Dżuma z epoki kamienia

Jak nazwać kogoś, kto zajmuje się poszukiwaniem bakterii, które zabijały ludzi w przeszłości? Jest archeomikrobiologiem? Nawet jeśli oficjalnie nie ma takiej specjalizacji na żadnej liście uniwersyteckich kursów, to osiągnięcia badaczy łączących zainteresowania archeologiczne z mikrobiologicznymi bywają niesamowite.

Specjaliści od archeologicznej mikrobiologii a to odkryją, jaka zaraza ziemniaczana wygnała Irlandczyków za ocean w XIX wieku, a to zgłębią malarię, która trapiła faraonów. W jednym z ostatnich numerów prestiżowego magazynu „Cell” opisali dżumę znalezioną w Szwecji w zębie pewnej wieśniaczki, która zmarła kilka tysięcy lat temu. I wyciągnęli wnioski, że ten szczep dżumy zdziesiątkował populację pierwszych europejskich rolników.

Choroba ssaków

Żadna chyba choroba nie odcisnęła w kulturze i wyobraźni europejskiej większego śladu niż dżuma. Dość wspomnieć Tukidydesa, który opisał „dżumę ateńską” z 430 roku przed Chr., „Dekameron” czy „Dżumę” Camusa. Epidemicznie pojawiła się w historii ludzkości kilkadziesiąt razy. Jeszcze pod koniec XIX i na początku XX wieku potrafiła dziesiątkować miasta w Azji w ramach tzw. trzeciej wielkiej pandemii i to tam badania nad nią podjęli mikrobiolodzy. Bakteria, która wywołuje czarną śmierć, została odkryta podczas epidemii szalejącej w Hongkongu w 1894 roku. Tę przyjechali zbadać Japończyk Shibasaburō Kitasato i Francuz Alexandre Yersin. Swego odkrycia dokonali niezależnie, ale pałeczka dżumy, czyli Yersinia pestis, swoją łacińską nazwę zawdzięcza Francuzowi.

Dżuma jest bardzo niebezpieczną chorobą występującą u ssaków. Bakterie (przypominające pałeczki) przenoszone są na człowieka w momencie ugryzienia przez pchły, które wcześniej gryzły zarażone szczury (choć także inne małe ssaki). Pierwszym celem bakterii są węzły chłonne. Następnie wraz z krwią rozprzestrzeniają się one po całym organizmie. Wśród chorych, u których pałeczki dżumy zaatakowały płuca, śmiertelność wynosi w zasadzie 100 proc. W innych przypadkach umiera kilkadziesiąt procent zarażonych. Pałeczki dżumy były w przeszłości wykorzystywane jako broń biologiczna. Dzisiaj dżumy w Europie już nie ma, czasami pojawia się w niewielkich skupiskach w Azji i Afryce. Ale kiedyś była seryjnym zabójcą i u nas.

Ślad w zębie

Wróćmy do archeomikrobiologów. Naukowcy potrafią dziś pozyskiwać i badać archaiczne DNA, ustalając, skąd pochodzili twórcy różnych starożytnych czy nawet wcześniejszych kultur. Ale to nie wszystko. Potrafią, czasami po tysiącach lat, stwierdzić np., na co chorowali. W tym także, na co chorowali zakaźnie, czyli jakie mikroby ich trapiły. Oczywiście archaiczne DNA jest zanieczyszczone wszelkimi bakteriami z gleby, a także ze skóry tych, którzy ze szczątkami mieli kontakt. Większość programów do analizy starego DNA śladów bakterii nie analizuje, zakładając (prawie zawsze słusznie), że to zwykłe zanieczyszczenia. Czasami warto jednak pogrzebać w tym, co ląduje w (informatycznym) koszu. To właśnie zrobił dr Simon Rasmussen z Uniwersytetu w Kopenhadze. I tak w materiale genetycznym uzyskanym z zębów 20-letniej kobiety pochowanej w zbiorowej mogile w Frälsegården w zachodniej Szwecji oraz w zębie innej osoby z tego grobu naukowcom udało się odnaleźć sekwencje bakterii Yersinia pestis. Ci ludzie na krążącą w ich organizmie dżumę umarli. Zabiła ona prawdopodobnie wielu z tej mogiły. I z wielu innych mogił rozsianych po neolitycznej Europie.

Nauczycielka życia

Osoby pochowane w tym szwedzkim grobie to pierwsi skandynawscy rolnicy. Przywędrowali tu dopiero 3 tysiące lat po tym, gdy masowe rolnictwo pojawiło się na południu kontynentu. Nowi rolnicy z południa, zadomowiwszy się, wymieszali się z pierwotnymi grupami łowiecko-zbieraczymi z tamtych terenów. Co bardzo ciekawe, gdy kilkaset lat później w Skandynawii pojawili się przedstawiciele ludów stepu, przywieźli oni ze sobą inny szczep dżumy. Ten sam, który spowodował „zarazę Justyniana” z VI w., kiedy to, jeśli wierzyć bizantyńskim kronikarzom, dziennie umierało w Konstantynopolu 10 tys. mieszkańców. Czarną śmierć, która zabiła połowę europejskiej populacji w XIV w., wywołał jeszcze inny szczep pałeczki. Ten potrafił przetrwać stulecia i nadal krąży w populacji gryzoni oraz wywołuje ogniska epidemiczne. Nowo odkryty w szwedzkiej neolitycznej mogile szczep Yersinia oddzielił się od wspólnego przodka wszystkich tych szczepów kilkaset lat wcześniej, nim zabił 20-letnią dziewczynę i pewnie niemal całą jej wieś.

Jaki sens ma poszukiwanie historycznych źródeł dżumy, malarii, cholery, grypy, febry i innych zaraz trapiących ludzkość? Ich ewolucja w czasie może nam dać wiele do myślenia, może pomóc się przed nimi zabezpieczać, zwalczać je w czasie epidemii. Także w mikrobiologii historia, nawet pradawna, jest nauczycielką życia.•

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • podaj nick
    25.02.2019 20:08
    badanie dają do myślenia czy są do czegoś innego, hiszpankę wywołały szczepy laboratoryjne skutki nie gorsze od XVI w. dżumy, twórcy epidemii nie ukarani
  • 12
    26.02.2019 22:58
    Czyżby szukali rozwiązania na tzw. przeludnienie planety. Kiedyś wystarczyło wrzucić 2 zdechłe szczury do miejskiej studni. Ale najbardziej agresywne szczepy wszystkich epidemii w dziejach trafiły do grobu ze swoimi ofiarami. Teraz więc trzeba szukać i rozkopywać te groby.... diabeł musi mieć robotę, a ludzkość się bać i możecie mojego wpisu nie publikować. Wisi mi to, jak kilo kitu na agrafce
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.