Beatyfikacja zamiast Nobla

Odkrył przyczynę zespołu Downa i całe życie przeciwstawiał się próbom wykorzystania go jako argumentu za aborcją, przez co stracił szansę na Nagrodę Nobla. Zbliżająca się beatyfikacja prof. Jérôme’a Lejeune’a to krzyk za życiem w społeczeństwie, w którym zdiagnozowanie tej choroby u nienarodzonego dziecka coraz częściej oznacza wyrok śmierci.

Od dziecka marzył, by zostać wiejskim lekarzem. Wychował się w mieszczańskiej rodzinie w podparyskim Mont­rouge. Jego rodzice długo nie mogli mieć dzieci. Gdy zaczęli tracić już nadzieję, pojechali do Chartres, by w pięknej katedrze u stóp Matki Bożej modlić się o dar potomstwa. Wkrótce doczekali się trzech synów. Jako drugi, w 1926 r., na świat przyszedł Jérôme. – Pamiętam żywą wiarę moich rodziców, która nie miała nic wspólnego z dewocją, i ich nacisk na to, byśmy realizowali swe marzenia i pasje oraz pielęgnowali braterskie więzi – wspominał w jednym z wywiadów. Medycynę studiował na Sorbonie, tam też zafascynował się genetyką i możliwościami ludzkiego umysłu.

Na obiad wracał do domu

W paryskiej bibliotece spotkał Dunkę o kruczoczarnych włosach, która studiowała język francuski. Szybko została jego żoną, razem wychowali pięcioro dzieci. – Ślęczałem nad książkami, kiedy Birthe poprosiła mnie o pióro, bo chciała coś zanotować. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia do nieprzytomności – opowiadał swoim dzieciom. Pióro do dziś jest troskliwie przechowywanym rodzinnym skarbem. – Napisał nim potem setki listów do mnie – wspominała żona sługi Bożego, którego heroiczność cnót za zgodą papieża Franciszka uznała właśnie Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych. Pytana kilka dni przed śmiercią, co oznacza dla niej proces beatyfikacyjny męża i ojca jej dzieci, stwierdziła: – Dla mnie jest to jakaś abstrakcja, ale wiem, że zanim był wybitnym naukowcem i pasjonatem życia, to przede wszystkim był wspaniałym mężem, całkowicie oddanym rodzinie. Byliśmy z nim szczęśliwi. Rodzina zawsze była dla niego na pierwszym miejscu i myślę, że na tym straciła jego kariera naukowa, co było konsekwencją świadomych wyborów mego męża. Miał też głębokie mistyczne doświadczenie Boga, choć się tym nie chwalił.

Birthe pochodziła z rodziny protestanckiej. To dzięki mężowi przeszła na katolicyzm. – Jego wiara mi imponowała, była czymś normalnym, kochał i szanował każdego człowieka. Był bardzo skromny – wspominała żona prof. ­Jérôme’a. Choć całe godziny spędzał nad mikroskopem i wiele jeździł z wykładami po świecie, zawsze miał czas dla rodziny. – Na obiad zawsze przyjeżdżał do domu. To był czas rozmów. Każdego wieczora klękaliśmy też razem do modlitwy, dla swych małych pacjentów własnoręcznie robił różańce – wspominała Birthe.

– Tata wytrwale odpowiadał na nasze pytania i nigdy się nie irytował, gdy przeszkadzaliśmy mu w pracy, prosząc o naprawienie zabawki. Fascynował także naszych przyjaciół, którzy chętnie odwiedzali nasz dom i uwielbiali z nim dyskutować – opowiada córka profesora, Clara. On sam opiekę nad dziećmi nazywał ojcowską szkołą cierpliwości, którą trzeba uczynić główną cnotą, aby zasłużyć sobie na miano ojca.

Trzeci chromosom

Jérôme Lejeune został mianowany profesorem medycyny w wieku 38 lat. Był najmłodszym profesorem we Francji i stworzono dla niego katedrę genetyki fundamentalnej. Dokonał przełomowego odkrycia, badając chorobę potocznie nazywaną mongolizmem. Odkrycie, że za zespół Downa odpowiada dodatkowy, trzeci chromosom 21, było przełomem nie tylko w dziedzinie medycyny, ale przede wszystkim w podejściu do chorych i ich rodziców. Gdy zaczynał swe badania, powszechnie uważano, że tą chorobą można się zarazić. Panowało przekonanie, że jej powodem jest syfilis kojarzony z prostytucją. Automatycznie obwiniano więc matki dzieci z zespołem Downa. Na ścianach instytutu, gdzie pracował, pojawiały się napisy: „Trzeba zabić Lejeune’a i jego małe monstra”. – Obrona życia była pasją mojego męża, dlatego też nie poddawał się wymierzonym w niego atakom, a były one naprawdę okrutne. Wyznał mi kiedyś, że gdyby wiedział, iż jego odkrycie stanie się przyczyną aborcji dzieci z zespołem Downa, nigdy by tych badań nie opublikował – wspominała żona genetyka. Lejeune podkreślał, że ludzkie życie rozpoczyna się od momentu poczęcia. Był zdecydowanym przeciwnikiem zabijania nienarodzonych. Płakał, gdy w 1972 roku we Francji przyjęto ustawę proaborcyjną. Żona profesora wspomina, jak pewnego dnia mąż przyszedł do domu przerażony. Do jego gabinetu przyszli rodzice z synkiem mającym zespół Downa. Byli wstrząśnięci, ponieważ widzieli debatę telewizyjną o aborcji. Chłopczyk rzucił się w ramiona jej męża i obejmując go, krzyczał przez łzy: „Obiecaj, że będziesz nas bronił! Chcą nas zabić!”. Profesor obiecał i słowa dotrzymał. Pracował w jednym z największych szpitali dziecięcych na świecie – paryskim Hôpital Necker – Enfants Malades. Jego współpracownicy mówią, że każdego ze swych ponad 9 tys. podopiecznych znał po imieniu. Nikt nie był dla niego jedynie przypadkiem chorobowym.

Za bardzo pro-life

Zmarł w Niedzielę Wielkanocną 1994 roku. Następnego dnia dziennik „Le Monde” opublikował apel podpisany przez trzy tysiące lekarzy, którzy poparli jego badania, stwierdzając m.in., że embrion ludzki od poczęcia jest człowiekiem i nie wolno go zabijać. Wykluczone są też manipulacje genetyczne. We Francji trwa właśnie debata nad kontrowersyjną ustawą bioetyczną, która zaprzecza tym twierdzeniom, wprowadzając możliwość aborcji do 9. miesiąca ciąży. – To nie przypadek, że Kościół właśnie w tym czasie przypomina nam postać prof. Lejeune’a, który swą wielką inteligencję i głęboką wiarę poświęcił obronie ludzkiego życia – podkreśla metropolita Paryża abp Michel Aupetit, który zanim został kapłanem, przez 21 lat wykonywał zawód lekarza i znał sługę Bożego.

Jego dzieło kontynuuje Fundacja Jérôme’a Lejeune’a, która pod opieką ma 8 tys. pacjentów, w tym 80 proc. z zespołem Downa, będąc tym samym największym na świecie centrum pomocy osobom z dodatkowym chromosomem i niepełnosprawnością umysłową. Tak jak jej patron spotyka się z ogromnym ostracyzmem społecznym. Ostatnio przez 146 naukowców i francuskich lekarzy została oskarżona o to, że jest… za bardzo pro-life. Prezes fundacji Jean-Marie Le Méné zwraca uwagę na to, że dziś toczy się prawdziwa walka o to, by pozwolić żyć osobom z zespołem Downa i zakazać ich abortowania pod pretekstem tego, że nie odpowiadają kryteriom „idealnego dziecka”. We Francji zabija się 9 na 10 dzieci z Downem! Polskie statystyki z 2018 r. mówią, że co czwarta aborcja dotyczyła właśnie dziecka z zespołem Downa.

Przyjaciel papieża

Profesora Lejeuna łączyła przyjaźń z Janem Pawłem II. Poznali się dzięki prof. Wandzie Półtawskiej. Za każdym razem, gdy był z żoną w Rzymie, przychodził na poranne Msze w prywatnej kaplicy, a następnie jedli z papieżem śniadanie. Właśnie przy stole narodziła się idea Papieskiej Akademii Życia, której cierpiący już wówczas na raka genetyk został pierwszym prezesem. Po jego śmierci Jan Paweł II napisał, że odszedł wybitny chrześcijanin XX wieku, który stał się apostołem obrony ludzkiego życia. Kiedy papież Polak przybył do Francji na Światowe Dni Młodzieży, pojechał na grób przyjaciela. Spotkało się to z krytyką ze strony środowisk lewicowych, którym nie spodobało się przypomnienie zasług profesora.

Na pogrzebie genetyka w czasie modlitwy wiernych o mikrofon poprosił Bruno, jeden z jego pacjentów z zespołem Downa. „Dziękuję, mój profesorze, za to, co pan zrobił dla moich rodziców. Dzięki panu jestem z siebie dumny” – powiedział.

Proces beatyfikacyjny prof. Lejeune’a rozpoczął się w 2007 r. Zebrano tysiące świadectw ludzi poruszonych sposobem, w jaki profesor łączył wiarę z nauką. – W trudnej sytuacji, w jakiej znajduje się teraz Francja i cały świat, gdy chodzi o panowanie kultury śmierci, Bóg daje nam nowego orędownika i apostoła życia. Taka forma apostolatu świeckich jest niezbędna – mówi szef francuskiego episkopatu, wskazując na aktualność słów prof. Lejeune’a: „Społeczeństwo, które zabija swe dzieci, utraciło duszę i nadzieję”. •

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg