Łaziki dwa…

Na asteroidzie Ryugu, oddalonej od Słońca o 160 mln kilometrów, wylądowały dwa japońskie łaziki. To spore osiągnięcie. A najlepsze jeszcze przed nami.

Nigdy wcześniej nie udało się wylądować na tak małym obiekcie kosmicznym. Niemal dokładnie dwa lata temu, 30 września 2016 r., ziemski lądownik dotknął powierzchni jądra komety 67P/Czuriumow-Gierasimienko. Tamta misja była ogromnym sukcesem, choć działanie lądownika na powierzchni komety było znacznie krótsze, niż zakładano. Jądro komety, o której mowa, jest ponad cztery razy większe niż asteroida, na której udało się wylądować.

Górnicy w kosmosie?

Co to w ogóle za pomysł, by lecieć i lądować (!) na asteroidzie. Czy tam coś jest? Może i nic ciekawego nie ma, ale skąd mamy o tym wiedzieć, skoro nigdy wcześniej na żadnej nie wylądowaliśmy? Mamy jakieś hipotezy, mamy też sporo zdjęć, nawet z niedużej odległości, ale zdjęcie to jedno, a pobranie próbek – to coś zupełnie innego. Nawet gdyby na powierzchni (i pod powierzchnią) Ryugu nie było żadnych skarbów, umiejętność lądowania na tak małych, tak odległych i pozostających w ciągłym ruchu obiektów jest bardzo pożądana. Wiemy, że na niektórych obiektach tego typu znajdują się rzadkie, a być może nawet niespotykane na Ziemi minerały. Górnictwo kosmiczne nie jest już mglistą wizją fantastów. To może być konkretna gałąź przemysłu przyszłości. Tyle tylko, że nikt o żadnym górnictwie nawet nie będzie mógł marzyć, jeżeli najpierw nie nauczymy się dolatywać i lądować na obiektach takich jak Ryugu. Jednak – co być może najważniejsze – i to także zostanie sprawdzone w tej misji. Musimy się jeszcze nauczyć z takich obiektów wracać na Ziemię. Bo co to za górnictwo bez możliwości pozyskiwania minerałów (kopalin).

Misja Hayabusa-2, której operatorem jest Japońska Narodowa Agencja Kosmiczna (JAXA), rozpoczęła się w 2015 r. Przez kolejne trzy lata sonda wraz z dwoma niewielkimi robotycznymi lądownikami „goniła” asteroidę (która okrąża Słońce tak jak planety, ale oczywiście na innej orbicie niż którakolwiek z nich), by, po wcześniejszym odczepieniu, bliźniacze łaziki mogły osiąść na jej powierzchni. Krótko po tym sukcesie agencja JAXA udostępniła zdjęcia z momentu, w którym lądowniki odczepiają się od sondy, oraz te zrobione już po wylądowaniu.

Dwa, trzy czy cztery?

Podziw w tej misji może wzbudzać nie tylko precyzja, ale przede wszystkim jej pomysłowość. Dwa łaziki (ich łączna masa przekracza tylko trochę 2 kg) są mniejsze niż pudełko na buty. Nie poruszają się jak łaziki marsjańskie na kołach ani na gąsienicach. One… podskakują. W podskokach będą przemieszczały się po powierzchni asteroidy. To możliwe, bo obiekt ten jest bardzo mały, więc jest źródłem niewielkiej siły grawitacji. Niewiele energii trzeba, żeby podskokami o długości kilku, kilkunastu metrów, „obskoczyć” całą planetę. Upadek (zwany dla niepoznaki lądowaniem) z powodu małej grawitacji też odbył się bez strat. Sonda, która krąży wokół asteroidy na wysokości około 20 km, na moment lądowania robotów (Rover-1a i Rover-1b) obniżyła swój lot do wysokości 50 m nad powierzchnią kosmicznej skały. Ale to nie wszystko. Za dwa tygodnie ta sama sonda wypuści kolejny lądownik, zrobiony w Niemczech MASCOT. Urządzenie o masie niecałych 10 kg ma zainstalowane na pokładzie spektrometr, magnetometr i radiometr oraz bardzo czuły aparat fotograficzny, przeznaczony do robienia zdjęć niewielkich struktur powierzchni. Ten zbada skład powierzchni asteroidy i zmierzy jej właściwości magnetyczne. MASCOT będzie musiał się spieszyć. Nie ma paneli słonecznych, a jedynie baterię, która umożliwia mu pracę przez 16 godzin. Podobnie jak dwa małe łaziki, MASCOT nie ma kół, gąsienic ani płóz. Żeby zmienić swoje położenie, będzie się... turlał. Kolejny (czwarty) lądownik ma dotknąć powierzchni asteroidy za kilka miesięcy. Będzie bardzo podobny do MASCOT-a.

10 g na wagę złota

Największym osiągnięciem misji Hayabusa-2 będzie jednak przywiezienie na Ziemię kilku, być może nawet 10 gramów materii pochodzącej z asteroidy Ryugu. Pobranie jej jest bardziej niż oryginalne. Żaden z trzech lądowników, które pojawią się na jej powierzchni, nie będzie ich pobierał. Pobierze je sonda znajdująca się w przestrzeni kosmicznej. By było to możliwe, w przyszłym roku w stronę asteroidy zostanie wystrzelony (dosłownie, bo dzięki materiałom wybuchowym) niewielki pocisk, który wybije w jej powierzchni niewielki krater i wyrzuci w przestrzeń kosmiczną niewielkie kawałki materii. Zostaną one przechwycone przez orbitującą wokół asteroidy sondę. Gdy tylko to się stanie (a plan jest taki, by do „ostrzału” doszło w przyszłym roku), sonda Hayabusa-2 ruszy w kierunku Ziemi. Możemy się jej spodziewać na przełomie lat 2020 i 2021.

Ten sposób pozyskiwania i przewożenia na Ziemię materii zdobytej na asteroidach jest bardzo oryginalny, ale nie nadaje się do komercyjnego wykorzystania. Choć z drugiej strony, gdy zaczniemy wydobywać kopaliny na niewielkich obiektach (niewielkich, a więc obdarzonych niewielką grawitacją), wyrzucanie w przestrzeń skrzyni (pojemników) z urobkiem może nie być złym pomysłem. Na orbicie pojemniki byłyby przechwytywane przez orbitery, a następnie transportowane na Ziemię albo na którąś z baz przeładunkowych, np. na Księżycu.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.