"Wiele gatunków w Australii jest przystosowanych do pożarów"

Australia to kontynent wyjątkowo narażony na pożary. Część tamtejszych gatunków jest jednak częściowo przystosowana do tego, by przetrwać pożar: zwierzęta unikają ognia, a rośliny dość szybko się odradzają - mówi ekolog prof. Jerzy Szwagrzyk.

Wspomina też wielki pożar w amerykańskim Parku Yellowstone w 1988 r., kiedy ogień spalił jedną trzecią lasu. "Były obawy, że turyści nie będą już tam tak chętnie przyjeżdżać, bo będzie mało zwierząt. Okazało się jednak, że zwierząt zginęło stosunkowo niewiele. One bardzo skutecznie unikały miejsc, które się paliły. Nie wiem jednak, jak może to wyglądać w Australii" - zastrzega.

W Australii ogień jest obecny m.in. w dużej części Parku Narodowego Wollemi niedaleko Sydney, gdzie jeszcze niedawno odkryto nowy gatunek drzewa - wollemię szlachetną. "Nie gdzieś w lesie tropikalnym, ale w okolicach 5-milionowej metropolii. To było sensacją!" - przypomina profesor. I wyraża obawę, że dla tego gatunku drzewa, zasiedlającego stosunkowo niewielki obszar, ostatnie pożary mogą być istotnym zagrożeniem.

Jak tłumaczy, choć pożary były w Australii od zawsze, to tamtejszy krajobraz - m.in. z powodu działalności człowieka - poważnie się zmienił. Siedliska zwierząt są bardziej pofragmentowane - m.in. za sprawą wcześniejszych pożarów, ale też wyrębu lasu, i tworzenia zabudowy, ogrodzeń czy sieci dróg. Niektóre gatunki zasiedlają teraz np. jedynie parki narodowe, zajmując mniejsze obszary, niż kiedyś. Wszystko to sprawia, że ogień może stanowić dla tych gatunków jeszcze większe zagrożenie.

Obserwowane obecnie pożary nie są największymi pod względem powierzchni, jakie zdarzały się w Australii. "W największych pożarach płonął jednak busz - krzewiaste formacje - obszary nielicznie zamieszkiwane przez ludzi. Teraz zaś pożary dotykają wysokopiennych lasów w pobliżu metropolii, gęsto zaludnionych obszarów" - zauważa prof. Szwagrzyk. Jak dodaje, właśnie dzięki temu do mediów dociera tak wiele filmów i zdjęć pokazujących dramatyczny przebieg tych pożarów.

Zwraca uwagę, że w Australii nikt nie próbuje pożarów ugasić, a cały wysiłek wkładany jest w obronę przed ogniem ludzi, ich osiedli i miast. "Te pożary są dla nas nie do ugaszenia. One znikną, jak nadejdzie pora deszczowa" - sugeruje ekolog.

Deszcze występują w Australii przede wszystkim zimą (obecnie na antypodach zaczyna się lato). "Do sezonu deszczowego jest daleko. Stąd obawy, że najgorsze może dopiero nadejść. Zwłaszcza, że zeszły rok był rekordowo suchy i upalny. Pożar w takich warunkach ma gwałtowniejszy przebieg" - podsumowuje ekolog.

«« | « | 1 | 2 | » | »»
Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg
  • seitz
    11.01.2020 15:50
    Prawidłowo został użyty tytuł EKOLOG jako naukowiec, profesor.
    Wbrew temu co wciska nam postępowy świat, ani Greta ani większość organizacji środowiskowych to nie są ekolodzy tylko hobbyści nie znający się na ekologii jako nauce.
    Większym ekologiem jest przeciętny Kowalski, który oddziela śmieci, unika plastiku i nie pali byle czym.
    Zieloni nie mają prawa nazywać siebie ekologami.
    W całym współczesnym świecie najtrudniej jest odróżnic postęp od PODSTĘPU.
    Z dedykacją dla Grety Thunberg.
  • Anacamptis
    12.01.2020 13:47
    Pracowałem kilka lat w NGO-sie ekologicznym i wszyscy jego pracownicy (oprócz księgowej i gisowca) byli z wykształcenia biologiami, mieli duży lub bardzo duży dorobek naukowy. Więc nie wiem skąd ma Pan takie informacje. Proszę się pofatygować do siedziby jakiejś organizacji ekologicznej i to sprawdzić. Jestem wielodzietnym praktykującym katolikiem. Uczę dzieci niepowtarzania niesprawdzonych informacji. I rozumowego weryfikowania spiskowych teorii.
Komentowanie dostępne jest tylko dla .