Fukushima 8 lat później

W marcu 2011 roku przez Japonię przeszły trzy kataklizmy. Bardzo silne trzęsienie ziemi, tsunami i katastrofa w elektrowni jądrowej w Fukushimie. Skutki dwóch pierwszych trudno dzisiaj znaleźć. Ta trzecia wciąż trwa.

Około 8 lat temu, 11 marca 2011 r., na dużą elektrownię w Fukushimie spadła ogromna fala tsunami. Powstała w wyniku trzęsienia ziemi, którego epicentrum znajdowało się pod oceanicznym dnem. Samo trzęsienie reaktorom nie wyrządziło żadnej szkody. Na terenach sejsmicznych w elektrowniach zainstalowane są urządzenia, które, gdy pojawia się zagrożenie, wszystko automatycznie wyłączają. Cechą technologii jądrowych jest jednak to, że samo wyłączenie reaktorów to za mało. Nawet te, które już nie pracują, trzeba chłodzić. A do chłodzenia potrzebne jest pompowanie zimnej wody, czyli niezbędna jest energia elektryczna. Projektanci reaktorów mają tego świadomość, stąd instalują systemy awaryjne.

Kto winny?

Nie inaczej było w Fukushimie. Ta elektrownia usytuowana nad brzegiem Pacyfiku miała nawet wybudowane specjalne zabezpieczenia przed tsunami. Żelbetowa przegroda została zaprojektowana z myślą o falach o wysokości do 5–7 m. Bo fale do takiej wysokości, jak wynikało z danych historycznych, pojawiały się w tym miejscu w przypadku tsunami. Tyle tylko, że tym razem wysokość fali wyniosła 14 m. Przelewająca się przez zaporę woda zalała zbiorniki paliwa dla generatorów spalinowych, które napędzały awaryjne systemy chłodzenia reaktora. Okazało się, że były one umiejscowione za nisko.

Trzęsienie ziemi z marca 2011 roku było wyjątkowo silne (czwarte najsilniejsze, jakie kiedykolwiek zarejestrowano na świecie), a w jego wyniku zniszczeniu uległa sieć energetyczna, która łączyła elektrownię ze światem zewnętrznym. Akumulatory na miejscu działały tylko przez osiem godzin (na tyle były przewidziane), a zniszczone drogi uniemożliwiały dostarczenie dodatkowych. Problem dotyczył trzech reaktorów. Na terenie elektrowni Fukushima jest ich sześć, ale trzy w momencie katastrofy nie pracowały.

Reaktory, które wymagają ciągłego chłodzenia, zostały więc pozbawione energii elektrycznej. No i zaczął się dramat. Podnosząca się temperatura rdzenia powodowała stapianie się jego wnętrza. W wyniku reakcji chemicznych z wody zaczął uwalniać się wodór, który – aby nie rozerwać reaktora – od czasu do czasu wraz z parą był uwalniany. To ten wodór eksplodował kilka razy w czasie pierwszych dni kryzysu.

I choć działanie człowieka nie było przyczyną katastrofy (bezpośrednią była fala tsunami), to człowiek odpowiada za to, co się stało. W pierwotnym projekcie mur chroniący elektrownię przed tsunami miał mieć 20 m wysokości. Ponadto zbiorniki z paliwem były umieszczone niezgodnie z procedurami, bo powinny znajdować się wyżej. Błędów i nieścisłości po katastrofie było jednak znacznie więcej. Zarządzająca elektrownią spółka na zmianę kłamała i przepraszała za kłamstwa.

Woda do oceanu

Wybuch wodoru zniszczył jedynie część budynku reaktora. Ogromne zniszczenia na terenie elektrowni i w jej okolicy były spowodowane falą tsunami, a nie samą eksplozją. Reaktor pozostał szczelny. Po kilku miesiącach walki, w grudniu 2011 roku, ogłoszono, że zniszczone reaktory nie stanowią już zagrożenia, a sytuacja została opanowana. Na tym dramat jednak się nie skończył.

Na terenie elektrowni, w specjalnych basenach, przechowuje się zużyte pręty paliwowe. Przenosi się je do zbiorników usytuowanych obok reaktora, bo choć są już zużyte, wciąż emitują ogromne ilości ciepła. Ich transport do składowiska odpadów jest wtedy niemożliwy. Jeżeli chłodzenie prętów ustanie, stopią się, a do środowiska dostaną się duże ilości radioaktywnych izotopów. Tylko jak chłodzić pręty w momencie, gdy nie ma prądu, a system chłodzenia uległ zniszczeniu? Jak je przenieść w inne miejsce, gdy cała konstrukcja budynku, łącznie z dźwigami i suwnicami, jest zniszczona? Ratownicy zostali postawieni przed bardzo trudnym wyborem. Albo nic nie zrobią, ale to oznacza katastrofę ekologiczną, albo do basenów zaczną pompować zimną wodę z oceanu. To rozwiązanie wydawało się optymalne – w końcu elektrownia leży nad brzegiem Pacyfiku. Kłopot w tym, że oceaniczna woda jest bardzo słona, a sól powoduje korozję. I tak rzeczywiście się stało. Pręty skorodowały, a radioaktywne pierwiastki zaczęły się przedostawać do wody chłodzącej. W normalnych warunkach pręty chłodzi się czystą wodą i do korozji nie dochodzi.

Setki ton coraz bardziej radioaktywnej wody odpompowywano do specjalnie wybudowanych na terenie elektrowni basenów. Te często bywały nieszczelne i woda dostawała się do oceanu. Zdarzało się także, że wodę po prostu wypuszczano do oceanu. Radioaktywna woda mieszała się też z wodami gruntowymi. Zaczęto więc zamrażać grunt w okolicach budynków reaktorów, aby wody gruntowe nie podchodziły w ich okolice. Cała ta operacja kosztuje krocie. Ale dzisiaj jest konieczna. Musi trwać jeszcze przez wiele lat.

Jakie skutki?

Osiem lat po katastrofie wciąż nie wiemy, jaka jest sytuacja w zniszczonych budynkach reaktora. Ludzie nie mogą do nich wejść, a większość robotów wytrzymuje w tak wysokim promieniowaniu zaledwie chwilę. Obecnie, choć prowadzona akcja jest bardzo droga, nie wydaje się, by coś mogło się zmienić na niekorzyść. Chyba że zdarzy się kolejne trzęsienie ziemi.

Jaki był, a właściwie jest wpływ katastrofy na ludzi i środowisko? W Fukushimie nikt nie zginął, a poziom promieniowania nie zagrażał życiu kogokolwiek. Zdaniem Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), której raport został opublikowany kilka lat po katastrofie, oraz zdaniem ekspertów pracujących w Komitecie Naukowym ds. Skutków Promieniowania Atomowego ONZ (UNSCEAR) w Wiedniu Fukushima nie stanowi zagrożenia dla życia czy zdrowia ludzi. – Nawet w przypadku zatrudnionych na miejscu katastrofy nowotwory – jeśli się pojawią – nie będą związane bezpośrednio z wypadkiem – powiedział podczas prezentacji raportu prof. Wolfgang Weiss, przewodniczący UNSCEAR.

Wnioski z raportów oparto na badaniu ponad 20 tys. pracujących na terenie elektrowni ratowników i mieszkańców obszarów wokół zakładu. Tych ostatnich bardzo sprawnie ewakuowano. Autorzy raportów stwierdzają, że mieszkańcy okolic elektrowni nie zostali narażeni na jakiekolwiek ryzyko nadmiernego napromieniowania. Na przeważającym obszarze prefektury Fukushima dawki radiacji nie przekraczały i nie przekraczają norm. Tylko w dwóch miejscowościach mieszkańcy otrzymali dawkę przekraczającą międzynarodowe normy. Nadmierne narażenie – zdaniem ekspertów WHO – nie było jednak na tyle wysokie, by mieć wpływ na zdrowie mieszkających tam ludzi.

A co ze środowiskiem? To pytanie o tyle ważne, że Fukushima jest regionem rolniczym. Ponadto skażona woda dostała się do oceanu. Dieta nie tylko Japończyków w dużej mierze oparta jest na owocach morza. Z badań wynika, że choć radioaktywnych pierwiastków do oceanu dostało się sporo, skażenie ryb nie zagraża ludziom. Jak to możliwe? Ocean jest przecież bardzo duży, a zanieczyszczenie się rozcieńczyło. W efekcie wprowadzone restrykcje na połowy zostały już dawno odwołane. Ciekawostką może być to, że normy bezpieczeństwa żywności w Japonii są bardziej restrykcyjne niż np. w Unii Europejskiej.

Z badań wynika, że grunt wokół elektrowni nie został skażony. Nieporównywalnie większym problemem dla rolnictwa w tym regionie była morska sól, która wraz ze słoną wodą zalała pola uprawne.

Powrót

Katastrofa w Fukushimie spowodowała nagły odwrót Japończyków od energetyki jądrowej. Wyłączono wszystkie reaktory w kraju, a politycy prześcigali się w deklaracjach odejścia od atomu w energetyce. Szybko okazało się jednak, że w Japonii brakuje prądu. Zaczęto go produkować, spalając ropę i węgiel. Całościowy wpływ energetyki konwencjonalnej na środowisko jest jednak fatalny. Dlatego zaczęto znowu myśleć o uruchomieniu reaktorów. Dzisiaj, z 54 działających przed 2011 rokiem, włączono już 9. Kolejne są przygotowywane. W wielu elektrowniach budowane są dodatkowe zabezpieczenia, udoskonalane procedury bezpieczeństwa. Koszty zmian są ogromne. Ale niska cena uranu powoduje, że wydanie tych pieniędzy to mniejsze zło niż import paliw kopalnych. Japonia nie posiada żadnych złóż surowców energetycznych, wszystko musi kupować. Koszty zakupu paliwa dla całego bardzo wysoko rozwiniętego kraju, w którym mieszka prawie 130 mln ludzi, są ogromne. To właśnie pieniądze powodują, że Japończycy muszą pokochać atom. Na razie nie mają innego wyjścia. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • LazC
    30.04.2019 08:48
    Warto dodać pewną informację. Samorząd podał ostateczną liczbę ofiar śmiertelnych katastrofy (trzęsienie ziemi + cunami/tsunami) jako 2100. Któraś gazeta oszacowała, że wśród nich 1300 to ofiary związane z ewakuacją z okolic elektrowni. Wiele osób zginęło z powodu braku wody lub żywności, ale też wiele z powodu stresu wywołanego ewakuacją. Ocenia się, że wiele osób mogłoby przeżyć, gdyby ich nigdy nie przemieszono, albo przynajmniej pozwolono wcześniej wrócić do domu.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.