Wielkie nic

Kilkanaście dni temu ekscentryczny wynalazca i przedsiębiorca Elon Musk zaprezentował światu Neuralink. Urządzenie, które ma komunikować mózg z komputerem. Tak przynajmniej zapowiadał. Prezentacja była zrobiona dobrze, choć urządzenie, które pokazał, jest niewypałem.

Łączenie mózgu z komputerem wydaje się naturalnym kierunkiem rozwoju technologicznego. W zasadzie w pewnym sensie nasze mózgi już ściśle współpracują z elektroniką, a w niektórych przypadkach ta współpraca jest dosłowna. Na przykład implanty dla osób sparaliżowanych czy dla cierpiących na niektóre choroby neurologiczne pozwalają wielu z nich funkcjonować w społeczeństwie. Jest jednak bardzo cienka (a może nie ma jej wcale?) granica pomiędzy pomocą potrzebującym a wspomaganiem zdrowych. Tej granicy nie da się zdefiniować. Bo jeżeli dzięki rejestracji i interpretacji fal mózgowych można sterować wózkiem inwalidzkim albo syntezatorem mowy, dlaczego dokładnie tego samego urządzenia nie można użyć np. do sterowania samolotem albo do obsługi urządzeń elektronicznych?

Centrum dowodzenia

Mózg to urządzenie bioelektryczne. Informacje przekazywane pomiędzy poszczególnymi jego elementami mają charakter impulsów elektrycznych (a mówiąc ściślej – chemicznych i elektrycznych). To zresztą domena nie tylko mózgu, ale całego układu nerwowego. Gdy się skaleczymy, gdy poczujemy na języku coś gorącego albo kwaśnego, gdy spadnie nam na palec u nogi młotek, mózg informowany jest o tych faktach dzięki przesyłaniu impulsów elektrycznych przez komórki nerwowe. Impulsy nerwowe wędrują też w drugą stronę, od mózgu w kierunku narządów czy mięśni. To dzięki impulsom mięśnie kurczą się – a więc serce bije, przepona pracuje (czyli oddychamy), chodzimy i szybko cofamy rękę, gdy ukłujemy się w palec. Jednak centrum dowodzenia nie tylko odruchami i reakcjami, ale także analizami i przemyśleniami, jest mózg.

Czy mierząc prądy płynące w mózgu, jesteśmy w stanie podsłuchiwać jego pracę? Teoretycznie tak, ale w praktyce to jeszcze bardzo długo będzie niemożliwe. I to z wielu powodów. Prądy płynące pomiędzy komórkami nerwowymi w mózgu są bardzo słabe. Nijak się mają do tych, które płyną np. w gniazdku elektrycznym. A to znaczy, że ich pomiar jest kłopotliwy, bo aby robić to dokładnie, trzeba byłoby podłączyć się do komórek nerwowych, albo chociażby do ich grup. A to przecież niewykonalne, bo oznaczałoby ingerencję w strukturę mózgu. Z elektrodami trzeba byłoby dostać się do środka mózgu, i to w wiele różnych miejsc. Z praktycznego i etycznego punktu widzenia nie da się tego u człowieka zrobić. Dzisiaj nawet u zwierząt laboratoryjnych to niewykonalne. Oczywiście w bardzo ograniczonym zakresie robi się tego typu eksperymenty w laboratoriach, np. na myszach czy szczurach, ale dotyczą one odczytywania prądów albo inicjowania reakcji w którymś konkretnym obszarze mózgu, a nie w całym mózgu równocześnie. Jest jeszcze coś, co może jest najważniejsze. Zarejestrowanie sygnałów to jedno, a ich rozumienie to coś zupełnie innego.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg