiecznym kraju. .:::::.

Złapana w kamerze twarz jest przez odpowiedni algorytm analizowana pod względem charakterystycznych punktów. Rozstaw oczu, szerokość ust, kształt uszu czy nosa, odległość od czubka nosa do brody. To wszystko jest porównywane z zawartością obrazów w bazie danych. System wyprodukowany przez firmę Visionics już kilka lat temu osiągnął zdolność analizowania do miliona twarzy na sekundę. By system działał, nie trzeba instalować nowych kamer. Wystarczy zainstalować program na komputerze, który obsługuje kamery miejskiego monitoringu. W takich miejscach jak lotniska, domy handlowe, dworce, ale także miejskie skwery czy ulice. One mogą wyszukiwać twarze.

Systemy skanujące twarz i w ten sposób identyfikujące potencjalnie niebezpieczne osoby, spełniają swoją rolę tylko wtedy, gdy śledzony człowiek znany jest służbom. W taki sposób mogła zostać rozpoznana większość z terrorystów, którzy 11 września 2001 r. zaatakowali World Trade Center. Co z tymi, o których służby specjalne nie wiedzą? Oni też nie mogą czuć się bezpiecznie. Autorzy programu do skanowania ludzkich twarzy twierdzą, że do komputera głównego można dodatkowo wprowadzić algorytm, który np. pozwoli po sposobie chodzenia automatycznie wyławiać z tłumu tych, którzy pod płaszczem czy kurtką niosą coś ciężkiego. Programy zaczną więc wyłapywać nie tylko znane osoby, ale także te, które zachowują się w sposób mogący budzić zainteresowanie. Już istnieją programy, które analizując głos czy wyraz twarzy, potrafią natychmiast dać odpowiedź, czy dana osoba jest zdenerwowana, zestresowana czy nastawiona pozytywnie.

Życie pod obserwacją

Systemy poszukujące niebezpiecznych ludzi są na razie we wstępnej fazie rozwoju. Im bardziej wyszukane metody walki z zagrożeniem, tym bardziej nasze życie staje się ograniczone. Może się wydawać, że analiza naszych zamiarów w czasie rozmowy przez telefon nie jest dużą ingerencją w prywatność. A czytanie e-maili czy podsłuchiwanie rozmów telefonicznych (robi to amerykański system satelitarny Echelon)? Albo automatyczne śledzenie nas w mieście? Zaczynamy się czuć jak w gorsecie. Ale to wszystko dla wyższych celów może być do zaakceptowania pod warunkiem, że opisane wyżej systemy używane są w sposób odpowiedni i odpowiedzialny. O ile używają ich „ci dobrzy”. I o ile informacje gromadzone i analizowane przez ogromne komputery w agencjach wywiadowczych nie wyciekają, np. do firm ubezpieczeniowych. W innym wypadku życie w skupisku ludzkim i życie w więzieniu to w zasadzie to samo. Taka przyszłość jest mroczna jak niektóre obrazy science fiction, w których wszechmocna i wszechobecna Agencja wie wszystko o wszystkich. Każdego dnia nad USA lata 56 tys. samolotów. W Europie w ciągu doby w powietrzu jest około 25 tys. samolotów. W tradycyjny sposób wszystkich skontrolować się nie da, dlatego dzisiaj wydaje się, że automatyczne systemy inwigilujące to jedyny kierunek, w którym możemy pójść, by być bezpieczni. Ale czy nadal wolni?



Gość Niedzielny 09/2008

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Reklama

Reklama