Duma i zaniedbanie

To był jeden z najbardziej dramatycznych momentów w historii NASA. 35 lat temu wielkie marzenie kosmicznych samolotów legło w gruzach. Ale Amerykańska Agencja Kosmiczna wyszła z tej tragedii wzmocniona.

Krótko przed południem 28 stycznia 1986 r., po kilkukrotnym przekładaniu startu, prom kosmiczny Challenger powoli wzniósł się z wyrzutni 39B w Centrum im. Kennedy’ego na Florydzie. Towarzyszyła mu – bezpośrednio i przed telewizorami – spora grupa widzów, m.in. wielu uczniów ze szkół w całych Stanach Zjednoczonych. Była to już 25. misja wahadłowca, dlatego sam lot nie budził jakiegoś wyjątkowego zainteresowania.

Kosmiczny samolot

Tym razem jednak nic nie szło zgodnie z przewidywaniami: po 73 sekundach lotu, na wysokości ponad 14 km nad Ziemią, wahadłowiec nagle otoczyła chmura gazu, zaczął zmieniać kierunek lotu, a od głównego zbiornika paliwa oderwały się pomocnicze rakiety, wykonując niekontrolowane manewry w przestrzeni. Zaszokowani widzowie obserwowali rozpadający się pojazd, którego szczątki powoli opadały na Ziemię. Powszechne przekonanie, że wyprawy w Kosmos stały się zwyczajną i bezpieczną metodą podróżowania, legło w gruzach.

Program budowy wahadłowców był realizacją wielkiego amerykańskiego marzenia, aby podróże w przestrzeń stały się rutyną, a nie jednorazowymi, starannie planowanymi i niezmiernie drogimi wyprawami. Po kluczowych i pionierskich programach Gemini, który zabrał amerykańskich astronautów w Kosmos, i Apollo, dzięki któremu pierwsi ludzie stanęli na Księżycu, tym razem stawką była niemal stała obecność na orbicie wokółziemskiej, aby możliwe było prowadzenie tam badań, obserwacji, a nawet działalności komercyjnej. A do tego potrzebny był pojazd tani, bezawaryjny i wydajny. Wahadłowiec, inaczej niż rakieta, miał po wykonaniu każdej misji wylądować na Ziemi jak zwykły samolot, aby po przeglądzie i uzupełnieniu paliwa być gotowym do kolejnego lotu. Start wahadłowców odbywał się pionowo, z wykorzystaniem silników rakietowych, natomiast powrót i lądowanie przypominały swobodny lot szybowca. Takie założenie wymagało jednak rozwiązania wielu problemów. Na przykład skrzydła, niezbędne do wytworzenia siły nośnej, dzięki której orbiter mógł wylądować, podczas startu jedynie przeszkadzały i stanowiły źródło niebezpiecznych naprężeń konstrukcji. Efektem prac projektowych była kompromisowa sylwetka futurystycznego promu kosmicznego: pojazdu przypominającego nieduży samolot o małych skrzydłach, przymocowanego do olbrzymiego zbiornika tlenu i wodoru oraz wyposażonego w dwie pomocnicze rakiety SRB na paliwo stałe. Lądując, mógł wykonać tylko jedno podejście, ponieważ po zakończeniu misji silniki nie miały paliwa. Na dodatek lądowanie było bardzo trudne i ryzykowne.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Wiara_wesprzyj_750x300_2019.jpg